17 lipca 2015

[Recenzja] Flower Travellin' Band - "Satori" (1971)



W latach 70. muzyka hard rockowa cieszyła się ogromną popularnością w Japonii. Nie przypadkiem właśnie tam zostało zarejestrowane wiele koncertówek czołowych przedstawicieli tego stylu (vide "Made in Japan" Deep Purple, "On Stage" Rainbow, itp.). Zainteresowanie taką muzyką w tym kraju nie przełożyło się jednak na chęć jej wykonywania. Lista hard rockowych grup z Japonii jest krótka, a jeszcze krótsza jest lista tych z nich, które miały coś ciekawego do zaoferowania. Tak naprawdę liczą się tylko dwie nazwy: Blues Creation i Flower Travellin' Band. W dzisiejszej recenzji zajmę się drugim z tych zespołów. Powstał on w Tokio, w 1969 roku. Wydany dwa lata później debiutancki album, "Anywhere", składał się z coverów zachodnich wykonawców (m.in. "Black Sabbath" Black Sabbath, "21st Century Schizoid Man" King Crimson, "The House of the Rising Sun" The Animals). Na zaprezentowanie własnych kompozycji nadszedł czas rok później, gdy ukazał się longplay "Satori" - jeden z najciekawszych albumów wydanych w Kraju Wchodzącego Słońca. I prawdopodobnie najlepszy z utrzymanych w rockowej stylistyce.

Album rozpoczyna się od utworu "Satori (Part I)", charakteryzującego się dość posępnym klimatem, częstymi zmianami tempa i wyjątkowo ciężkim - jak na 1971 rok - brzmieniem. Kompozycja opiera się na kilku świetnych riffach, które najwyraźniej dostarczyły inspiracji muzykom grupy Slayer, gdy tworzyli takie utwory, jak "Raining Blood" czy "South of Heaven" (jest to prawdopodobne, gdyż "Satori (Part I)" był wydany w Stanach na singlu). Nie najlepiej wypada niestety warstwa wokalna, zwłaszcza gdy Joe Yamanaka wchodzi w wyższe rejestry. Wynagradza to jednak świetna muzyka. Jeszcze bardziej intrygująco wypadają dwa kolejne utwory, "Satori (Part II)" i instrumentalny "Satori (Part III)". Muzycy połączyli w nich hard rockowe brzmienie i instrumentarium z wyraźnie wschodnimi, orientalnymi melodiami. To ogromny plus tego wydawnictwa, że muzycy nie ograniczają się tutaj tylko do kopiowania zachodnich wzorców, a łączą je z elementami własnej kultury. Mimo to, wyraźnie słychać, że byli pod wrażeniem brytyjskiej muzyki - chociażby w "Satori (Part III)", który w środku zostaje przełamany fragmentem o charakterze blues rockowej improwizacji. Fascynację blues rockiem słychać także w "Satori (Part IV)", ale to akurat najmniej udany fragment całości - długi, jedenastominutowy utwór o zdecydowanie zbyt jednostajnym charakterze. Poziom wzrasta jednak w finałowym "Satori (Part V)", w którym wraca mroczny klimat z początku longplaya - tym razem jednak w bardziej nastrojowej formie, choć i tutaj nie brakuje cięższych riffów.

Okładka wydania kanadyjskiego.
Album do dziś nie został oficjalnie wydany w Europie ani w Stanach, za to już w 1971 roku opublikowano go w Kanadzie. W znacznie zmienionej wersji w stosunku do oryginalnego wydania japońskiego - z inną okładką i inną zawartością. Znalazły się na nim skrócone wersje "Satori (Part I)", "Satori (Part II)", "Satori (Part III)" (nagrany na nowo, z partią wokalną i nowym tytułem, "Hiroshima") i "Satori (Part V)" (pod tytułem "Satori (Part III)"), a także cztery zupełnie nowe kompozycje, w tym "Lullaby", który nigdy nie został wydany poza Kanadą (trzy pozostałe nowe utwory, a także "Hiroshima" trafiły natomiast na trzeci japoński album zespołu, "Made in Japan"*). I w tej wersji longplay sprawia nawet jeszcze lepsze wrażenie, pokazując większą wszechstronność zespołu. Głównie dzięki takim utworom, jak "Unaware" i "Gimme Air", w których pojawiają się brzmienia akustyczne, zaś przede wszystkim za sprawą wspomnianego "Lullaby", utrzymanego w klimacie tradycyjnej muzyki japońskiej, a opartego na akompaniamencie sitaru. Przeciwieństwem tych utworów jest natomiast ciężki, niemal heavy metalowy "Kamikaze".

"Satori" to niezwykle intrygujący album. Pokazujący, że muzyka hard rockowa wcale nie musi być ograniczona przez ustalone z góry ramy. Muzycy Flower Travellin' Band udowodnili, że można grać w tym stylu na swój własny, oryginalny i niepowtarzalny sposób. Dlatego "Satori" (a także następny album grupy, "Made in Japan") jest tak wyjątkową pozycją.

Ocena: 8/10

*Album "Made in Japan" ukazał się w lutym 1972 roku - pół roku przed japońskimi koncertami Deep Purple, których zapis trafił na tak samo zatytułowaną koncertówkę. Longplay warto poznać nawet jeśli słyszało się już kanadyjskie wydanie "Satori" - chociażby dla utworu "That's All", klasycznej rockowej ballady, ale o wyraźnie orientalnym zabarwieniu, która wciąga niesamowitym klimatem.

PS. Dyskografię Flower Travellin' Band uzupełniają: dwupłytowy album "Make Up" (1973), składający się częściowo z nagrań studyjnych, a częściowo z koncertowych (m.in. ponad 20-minutowa wersja "Hiroshimy"), a także nagrany po wielu latach przerwy "We Are Here" (2008). Śmierć Joego Yamanaki w 2011 roku definitywne zakończyła działalność grupy.



Flower Travellin' Band - "Satori" (1971)

Wydanie japońskie: 1. Satori (Part I); 2. Satori (Part II); 3. Satori (Part III); 4. Satori (Part IV); 5. Satori (Part V)

Wydanie kanadyjskie: 1. Satori (Part I); 2. Kamikaze; 3. Satori (Part II); 4. Hiroshima; 5. Unaware; 6. Gimme Air; 7. Satori (Part V); 8. Lullaby

Skład: Akira "Joe" Yamanaka - wokal, harmonijka; Hideki Ishima - gitara, sitar; Jun Kozuki - bass, gitara; Joji "George" Wada - perkusja

Producent: Ikuzo Orita i Yuya Uchida


2 komentarze: