30 czerwca 2015

[Recenzja] UFO - "U.F.O. Landed Japan" (1971)



Pierwszy koncertowy album UFO zarejestrowany został tuż przed premierą albumu "UFO II: Flying", 25 września 1971 roku w Tokio. Początkowo miał zostać wydany jedynie w Japonii, ale w 1972 roku ukazał się także w Niemczech (z inną okładką i pod strywializowanym tytułem "Live"). W rodzimej Wielkiej Brytanii koncertówka ukazała się dopiero w 1982 roku (tym razem jako "Live in Japan").

Okładka wydania niemieckiego ("Live").
Pierwsza strona albumu składa się z trzech coverów, w tym dwóch, które zespół nagrał na swój debiutancki album: "C'mon Everybody" Eddiego Cohrana i "Who Do You Love?" Bo Diddleya. W wersjach koncertowych zyskały na energii, większą rolę odgrywa w nich Mick Bolton, ale ogólnie są dość bliskie studyjnych pierwowzorów. Trzeci cover, "Loving Cup" z repertuaru The Paul Butterfield Blues Band, jest już unikalny dla tego wydawnictwa. I zarazem stanowi jeden z jego najbardziej porywających fragmentów. Zespół świetnie sobie poradził z tym utworem, nadając mu hard rockowego ciężaru, zachowując bluesowy charakter. Naprawdę nieźle wypadają tutaj solówki Boltona, sekcja rytmiczna jak zwykle nie ogranicza się do prostego podkładu, a szorstki wokal Phila Mogga okazuje się idealnie pasować do takiego blues rockowego grania. Jednym zdaniem, świetne wykonanie. Drugą stronę "U.F.O. Landed Japan", złożoną z autorskich utworów zespołu, rozpoczyna jedyny fragment albumu "Flying" - połączone w jeden utwór "Prince Kajuku" i "The Coming of Prince Kajuku". Pierwsza z tych kompozycji - utrzymana w szybkim tempie i pełna energetycznych partii gitar - idealnie nadaje się do grania na żywo, druga natomiast przynosi odrobinę uspokojenia i "kosmicznego" klimatu. Jedenastominutowe wykonanie "Boogie for George", z rozbudowanymi improwizacjami wszystkich muzyków, to kolejny mocny punkt albumu. Wieńczący całość "Follow You Home" nie należy może do najlepszych utworów UFO, ale grany na żywo pozwala na świetną interakcję z publicznością. Ciekawostką jest rozpoczęcie go cytatem z "You Really Got Me" The Kinks - tym samym muzycy potwierdzili, że podobieństwo tych dwóch utworów nie jest przypadkowe.

"U.F.O. Landed Japan" to bardzo udane zwieńczenie i zarazem podsumowanie "kosmicznego" etapu działalności UFO. Z dzisiejszej perspektywy można jednak żałować, że nie jest to wydawnictwo dwupłytowe - fantastycznie byłoby przecież usłyszeć koncertowe wersje takich utworów, jak "Silver Bird" czy "Star Storm" (oba były grane na żywo). Cóż, pozostaje się cieszyć, że zachowała się przynajmniej tak krótka rejestracja koncertowych poczynań pierwszego wcielenia UFO.

Ocena: 8/10

PS. "Loving Cup", w nieco skróconej wersji, znalazł się także na stronie B singla "Galactic Love". Niealbumowa strona A to dość przeciętny utwór, z wstępem będącym plagiatem "Astronomy Domine" Pink Floyd. Dziś najłatwiej można go znaleźć na niektórych kompaktowych reedycjach albumu "UFO II: Flying".



UFO - "U.F.O. Landed Japan" (1971)

1. C'mon Everybody; 2. Who Do You Love?; 3. Loving Cup; 4. Prince Kajuku / The Coming of Prince Kajuku; 5. Boogie for George; 6. Follow You Home

Skład: Phil Mogg - wokal; Mick Bolton - gitara; Pete Way - bass; Andy Parker - perkusja
Producent: UFO i Milton Samuel


1 komentarz:

  1. Nieszczególnie lubię ten koncert, zresztą pisałem o tym w komentarzu pod Dwójką. Gdyby grali tutaj te swoje space rocki pewnie byłoby okej, ale takie kwasowo - bluesowe jamowanie średnio brzmi w ich wykonaniu. Boltonowi brakuje nawet nie tyle techniki, bo to da się obejść, ale wyobraźni, jego gra tutaj to kompletna amatorszczyzna. Reszta kapeli też cudów nie gra, ale aż tak mnie oni nie rażą. Ten żywiec jest dowodem na to, że Mick faktycznie ciągnął zespół w dół i mimo, że jest to jedyny taki argument, to jednak wydaje mi się dość mocny.

    Jak się porówna UFOwe Who Do You Love do wersji (legendarnej!) Quicksilver Messenger Service słychać przepaść kilku klas. Porównanie Loving Cup w wersji UFO z oryginałem jest dla tych pierwszych po prostu miażdżące i nie ma co ich usprawiedliwiać tym, że w zestawieniu z ekipą Butterfielda większość zespołów rockowych wypadnie nie najlepiej, zwłaszcza pod względem instrumentalnym, bo jednak pomiędzy "nie najlepiej", a "niepoważnie" jest jeszcze sporo miejsca.

    Być może gdyby na płycie postawiono na repertuar z Dwójki wypadłoby to znacznie lepiej, ale nie postawiono i nie wypadło. Wielka to szkoda.

    OdpowiedzUsuń