24 czerwca 2015

[Recenzja] Eric Clapton - "Slowhand" (1977)



"Slowhand" to piąty solowy album Claptona, a zarazem najbardziej popularny obok "461 Ocean Boulevard". Jego początek może sugerować, że muzyk w końcu postanowił wrócić do swoich korzeni. Bo cover "Cocaine" z repertuaru J.J. Cale'a to najbardziej blues/hard rockowy utwór, jaki nagrał od czasu rozpadu Derek and the Dominos. Odrobinę cięższy od oryginału (nagranego zaledwie rok wcześniej), oparty na świetnym, bardzo nośnym riffie (kojarzącym się z "Sunshine of Your Love" Cream) i w końcu z długimi, porywającymi solówkami, których tak bardzo brakowało na poprzednich solowych albumach Claptona. Oczywiście, na tle jego dokonań z poprzedniej dekady "Cocaine" wypada dość blado. Ale i tak jest to zdecydowanie najlepszy utwór, jaki nagrał pod własnym nazwiskiem. Niestety, reszta albumu nie jest już tak ekscytująca.

"Cocaine" stał się jednym z najpopularniejszych utworów Erica, mimo że album był promowany na singlach dwoma innymi kawałkami. Jako pierwszy na małej płycie został wydany "Lay Down Sally" - bardzo komercyjna, banalna i przesłodzona piosenka, z wygładzonym brzmieniem i żeńskimi chórkami. Drugim singlem była ballada "Wonderful Tonight" - utwór również bardzo komercyjny, ale niepozbawiony uroku i naprawdę zgrabnej melodii. To jedna z najpiękniejszych kompozycji Claptona, zaraz po "Presence of the Lord" i "Tears in Heaven". I w tym miejscu mógłbym właściwie zakończyć opis tego albumu, bo wszystkie pozostałe utwory są tak mdłe i bezbarwne, że szkoda marnować czas na ich dokładne opisywanie. Większość z nich to łagodne, popowe piosenki w stylu poprzednich solowych albumów Claptona. Jedynie "Mean Old Frisco" (z repertuaru Arthura Crudupa) oparty jest na ostrzejszych dźwiękach gitary, ale wykonany jest strasznie topornie. Można jeszcze odnotować, że w "The Core" gościnnie wystąpił saksofonista Mel Collins, znany z King Crimson (był członkiem tej grupy na początku lat 70., jest także obecny w aktualnym składzie). Tutaj jednak gra w stricte popowy sposób, pogłębiając komercyjny charakter tej kompozycji.

"Slowhand", podobnie jak pozostałe solowe albumy Claptona, ma niewielką wartość artystyczną. "Cocaine" i "Wonderful Tonight" odrobinę podnoszą poziom, ale przesłuchanie bezpłciowej reszty albumu jest męczącym doświadczeniem. Jest to muzyka "dla nikogo" - łatwa, lekka, w sam raz do radia, ale pozbawiona dobrych melodii.

Ocena: 5/10



Eric Clapton - "Slowhand" (1977)

1. Cocaine; 2. Wonderful Tonight; 3. Lay Down Sally; 4. Next Time You See Her; 5. We're All the Way; 6. The Core; 7. May You Never; 8. Mean Old Frisco; 9. Peaches and Diesel

Skład: Eric Clapton - wokal i gitara; George Terry - gitara; Carl Radle - bass; Jamie Oldaker - perkusja i instr. perkusyjne; Dick Sims - instr. klawiszowe; Yvonne Elliman - dodatkowy wokal; Marcy Levy - dodatkowy wokal
Gościnnie: Mel Collins - saksofon (6)
Producent: Glyn Johns


5 komentarzy:

  1. Może JJ Cale'a posłuchaj i zrecenzuj? Świetna muzyka, zupełnie niewymuszona, lekka i bezpretensjonalna, która zainspirowała kilku bardziej znanych twórców, jak Mark Knopfler czy Eric Clapton własnie. "Naturally" to bardzo fajna płyta, a i kilku późniejszych też dobrze się słucha.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie znamienne jest stwierdzenie, że najlepszym numerem, który Clapton podpisał się własnym nazwiskiem jest... cover.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właściwie nie ma w tym nic dziwnego, skoro jakieś 2/3 (3/4?) solowej twórczości Claptona to covery. Prawdopodobieństwo, że jeden z nich będzie jego najlepszym utworem było więc bardzo duże. A z drugiej strony sam fakt, że tak często sięgał po cudze utwory, zamiast samemu pisać, nie świadczy najlepiej o jego umiejętnościach kompozytorskich.

      Chociaż trzeba przyznać, że w czasach "zespołowych" podpisał się jako współautor lub autor kilku świetnych utworów: "Sunshine of Your Love", "Tales of Brave Ulysses" i "Badge" Cream, "Presence of the Lord" Blind Faith, oraz "Layla" Derek and the Dominos. Na jego niekorzyść przemawia jednak, że to nie on wymyślił słynne riffy "Sunshine..." i "Layla", a Jack Bruce i Duane Allman.

      Usuń
  3. Przypomniało mi się, jak próbowałem się przekonać do tej i paru innych płyt Claptona... ta najbardziej zapadła mi w pamięć, bo "Wonderful Night", ale reszta kawałków...

    OdpowiedzUsuń
  4. oceń w kiedyś końcu pierwsze 5 solowych płyt Robina Trowera , bo to znakomity gitarzysta , i wcale nie aż tak imitator Hendixa!

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.