17 czerwca 2015

[Recenzja] Eric Clapton - "461 Ocean Boulevard" (1974)



Niedługo po triumfalnym powrocie Claptona na deskach londyńskiego Rainbow Theatre, gitarzysta wszedł do studia, by zarejestrować materiał na drugi album solowy. Nieco wcześniej otrzymał taśmę demo od dawnego kompana z Derek and the Dominos, basisty Carla Radle'a. Zawierała ona kilka coverów, nagranych przez niego wraz z perkusistą Jamie Oldakerem i klawiszowcem Dickiem Simsem. Materiał przypadł do gustu Ericowi i postanowił go wykorzystać na swoim albumie. W nagraniach wspomogli go wymienieni wyżej muzycy, a także gitarzysta George Terry i wokalistka Yvonne Elliman. Skład okazał się wyjątkowo stabilny i towarzyszył Claptonowi także na kolejnych trzech albumach.

Zawartość albumu "461 Ocean Boulevard" - tytuł odnosi się do willi w pobliżu Miami, w której w tamtym czasie mieszkał Clapton (widocznej zresztą na okładce) - to głównie przeróbki cudzych utworów, uzupełnione dwiema kompozycjami Erica ("Let It Grow" i  napisana  z pomocą Elliman "Get Ready") oraz jedną autorstwa George'a Terry'ego ("Mainline Florida"). Pod względem stylistycznym album jest niestety daleki nie tylko od dokonań Cream i Blind Faith, ale nawet od twórczości Derek and the Dominos. Stanowi raczej kontynuację nieudanego solowego debiutu, "Eric Clapton". Tym razem na szczęście obyło się bez nachalnych partii dęciaków, ale niewiele to zmienia. "461 Ocean Boulevard" to znów album stricte popowy, wypełniony banalnymi piosenkami o wygładzonym brzmieniu i aranżacjach. Z niewiadomych powodów Clapton unika tutaj grania solówek, a gdy już jakieś proponuje, sprawiają one wrażenie wymuszonych, zagrane są bez polotu ("Motherless Children", "Let It Grow", "Steady Rollin' Man").

Najbardziej znanym fragmentem longplaya jest cover "I Shot the Sheriff" Boba Marleya. Nagranie go zasugerował Terry, a Clapton z początku nie był chętny umieszczeniu go na płycie. Uległ jednak namowom pozostałych muzyków. Utwór stał się później jego jedynym numerem jeden w Stanach. Utwór nie różni się specjalnie od oryginału, również utrzymany jest w stylu reggae, co pewnie doprowadzało do rozpaczy wielbicieli bluesowego i hard rockowego wcielenia Claptona. Wpływy tego stylu słychać zresztą także w innych utworach ("Willie and the Hand Jive", "Get Ready"). A chociaż nigdy nie przepadałem za reggae, muszę przyznać, że "I Shot the Sheriff" to najjaśniejszy fragment longplaya. Ma coś, czego brakuje innym kompozycjom - wyrazistość. Ile jednak w tym zasługi Claptona, a ile Marleya, jest pytaniem retorycznym. Reszta utworów jest całkowicie wyprana z zapamiętywalnych melodii, ciekawych rozwiązań aranżacyjnych, czy czegokolwiek wartościowego.

"461 Ocean Boulevard" jest jednym z najwyżej ocenianych solowych albumów Claptona, ale słuchacze o wyrobionym guście nie znajdą tu wiele dla siebie. To taka lekkostrawna, popowa papka, w sam raz nadająca się do komercyjnych stacji radiowych (tych grających starszą muzykę), ale dla większości wielbicieli twórczości gitarzysty z poprzedniej dekady może być po prostu niestrawna.

Ocena: 4/10



Eric Clapton - "461 Ocean Boulevard" (1974)

1. Motherless Children; 2. Give Me Strength; 3. Willie and the Hand Jive; 4. Get Ready; 5. I Shot the Sheriff; 6. I Can't Hold Out; 7. Please Be With Me; 8. Let It Grow; 9. Steady Rollin' Man; 10. Mainline Florida

Skład: Eric Clapton - wokal i gitara; George Terry - gitara i wokal; Carl Radle - bass; Jamie Oldaker - perkusja i instr. perkusyjne; Dick Sims - instr. klawiszowe; Yvonne Elliman - wokal
Gościnnie: Albhy Galuten - instr. klawiszowe; Marcy Levy - harmonijka, dodatkowy wokal; Al Jackson, Jr. - perkusja (2); Tom Bernfield - dodatkowy wokal
Producent: Tom Dowd


Brak komentarzy

Prześlij komentarz