26 czerwca 2015

[Recenzja] Blood Ceremony - "Blood Ceremony" (2008)



Dziś wyjątkowo nie będzie o kolejnym zapomnianym zespole z lat 70., a o czymś bardziej współczesnym, chociaż nawiązującym swoją twórczością do wspomnianej dekady. Kanadyjska grupa Blood Ceremony to jeden z przedstawicieli tzw. "retro rocka" - nurtu reprezentowanego m.in. także przez takie kapele, jak szwedzkie Witchcraft i Blues Pills. Muzyka Kanadyjczyków przywołuje skojarzenia przede wszystkim z takimi grupami, jak Coven (żeński wokal, okultystyczna tematyka tekstów), Black Sabbath (charakterystyczne riffy w stylu Tony'ego  Iommiego) i Jethro Tull (wszechobecne partie fletu). Na piśmie wygląda to intrygująco. A jak sprawdza się w praktyce?

Pierwszy utwór, "Master of Confusion", rozpoczyna się od dwuminutowego wstępu na organach, który nagle ustępuje miejsca intensywnej partii perkusji i posępnemu, sabbathowemu riffowi. W tle przyjemnie dudni bas, od czasu do czasu pobrzmiewają organy, a żeński wokal Alii O'Brien niepodziewanie dobrze pasuje do tej muzyki. Brzmienie niczym we wczesnych latach 70., bardzo naturalne i surowe. Kolejny utwór, "I'm Coming with You", utrzymany jest w podobnym stylu, tylko zamiast organów słychać flet. Instrument ten zaskakująco dobrze uzupełnia mroczne riffy. Kto wie, czy tak właśnie nie grałoby Jethro Tull, gdyby Tony Iommi pozostał w tym zespole nieco dłużej? Niestety, wówczas nie byłoby Black Sabbath... W każdym razie Blood Ceremony wypełnił lukę, jaką był brak doom metalowego zespołu używającego fletu. Debiut Kanadyjczyków udowadnia, że muzycy mają na siebie ciekawy pomysł. Niestety, brakuje im umiejętności kompozytorskich na miarę grup, na których się wzorują, przez co po kilku utworach cały album zaczyna zlewać się w jedną długą kompozycję. Najbardziej na tle całości wyróżnia się "A Wine of Wizardry", oparty na akompaniamencie gitary akustycznej i fletu, ale to tylko niespełna dwuminutowa instrumentalna miniaturka. Poza tym warto wyróżnić rozbudowany finał albumu - ponad siedmiominutowy "Hymn to Pan". Dużo w nim oczywistych, wręcz sztampowych zwrotów akcji (nagłe przyśpieszenia/zwolnienia, zmiany nastroju), ale jak na debiutantów - i album wydany w 2008 roku - jest naprawdę nieźle. Do ciekawszych fragmentów albumu zaliczyć można jeszcze posępny "Into the Coven" (z ciekawym gitarowo-organowym przyśpieszeniem), a także bardzo melodyjny mimo swojej surowości "Hop Toad". Pozostałych utworów również słucha się przyjemnie, ale brakuje im wyrazistości.

Dla osób chcących posłuchać czegoś nowego, ale przywiązanych do rockowej tradycji lat 70., debiut Blood Ceremony jest ciekawym rozwiązaniem. Nie jest to album wybitny, ani nawet bardzo dobry, ale naprawdę ciekawy. Jeden z lepszych "retrorockowych" longplayów, jakie słyszałem.

Ocena: 7/10



Blood Ceremony - "Blood Ceremony" (2008)

1. Master of Confusion; 2. I'm Coming with You; 3. Into the Coven; 4. A Wine of Wizardry; 5. The Rare Lord; 6. Return to Forever; 7. Hop Toad; 8. Children of the Future; 9. Hymn to Pan

Skład: Alia O'Brien - wokal, flet, organy; Sean Kennedy - gitara; Chris Landon - bass; Jeremy Finkelstein - perkusja
Gościnnie: Jacques Mindreau - altówka (5)
Producent: Blood Ceremony


1 komentarz:

  1. Blood Ceremony jest świetne. Najbardziej lubię chyba ich drugą płytę.

    OdpowiedzUsuń