19 czerwca 2015

[Recenzja] Armageddon - "Armageddon" (1975)




Efemeryczna grupa Armageddon pozostawiła po sobie tylko jeden album. Zespół powstał na gruzach blues rockowego Steamhammer, rozwiązanego niedługo po śmierci perkusisty Micka Bradleya. Pozostali muzycy - gitarzysta Martin Pugh i basista Louis Cennamo - wspólnie z producentem ich ostatniego albumu ("Speech" z 1972 roku), Keithem Relfem (znanym przede wszystkim jako wokalista The Yardbirds i Renaissance; w drugim z tych zespołów grał także Cennamo), postanowili założyć nowy zespół, właśnie Armageddon. Muzycy wyjechali do Stanów, gdzie zorganizowali kasting na perkusistę. Przesłuchali kilku muzyków, ostatecznie decydując się na niejakiego Bobby'ego Caldwella (ex-Captain Beyond, później w Iron Butterfly). Jedyny album kwartetu ukazał się w maju 1975 roku i spotkał się z uznaniem krytyków oraz słuchaczy. Niestety, zespół zdecydował się nie promować go koncertami, co negatywnie wpłynęło na wyniki sprzedaży. Niedługo po premierze, Relf postanowił wrócić do Wielkiej Brytanii. Zmarł wkrótce po przyjeździe, 14 maja, w wyniku porażenia prądem ze źle uziemionej gitary. Oznaczało to koniec grupy Armageddon.

Wielka szkoda, ponieważ zespół miał spory potencjał, co doskonale słychać na jego debiucie. Zawarta na nim muzyka brzmieniowo wpisuję się w styl hard rockowy, ale same kompozycje więcej mają wspólnego z rockiem progresywnym. Już na otwarcie grupa zaproponowała ponad ośmiominutowy utwór "Buzzard", wyróżniający się zakręconym gitarowym riffem, połamanym rytmem, a także oszałamiającą - jak na 1975 rok - prędkością. Do tego zaskakujący finał, w który ciekawie wpleciono bluesującą partię harmonijki. Zupełnym przeciwieństwem tego utworu jest następujący po nim "Silver Tightrope" - leniwa ballada oparta na brzmieniach akustycznych. Główny motyw jest bardzo prosty i sztampowy, a odbiór pogarsza przesadnie wysoka partia wokalna (w stylu Jona Andersona z Yes). Utwór wlecze się przez ponad minut; szczególnie nużąca jest końcówka z monotonnie - i zdecydowanie zbyt długo - powtarzanym refrenem. Broni się tylko środkowa część instrumentalna, w której muzycy zmierzają w nieco bardziej progresywne rejony, ale nie jest ona w stanie zmazać złego wrażenia, wywołanego zasadniczą częścią kompozycji.

Na szczęście w "Paths and Planes and Future Gains" zespół wraca na właściwe tory. Znów jest ostro, szybko i niesztampowo, a przy tym całkiem przebojowo; jest też całkiem niezła gitarowa solówka. "Last Stand Before" to dla odmiany utwór o wyraźnie funkowym zabarwieniu i nieco lżejszym brzmieniu. Całkiem chwytliwy, ale dość monotonny - dopiero pod koniec muzycy zaczynają bardziej kombinować. Finał albumu stanowi natomiast najdłuższy i najbardziej rozbudowany utwór, ponad jedenastominutowy "Basking in the White of the Midnight Sun". Kompozycja składa się z czterech części: pełniącej rolę podniosłego wstępu "Warning Coming On"; rozpędzonej, opartej na pokręconych riffach "Basking in the White of the Midnight Sun"; wolnej, zadziornej "Brother Ego" (z długim improwizowanym fragmentem, podczas którego każdy z muzyków może zaprezentować swoje umiejętności); oraz znów rozpędzonej "Basking in the White of the Midnight Sun (Reprise)". Utwór doskonale podsumowuje cały longplay.

Na pewno nie jest to album wybitny, ale z pewnością interesujący. Mimo braku choćby jednego naprawdę rewelacyjnego utworu i obecności jednego ewidentnego niewypału, słucha się tego longplaya naprawdę dobrze. Fani ciężkiego rocka progresywnego mogą brać ten album w ciemno. 

Ocena: 7/10



Armageddon - "Armageddon" (1975)

1. Buzzard; 2. Silver Tightrope; 3. Paths and Planes and Future Gains; 4. Last Stand Before; 5. Basking in the White of the Midnight Sun

Skład: Keith Relf - wokal, harmonijka; Martin Pugh - gitara; Louis Cennamo - bass; Bobby Caldwell - perkusja, instr. perkusyjne, pianino, dodatkowy wokal
Producent: Armageddon


3 komentarze:

  1. Znam większość albumów Steamhammera, ale Armageddona nie słyszałem. Dodam do listy płyt oczekujących:p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Doskonały album!!!! Niewiele grup grało taką muzykę w 1975r.Album brzmi jakby został nagrany 3-4 lata wcześniej.

      Usuń
    2. Nie do końca, bo momentami album wyprzedza swój czas (szczególnie w "Buzzard").

      Usuń