7 maja 2015

[Recenzja] Whitesnake - "The Purple Album" (2015)



W ostatnim czasie prawdziwą plagą są albumy byłych muzyków znanych zespołów, zawierające nowe wersje utworów owych grup. Po Stevie Hacketcie odświeżającym kompozycje Genesis i Ulim Jonie Rothu przypominającym dawne nagrania Scorpions, przyszła pora na Davida Coverdale'a, który pod szyldem Whitesnake postanowił odgrzać utwory, które niegdyś wykonywał z grupą Deep Purple. Teoretycznie ma to być hołd dla zespołu, który wyciągnął go praktycznie znikąd i w jednej chwili uczynił rockową gwiazdą. Teoretycznie, bo obawiam się, że pobudki nagrania "The Purple Album" były znacznie mniej wzniosłe. Po pierwsze, nagranie albumu z coverami jest ewidentnym przejawem kryzysu twórczego (zresztą jakość ostatniego albumu Whitesnake z premierowym materiałem, "Forevermore" z 2011 roku, potwierdza tę tezę). Po drugie, skoro miał to być hołd dla Deep Purple, to czemu znalazły się na nim wyłącznie utwory, których współautorem jest Coverdale? Zapewne chodzi wyłącznie o tantiemy. Ewentualnie samouwielbienie, wszak już w przeszłości zdarzało mu się coverować własne utwory.

Przyznaję, że tracklista "The Purple Album" robi dobre wrażenie. "Burn", "You Fool No One", "Sail Away", "Mistreated", "Soldier of Fortune" i "Stormbringer" to prawdziwe perły w dyskografii Deep Purple. Pozostałe utwory też się bronią (no dobra, z wyjątkiem banalnego "Holy Man"). Gdyby była to jakaś kompilacja z oryginalnymi wersjami - naprawdę zasługiwałaby na wysoką ocenę. Ale chyba nikt nie sądzi, że nowe wersje są w stanie dorównać pierwowzorom? Czterdzieści lat, jakie minęło od ich powstania, nie wpłynęło korzystnie na głos Coverdale'a - obecnie dysponującego węższą skalą i mniejszymi umiejętnościami. Komputerowa obróbka nie jest w stanie tego ukryć. Brakuje też dodatkowych partii wokalnych Glenna Hughesa, które ubarwiały oryginały. Kolejna sprawa to fakt, że w obecnym wcieleniu Whitesnake Coverdale'owi towarzyszą zwykli rzemieślnicy, którzy opanowali technikę gry na instrumentach, ale brakuje im talentu Ritchiego Blackmore'a, Jona Lorda, Iana Paice'a i Glenna Hughesa. Natomiast nowoczesne, komputerowe brzmienie zabija klimat tych utworów. Może gdyby Coverdale i spółka spróbowali przedstawić je w innych, zaskakujących aranżacjach, powstało by coś godnego uwagi. Na to jednak zabrakło im jaj. Przearanżowanie "Sail Away" na akustyczne instrumentarium i rozbudowanie wstępów kilku utworów to jednak zdecydowanie za mało, jeśli większość utworów nie odbiega pod tym względem od pierwowzorów.

Słuchanie "The Purple Album" to kompletna strata czasu. Lepiej przeznaczyć go na odświeżenie sobie albumów "Burn", "Stormbringer" i fantastycznej koncertówki "Made in Europe", albo wczesnych dokonań Whitesnake.

Ocena: 1/10



Whitesnake - "The Purple Album" (2015)

1. Burn; 2. You Fool No One; 3. Love Child; 4. Sail Away; 5. The Gypsy; 6. Lady Double Dealer; 7. Mistreated; 8. Holy Man; 9. Might Just Take Your Life; 10. You Keep On Moving; 11. Soldier of Fortune; 12. Lay Down Stay Down; 13. Stormbringer

Skład: David Coverdale - wokal; Reb Beach - gitara, dodatkowy wokal; Joel Hoekstra - gitara, dodatkowy wokal; Michael Devin - bass, dodatkowy wokal; Tommy Aldridge - perkusja; Michele Luppi - instr. klawiszowe, dodatkowy wokal
Producent: David Coverdale i Michael McIntyre


8 komentarzy:

  1. Może "jedynka" to zbyt surowa ocena, ale od takiego tuza jak Coverdale jednak więcej się wymaga. Jeden, dwa utwory dołączone do jakiegoś premierowego wydawnictwa jeszcze ujdą, ale płyta w całości nie jest do strawienia ... przynajmniej dla starych fanów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Same kompozycje zasługują oczywiście na wyższą ocenę...ale nie jestem w stanie słuchać ich w tych wersjach - a ocena 1/10 na tym blogu oznacza właśnie "niesłuchalny" album ;)

      Usuń
  2. w mojej opini plyta jest fatalna...po prostu starszy pan chce zarobic pare groszy na starych hitach DP....naprawde przez te kilka lat od plyty forevermore nie byl w stanie stworzyc 8-12 utworow na nowa plyte?jezeli tak to niech idzie na emeryture a nie robi z fanow sponsorow dostatniego zycia.za winyl ponad 100zl?zdecydowanie za drogo

    OdpowiedzUsuń
  3. płyta jest świetna, ale nie w tym rzecz. można by o niej podyskutować, ale nie z człowiekiem, którego recenzja jest podszyta złośliwością, żalem i agresją, a zaczyna się nie od oceny muzyki, a od pretensji do coverdala, że zarabia na muzyce. niech sobie do cholery zarabia, te nowe wersje są równie dobre jak stare, tylko trzeba umieć ich słuchać, a nie potępiać w czambuł wszystko, co nie jest oryginalne.
    nawet jeśli uznać niektóre zarzuty za słuszne, ocena 1/10 nie ma w sobie śladu obiektywności, tekst jest emocjonalny i ocena jest emocjonalna. nie powinieneś pisać recenzji, nie masz dystansu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie powinieneś czytać cudzych recenzji, skoro nie potrafisz do nich podejść z dystansem i oczekujesz, że będą obiektywne.

      Usuń
  4. Panowie, więcej szacunku dla Davida. Płyta obroni się z czasem. Na pewno wydawnictwo jest godne uwagi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlaczego jest godne uwagi? Co ma do zaoferowania słuchaczom, którzy znają oryginalne wersje? Obrona bez żadnych argumentów nie jest wiele warta.

      Usuń
  5. Uwielbiam Coverdale'a i jego Whitesnake, ale ta płyta jest po prostu totalnym nieporozumieniem.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.