5 maja 2015

[Recenzja] Jethro Tull - "Roots to Branches" (1995)



Po zespołach z ponad ćwierćwiecznym stażem raczej nie oczekuje się żadnych rewolucji. Tymczasem album "Roots to Branches" okazał się jedną z najbardziej zaskakujących pozycji w dyskografii Jethro Tull. Zespół niemal całkiem rezygnuje tutaj z charakterystycznych dla siebie elementów folkowych i renesansowych, na rzecz wpływów etnicznych. Album pełen jest przeróżnych orientalizmów i arabizmów. Całość została zresztą zainspirowana pobytem Iana Andersona w Indiach. A skoro już o nim mowa, lider Jethro Tull po dwudziestu pięciu latach postanowił zrezygnować ze swojego unikalnego stylu gry na flecie - który przez tyle lat był znakiem rozpoznawczym grupy - i zacząć grac na nim we "właściwy" sposób.

Longplay rozpoczyna się od melodyjnego utworu tytułowego, w którym dominują dość ostre partie gitary Martina Barre'a, a wpływy etniczne są tylko dodatkiem, bardziej słyszalnym pod koniec utworu. Za to w następującym po nim "Rare and Precious Chain" muzycy idą już na całego - zarówno melodia, jak i instrumentarium (szczególnie klimatyczna partia klawiszy i perkusjonalia) przywołują skojarzenia z muzyką egipską, zaś rockowe zaostrzenia czynią kompozycję jeszcze bardziej wyjątkową i oryginalną. Zdecydowanie mniej udanym, nieco chaotycznym utworem jest "Out of the Noise", brzmiący jak wygładzone Deep Purple. Dalej jednak znów jest klimatycznie, w orientalnym stylu, za sprawą takich utworów, jak mocny, transowy "This Free Will", balladowy, ale nie pozbawiony wzrostów dynamiki "Valley", ostrzejszy "Dangerous Veils", oraz naprawdę uroczy "Beside Myself".

W bardziej typowym dla Jethro Tull stylu utrzymany jest "Wounded, Old and Treacherous", ale to akurat jeden ze słabszych momentów albumu - długi, monotonny, z pogłębiającą znużenie melodeklamacją Andersona; z drugiej strony pojawia się tu też całkiem niezła solówka Barre'a. Całkiem niezła jest za to ballada "At Last, Forever", w której znów pojawia się sporo orientalizmów, ale też bardzo typowa dla Tull melodia - utwór spokojnie mógłby trafić np. na album "Heavy Horses". Szkoda tylko, że sprawia wrażenie na siłę rozbudowanego, przez co pewnym momencie zaczyna nudzić. Mimo wszystko, pozostawia raczej pozytywne wrażenie - szkoda, że zaraz zrujnowane dwoma kolejnymi utworami, zupełnie niepasującymi do klimatu albumu. "Stuck in the August Rain" to banalna ballada, a "Another Harry's Bar" brzmi jak... utwór Dire Straits - a tak mało brakowało, żeby w końcu nie wymieniać tej nazwy w recenzji albumu Jethro Tull.

"Roots to Branches" to album bardzo długi, trwający około godziny. Gdyby tak skrócić go o jakieś dwadzieścia minut (czyli o utwory "Wounded, Old and Treacherous", "Stuck in the August Rain" i "Another Harry's Bar"), sprawiałby o wiele lepsze wrażenie. Bo to naprawę interesujący longplay, o nietypowym dla grupy, ale jakże intrygującym klimacie. Według mnie jest to najlepszy album Jethro Tull od czasu "The Broadsword and the Beast" (a gdyby nie zawierał tylu wypełniaczy, byłby najlepszym od czasu "Heavy Horses").

Ocena: 7/10



Jethro Tull - "Roots to Branches" (1995)

1. Roots to Branches; 2. Rare and Precious Chain; 3. Out of the Noise; 4. This Free Will; 5. Valley; 6. Dangerous Veils; 7. Beside Myself; 8. Wounded, Old and Treacherous; 9. At Last, Forever; 10. Stuck in the August Rain; 11. Another Harry's Bar

Skład: Ian Anderson - wokal, flet i gitara; Martin Barre - gitara; Doane Perry - perkusja i instr. perkusyjne; Andrew Giddings - instr. klawiszowe; Dave Pegg - bass (3,5,11)
Gościnnie: Steve Bailey - bass (1,2,4,6-10)
Producent: Ian Anderson


Brak komentarzy

Prześlij komentarz