27 maja 2015

[Recenzja] Cream - "Live Cream" (1970)



Grupa Cream zapisała się w historii muzyki przede wszystkim dzięki swoim porywającym występom na żywo. Niewielu rockowym wykonawcom udało się podczas koncertów zbliżyć do poziomu reprezentowanego przez brytyjskie trio. Dla wszystkich, którzy nie mieli szans na zobaczenie - i usłyszenie - Cream na scenie, pocieszeniem są koncertowe rejestracje. Już albumy "Wheels of Fire" i "Goodbye" częściowo składały się z utworów zarejestrowanych na żywo, jednak pierwszy w pełni koncertowy album, "Live Cream", ukazał się dopiero po rozpadzie supergrupy. No, nie do końca w pełni koncertowy... Uzupełniono go bowiem niespełna trzyminutowym utworem nagranym w studiu - "Lawdy Mama", będącym pierwotną wersją przeboju "Strange Brew". Co ciekawe, w tej starszej wersji utwór jest podpisany jako "Traditional, arr. Eric Clapton". Tymczasem późniejsza wersja z albumu "Disraeli Gears" - różniąca się tylko tekstem i gitarową solówką - jest już podpisana jako dzieło Erica Claptona, Felixa Pappalardiego i Gail Collins. Cóż, nie tylko muzycy Led Zeppelin wpadli na pomysł przypisywania sobie autorstwa kompozycji nieznanych twórców...

Pozostałe cztery utwory zostały zarejestrowane już podczas koncertów - 7, 9 i 10 marca 1968 roku w San Francisco. Pierwszy z nich odbył się w słynnej hali The Fillmore (obecnie Fillmore West), dwa kolejne w Winterland Ballroom. Warto dodać, że to właśnie podczas tych ostatnich zarejestrowano koncertowe utwory z "Wheels of Fire" - m.in. genialną interpretację "Spoonful" i legendarne wykonanie "Crossroads". Na "Live Cream" niestety nie ma tak wybitnych kompozycji. Wszystkie cztery utwory pochodzą z debiutanckiego albumu "Fresh Cream" - najmniej interesującego ze studyjnej dyskografii zespołu, zawierającego głównie konwencjonalny pop rock. Na koncertach materiał ten nabierał jednak zupełnie innego charakteru. Melodie i motywy znane z wersji studyjnych były właściwie tylko pretekstem do rozpoczęcia długich improwizacji. Weźmy taki "N.S.U.", który otwiera ten album. Pierwsze półtora minuty to pośpieszne odegranie trzech pierwszych zwrotek (każda z nich składa się z dwóch wersów) i tyluż refrenów (jeszcze bardziej banalnych, złożonych z powtórzonego kilka razy "aaah aaaah"). Muzycy robią to jakby od niechcenia, nie przykładając się specjalnie. Ale po zakończeniu trzeciego refrenu rozpoczynają porywającą improwizację, opartą na świetnej interakcji między całą trójką. Trwa ona blisko osiem minut, po czym zespół na zakończenie odgrywa szybko ostatnią zwrotkę i refren. Dla odmiany, "Sleepy Time Time" odegrany jest dość wiernie pierwowzoru - muzycy cały czas trzymają się podstawowego tematu, jedynie Clapton nieco wydłużył swoje solówki. Za to w "Sweet Wine" poszli na całość - instrumentalna improwizacja (nawiasem mówiąc, rewelacyjna) zajmuje dwanaście i pół minuty z... piętnastominutowego nagrania. Całości dopełnia przeróbka "Rollin' and Tumblin'", będąca przede wszystkim popisem Jack Bruce'a na harmonijce. Utwór jest nieznacznie dłuższy od wersji studyjnej, ale za to zagrany ostrzej i bardziej energetycznie.

Dobór materiału na pewno nie jest zaletą "Live Cream" - same improwizacje są o wiele ciekawsze, niż utwory, w które je wpleciono. Album jest jednak fantastycznym świadectwem tego, jak wyglądały koncerty jednej z najważniejszych i najlepszych grup w historii muzyki rockowej.

Ocena: 7/10



Cream - "Live Cream" (1970)

1. N.S.U.; 2. Sleepy Time Time; 3. Lawdy Mama; 4. Sweet Wine; 5. Rollin' and Tumblin'

Skład: Jack Bruce - wokal i bass; Eric Clapton - wokal i gitara; Ginger Baker - perkusja i instr. perkusyjne
Producent: Felix Pappalardi (1,2,4,5), Ahmet Ertegun i Robert Stigwood (3)


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.