21 kwietnia 2015

[Recenzja] John Mayall with Eric Clapton - "Blues Breakers" (1966)



Album definiujący styl zwany blues rockiem, brytyjskim bluesem lub po prostu "białym" bluesem. Fakt, że już wcześniej w Wielkiej Brytanii pojawiły się zespoły rockowe inspirujące się afroamerykańskim bluesem - vide The Rolling Stones, The Yardbirds czy The Animals - jednak dopiero "Blues Breakers" był pierwszym stricte blues rockowym longplayem. Pojawiły się na nim wszystkie elementy tego stylu, rozwijane później przez takie grupy, jak m.in. Cream, Fleetwood Mac, Free, The Jimi Hendrix Experience, Savoy Brown, oraz Chicken Shack.

John Mayall zadebiutował w 1965 roku koncertowym albumem "John Mayall Plays John Mayall" (zarejestrowanym w grudniu '64), na którym towarzyszyli mu tacy muzycy, jak basista John McVie (późniejszy członek Fleetwood Mac), perkusista Hughie Flint (później w Savoy Brown), oraz gitarzysta Roger Dean. Ten ostatni odszedł niedługo później, a na jego miejsce przyjęty został niejaki Eric Clapton - muzyk, który już wtedy cieszył się sporym uznaniem, zdobytym dzięki występom z grupą The Yardbids. Opuścił ją jednak w połowie lat 60., gdy pozostali muzycy zaczęli zmierzać w bardziej popowym kierunku, podczas gdy on pragnął wówczas grać wyłącznie bluesa. Właśnie kogoś takiego poszukiwał Mayall. Co prawda w drugiej połowie 1965 roku Clapton wyjechał na trzy miesiące do Grecji, gdzie występował z grupą nazwaną The Glands, ale po powrocie znów nawiązał współpracę z Mayallem i jego zespołem.

Na początku 1966 roku zarejestrowano koncert grupy w londyńskim Flamingo Club (podczas którego w roli basisty występował Jack Bruce, z którym wkrótce potem Clapton stworzył supergrupę Cream) z myślą o wydaniu go na płycie. Fatalna jakość nagrania zmusiła jednak muzyków do odrzucenia tego materiału i zarejestrowaniu go w studiu (tym razem z Johnem McVie na basie). Na repertuar złożyły się w sporej części przeróbki standardów amerykańskich bluesmanów - m.in. Otisa Rusha, Freddiego Kinga i Roberta Johnsona - a także kilka autorskich kompozycji Mayalla ("Little Girl", "Another Man", "Key to Love", "Have You Heard" i napisany wspólnie z Claptonem "Double Crossing Time").

Materiał zawarty na "Blues Breakers" można podzielić na dwie grupy. Do pierwszej zaliczają się utwory bliższe czystego bluesa - np. leniwie snujący się "Another Man", w którym istotną rolę odgrywa harmonijka, "Parchman Farm", albo "It Ain't Right". Ale jest też druga grupa, zawierająca bardziej dynamiczne nagrania w rodzaju "All Your Love", "Little Girl" i "Double Crossing Time", w których nie brakuje ostrych solówek Claptona, wyraźnie zwiastujących jego późniejsze dokonania z Cream. Niestety, muzycy nie mają tu zbyt wiele miejsca do popisu. Album został zarejestrowany jeszcze przed nastaniem mody na długie solówki, więc średnia długość utworów wynosi trzy minuty. A jednak znalazły się tutaj takie utwory, jak instrumentalne "Hideaway" i "Steppin' Out", będące świetnymi przykładami zespołowej improwizacji, albo interesująca wersja "What'd I Say" z repertuaru Raya Charlesa, wzbogacona długą solówką perkusyjną i cytatem z "Day Tripper" Beatlesów. Ciekawostką jest natomiast utwór "Ramblin' on My Mind", będący debiutem Claptona w roli głównego wokalisty.

"Blues Breakers" to bardzo ważny longplay, kamień milowy zarówno w muzyce rockowej, jak i bluesowej. Szczególnie rewolucyjna jest na nim gra Erica Claptona (to w okresie jego współpracy z Mayallem zaczęły pojawiać się słynne graffiti "Clapton Is God"), która zainspirowała dziesiątki, jeśli nie setki gitarzystów, w tym naprawdę znane nazwiska. W takim kontekście album zasługuje nawet i na maksymalną ocenę. Jeśli jednak spojrzeć na samą muzykę, bez tego całego tła historycznego, można się przyczepić do kilku rzeczy, z archaicznym brzmieniem na czele. Cóż, "pierwszy" i "prekursorski" rzadko są synonimami "najlepszego". W tym przypadku niewiele brakowało.

Ocena: 9/10



John Mayall with Eric Clapton - "Blues Breakers" (1966)

1. All Your Love; 2. Hideaway; 3. Little Girl; 4. Another Man; 5. Double Crossing Time; 6. What'd I Say; 7. Key to Love; 8. Parchman Farm; 9. Have You Heard; 10. Ramblin' on My Mind; 11. Steppin' Out; 12. It Ain't Right

Skład: John Mayall - wokal, instr. klawiszowe i harmonijka; Eric Clapton - gitara, wokal (10); John McVie - bass; Hughie Flint - perkusja
Gościnnie: Alan Skidmore - saksofon (5,7,9,11); Johnny Almond - saksofon (7,9,11); Derek Healey - trąbka (7,9,11)
Producent: Mike Vernon


3 komentarze:

  1. Świetna płyta, jedna z najlepszych tak w dyskografii Mayalla jak i Claptona. Trochę szkoda, że ta współpraca nie potrwała odrobinę dłużej, chociaż z drugiej strony obaj panowie świetnie poradzili sobie bez siebie.

    Jeżeli chodzi o początki blues rocka, to masz dużo racji wskazując ten album jako prekursorski, przy czym w całym kontekście tamtych czasów Bluesołamacze byli ledwie o krok, o pół kroku przed konkurencją, zarówno jeżeli chodzi o styl, jak i metrykę. Przed nimi, poza Animalsami, Stonesami i Yardbirdsami, dobrze jest wspomnieć także o zespołach Grahama Bonda i ojca brytyjskiego bluesa Alexisa Kornera. Ale to wszystko było jeszcze nie to, te zespoły grały rocka, bluesa, albo rhythm'n'bluesa, blues rock to jeszcze nie był.

    A czysty blues rock?

    Warto pamiętać, że zaledwie miesiąc po Mayallu, po drugiej stronie wielkiej wody ukazała się "East-West" grupy The Butterfield Blues Band, która dla USA była mniej więcej tym, co zrecenzowana przez Ciebie płyta dla Wielkiej Brytanii. Gdyby wydano ją kilka tygodni wcześniej może to o Paulu Butterfieldzie pisałbyś dzisiaj ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gitary elektryczne22 kwietnia 2015 10:27

    Naprawdę świetny LP :) Rewelacja ! Często powracam do tego albumu, ale mimo wszystko lepiej słucha mi się tych szybszych i bardziej dynamicznych utworów All Your Love czy Double Crossing Time ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Mega! Uwielbiam ten moment, kiedy co jakiś czas znajduje się nową muzykę, która jest staaara jak świat, a dla mnie nieznana.

    OdpowiedzUsuń