23 marca 2015

[Recenzja] Jethro Tull - "Stormwatch" (1979)



Koncertowy album "Bursting Out" zakończył erę wielkich albumów Jethro Tull. Grupa już nigdy nie miała się wspiąć na wyżyny, a pierwszą oznaką spadku formy był album "Stormwatch" - ostatni nagrany przez klasyczne wcielenie zespołu. Tym razem nie była to niestety jednorazowa wpadka (jak wcześniej "War Child" i "Too Old to Rock 'n' Roll..."), a początek długiej drogi w dół. Być może na słabszy poziom tego materiału miała wpływ ówczesna sytuacja w zespole - basista John Glascock zdążył zagrać tylko w trzech utworach, po czym z przyczyn zdrowotnych (wrodzona wada serca w połączeniu ze zbyt rozrywkowym trybem życia) musiał się wycofać. Zmarł niedługo później, w listopadzie 1979 roku, mając zaledwie 28 lat (a to z kolei doprowadziło do kolejnych zmian składu - bliski przyjaciel Glascocka, Barriemore Barlow, odszedł z grupy zaraz po zakończeniu trasy promującej "Stormwatch"). Pozostałe partie basu na album zarejestrował sam Ian Anderson, a dopiero na trasę zatrudniono nowego basistę, a właściwie basistów - najpierw Tony'ego Williamsa, a po jego odejściu Dave'a Pegga (znanego z folkowego Fairport Convention).

"Stormwatch" uznawany jest za trzecią (i ostatnią) część tzw. "folkowej trylogii". Trochę na wyrost, chociaż w pewnym sensie stanowi kontynuację dwóch poprzednich albumów - podczas gdy teksty na "Songs from the Wood" dotyczyły czasów dawnych, a na "Heavy Horses" okresu rewolucji przemysłowej, tak teksty na "Stormwatch" dotyczą współczesności (co zresztą sugeruje już "cyfrowa" czcionka, której użyto na okładce). Tym samym współcześniejsza jest także sama muzyka - w większości utworów jednoznacznie rockowa, tylko gdzieniegdzie pobrzmiewająca folkiem. Szkoda, bo tym samym uleciał charakterystyczny klimat poprzednich wydawnictw. Na "Stormwatch" brzmienie jest do bólu konwencjonalnie. Chociaż album zaczyna się całkiem niezłe. "North Sea Oil" to naprawdę zgrabny, dynamiczny utwór rockowy, ciekawie wzbogacony fletem i gitarą akustyczną, ale wyróżniający się przede wszystkim zapadającą w pamieć melodią. "Orion" wyróżnia się jeszcze cięższym - mimo akustycznych fragmentów - hard rockowym brzmieniem; pod względem melodycznym jest nieco mniej atrakcyjny, ale ogólnie się broni. Zwłaszcza na tle kolejnych utworów.

Począwszy od "Home" następuje znaczny spadek poziomu. Wspomniany utwór to zdecydowanie zbyt przesłodzona, pełna patosu ballada. Chociaż z oszczędniejszą aranżacją mógłby to być naprawdę piękny utwór, z wspaniałą melodią. Natomiast absolutnie nic dobrego nie mogę napisać o najdłuższym na albumie, ponad dziewięciominutowym "Dark Ages", który sprawia wrażenie chaotycznie posklejanego z różnych fragmentów. Następujący po nim instrumentalny, lekko orientalizujący "Warm Sporran" sprawia tylko wrażenie przydługiego przerywnika. Trochę lepiej wypada "Something's on the Move", wyjątkowo ciężki utwór, brzmiący jak Deep Purple z fletem - a tym samym za mało w nim Jethro Tull. Trudno jednak byłoby postawić mu jako zarzut, że nie pasuje do reszty albumu, bo właściwie każdy zgromadzony tutaj utwór utrzymany jest w nieco innej stylistyce. Np. w "Old Ghosts" pojawiają się - w końcu! - folkowe akcenty. Jednak gdyby trafił na któryś z dwóch poprzednich albumów, byłby tam najsłabszym fragmentem.

Znacznie lepszym nawiązaniem do klimatu poprzednich albumów jest akustyczny "Dun Ringill". Zresztą od tego utworu poziom "Stormwatch" znacząco się podnosi. Bo tuż po nim rozbrzmiewa opus magnum albumu - "Flying Dutchman", zainspirowany marinistyczną legendą o Latającym Holendrze. To kolejna rozbudowana kompozycja, tym razem jednak logicznie się rozwijająca i oparta na wyrazistej melodii. W długich instrumentalnych fragmentach pojawia się natomiast nieco folkowego klimatu. Na zakończenie longplaya umieszczona została jeszcze urocza instrumentalna kompozycja "Elegy", napisana przez Davida Palmera (dla zmarłego ojca, a nie - jak sądzą niektórzy - dla Johna Glascocka, który zresztą akurat w tym nagraniu zdążył jeszcze wziąć udział). Naprawdę piękny finał.

Nie sposób zaliczyć "Stormwatch" do najlepszych dokonań Jethro Tull, ale z drugiej strony nie jest to album, który powinno się zlekceważyć. Chociaż nie brakuje tutaj fragmentów po prostu nużących, to są też utwory, obok których nie można przejść obojętnie.

Ocena: 6/10



Jethro Tull - "Stormwatch" (1979)

1. North Sea Oil; 2. Orion; 3. Home; 4. Dark Ages; 5. Warm Sporran; 6. Something's on the Move; 7. Old Ghosts; 8. Dun Ringill; 9. Flying Dutchman; 10. Elegy

Skład: Ian Anderson - wokal, flet, gitara, bass (1,3-8); Martin Barre - gitara, mandolina; John Glascock - bass (2,9,10); Barriemore Barlow - perkusja i instr. perkusyjne; John Evan - instr. klawiszowe; David Palmer - instr. klawiszowe i aranżacja instr. smyczkowych
Gościnnie: Francis Wilson - recytacja (1,8)
Producent: Ian Anderson i Robin Black


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.