12 marca 2015

[Recenzja] Jethro Tull - "Minstrel in the Gallery" (1975)



Muzycy Jethro Tull szybko wyszli z kryzysu twórczego, którego oznaką był album "War Child". Wydany niespełna rok później "Minstrel in the Gallery" to nie tylko powrót do formy, a wręcz jeden z najlepszych albumów w całej dyskografii zespołu. Longplay wydaje się efektem wyciągnięcia wniosków z błędów popełnionych na kilku poprzednich wydawnictwach. Ian Anderson i spółka doskonale zdawali sobie sprawę, że nie mogą sobie pozwolić na wydanie kolejnego albumu składającego się z jednej rozbudowanej kompozycji. Ale z drugiej strony najwidoczniej zdali sobie sprawę, że złym pomysłem było również przesadzanie w drugą stronę - nagranie albumu zawierającego dziesięć krótkich, prostych kawałków.

"Minstrel in the Gallery" jest bliski tzw. "złotego środka" między tymi dwoma podejściami. Nie brak tutaj łatwiejszych w odbierze utworów, o czasie trwania nieprzekraczającym pięciu minut (np. "Cold Wind to Valhalla", "Requiem"), ale są i bardziej rozbudowane formy - vide ponad 16-minutowy "Baker St. Muse" lub trwający o połowę krócej tytułowy "Minstrel in the Gallery". Właśnie od tej kompozycji wszystko się zaczyna. Po wyraźnie nawiązującym do muzyki dawnej wstępie - w którym słychać tylko głos Andersona i akompaniamentem gitary akustycznej - następuje nagłe przełamanie, po którym utwór nabiera hard rockowej mocy. Dużo w nim prog rockowego kombinowania, chociaż gitarowe riffy Martina Barre'a nie należą do najbardziej wyrafinowanych. W "Cold Wind to Valhalla" mamy podobną zmyłkę w postaci akustycznego wstępu, ale tutaj również po chwili następuje zaostrzenie. Tym razem jednak nad całą kompozycją - i to znacznie wyraźniej - unosi się klimat muzyki dawnej, podkreślony partiami fletu i smyczków.

Na podobnej zasadzie zbudowany został także "Black Satin Dancer". Z początku jest to przepiękna, podniosła ballada, która znienacka przeradza się w ognisty hard rockowy popis. Dla odmiany wieńczący pierwszą stronę winylowego wydania "Requiem" i "podwójna" kompozycja "One White Duck / 0^10 = Nothing at All" to utwory w całości oparte na ascetycznym brzmieniu gitary akustycznej, z delikatnym tłem instrumentów smyczkowych. A tuż po nich następuje opus magnum albumu, wspomniany już "Baker St. Muse". Akustyczno-orkiestrowy początek podtrzymuje "minstrealowy" nastrój poprzednich kompozycji, ale prawdziwa magia zaczyna się dopiero, gdy pojawia się kontrast w postaci rockowego instrumentarium. Cała kompozycja w typowy dla rocka progresywnego sposób charakteryzuje się licznymi zmianami nastroju i tematów. Pod tym względem wywołuje oczywiste skojarzenia z "Thick as a Brick" i "A Passion Play", mimo znacznie bardziej zwartej budowy. Według mnie jest to jednak o wiele bardziej wyjątkowy utwór, ze względu na specyficzny klimat muzyki dawnej. Następujący po nim "Grace" to już tylko półminutowy dodatek, nieodbiegający klimatem od reszty albumu.

Chociaż jednak album urzeka swoim "mistrelowym" charakterem i znalazły się na nim jedne z najbardziej wyjątkowych utworów w dorobku Jethro Tull (przede wszystkim tytułowy i "Baker St. Muse"), to mam wobec niego jeden poważny zarzut. Niestety, brakuje tutaj choćby jednego utworu, który wyróżniałby się zapadającą w pamięć melodią. A przecież nawet na poprzednim albumie, średnim "War Child", był taki "Bungle in the Jungle", który zostaje w głowie na długo już po pierwszym przesłuchaniu. Tymczasem z "Minstrel in the Gallery" nawet po wielokrotnym przesłuchaniu ciężko przypomnieć sobie jakąkolwiek melodię.

Ocena: 7/10



Jethro Tull - "Minstrel in the Gallery" (1975)

1. Minstrel in the Gallery; 2. Cold Wind to Valhalla; 3. Black Satin Dancer; 4. Requiem; 5. One White Duck / 0^10 = Nothing at All; 6. Baker St. Muse; 7. Grace

Skład: Ian Anderson - wokal, gitara i flet; Martin Barre - gitara; Jeffrey Hammond - bass i kontrabas; Barriemore Barlow - perkusja i instr. perkusyjne; John Evan - instr. klawiszowe
Gościnnie: David Palmer - aranżacja instr. smyczkowych; Rita Eddowes, Elizabeth Edwards, Patrick Halling i Bridget Procter - skrzypce; Katharine Tullborn - wiolonczela
Producent: Ian Anderson


1 komentarz:

  1. Nie lubię tego albumu, nudzi mnie. Owszem tytułowy kawałek jest naprawdę dobry, Cold Wind to Valhalla również. Z kolei świetny Black Satin Dancer jest trochę za bardzo zakręcony i przekombinowany w środkowej części przez co traci swoją magię. Faktycznie brak na płycie chwytliwych melodii, które pozostają na dłużej w głowie. Nie podzielam zachwytów nad Baker St. Muse, które w mojej ocenie momentami jest za bardzo przekombinowane a niektóre fragmenty po prostu nudzą. Można było zrobić z tego 2 naprawdę dobre utwory a nie na siłę je łączyć, albo po prostu skrócić o połowę. Melodia tego subtelnego fragmentu jest naprawdę urzekająca i ja wolałbym posłuchać jej w osobnej piosence. Na dodatek przy Requiem można zasnąć

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.