18 marca 2015

[Recenzja] Jethro Tull - "Heavy Horses" (1978)



Druga część tzw. "folkowej trylogii", "Heavy Horses", w pewnym sensie stanowi kontynuację wydanego rok wcześniej "Songs from the Wood", a zarazem jest to album o zupełnie innym charakterze. O ile teksty na poprzednim albumie inspirowane były brytyjskim folklorem z czasów średniowiecza i renesansu, tak na "Heavy Horses" przenosimy się do Wielkiej Brytanii z czasów rewolucji przemysłowej, kiedy maszyny zaczęły wypierać tytułowe konie pociągowe. Warstwa tekstowa ma odzwierciedlenie w warstwie muzycznej. Podczas gdy na "Songs from the Wood" dominowały klimaty folkowe, z domieszką brzmień rockowych, tak "Heavy Horses" brzmi bardziej współcześnie, bardziej rockowo, ale wciąż z folkowym pierwiastkiem.

Najbardziej błyszczą tutaj dwa najdłuższe utwory, "No Lullaby" i tytułowy "Heavy Horses". Oba charakteryzują się licznymi zmianami motywów i nastroju, przy czym w pierwszym zdecydowanie rządzą hardrockowe galopady, podczas gdy w drugim zadziorne partie gitary elektrycznej są tylko dodatkiem do przepięknej melodii - nie bez przyczyny utwór ten często jest wymieniany wśród największych arcydzieł Jethro Tull. Nastrój podkreśla tutaj partia skrzypiec w wykonaniu Darryla Waya z grupy Curved Air. Muzyk udziela się także w skocznym "Acres Wild", w którym wiodącą rolę pełni jednak celtycki motyw grany na mandolinie, dzięki któremu najbliżej mu do klimatu poprzedniego albumu. Stricte folkowym utworem jest także singlowy "Moths", oparty głównie na akompaniamencie gitary akustycznej i fletu. Z kolei "...And the Mouse Police Never Sleeps", "Rover", "One Brown Mouse" i "Weathercock" łączą folkowe brzmienia z rockową dynamiką. Całości dopełnia natomiast ostrzejszy "Journeyman", w którym skoczna melodia ubrana jest w hardrockowe brzmienie.

"Heavy Horses" to album trochę bardziej zróżnicowany od "Songs from the Wood" i nie tak równy (tam wszystkie kompozycje prezentowały podobny poziom, tutaj utwór tytułowy i "No Lullaby" zdecydowanie wyróżniają się na tle całości). Ponadto brakuje tutaj tego magicznego klimatu i bogatych aranżacji poprzednika. Jeśli jednak odrzucić na bok te porównania, "Heavy Horses" to naprawdę udany album - jeden z najlepszych w dyskografii Jethro Tull.

Ocena: 8/10



Jethro Tull - "Heavy Horses" (1978)

1. ...And the Mouse Police Never Sleeps; 2. Acres Wild; 3. No Lullaby; 4. Moths; 5. Journeyman; 6. Rover; 7. One Brown Mouse; 8. Heavy Horses; 9. Weathercock

Skład: Ian Anderson - wokal, flet, gitara i mandolina; Martin Barre - gitara; John Glascock - bass; Barriemore Barlow - perkusja; John Evan - instr. klawiszowe; David Palmer - instr. klawiszowe i aranżacja instr. smyczkowych
Gościnnie: Darryl Way - skrzypce (2,8)
Producent: Ian Anderson


3 komentarze:

  1. Z tym "jednym z najlepszych albumów w dyskografii JT" bym polemizował, chyba, że chodziło Ci o jeden z dziewięciu ;) Ale zasadniczo zgoda - dzieląc płyty Jethr Tulla na udane i nieudane tą wypada umieścić w udanych. I to jest ostatnia studyjna płyta zespołu, którą faktycznie warto znać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chodzi o ścisłość, to umieściłbym go na 7. miejscu, za "Stand Up", "Benfit" (mimo niższej oceny), "Aqualung", "Thick as a Brick", "Minstrel in the Gallery" i "Songs from the Wood" (niekoniecznie w takiej kolejności) ;)

      Usuń
  2. Ha! Lubię robić takie zestawienia ;) U mnie wyglądałoby to tak:

    1. Thick as a Brick
    2. Benefit
    3. Songs From the Wood
    4. This Was
    5. Aqualung
    6. Stand Up
    7. Heavy Horses
    8. A Passion Play
    9. Minstrel in the Gallery

    Poza tym oczywiście super jest Bursting Out - ale to koncert, w porządku jest Living in the Past - ale to składanka, podoba mi się Nothing Is Easy - ale to też koncert, a na Stormwatch są ze dwa dobre numery - ale cała reszta jest nudna, więc summa summarum nie jest to dobry album.

    OdpowiedzUsuń