21 marca 2015

[Recenzja] Jethro Tull - "Bursting Out" (1978)



Muzycy Jethro Tull długo zwlekali z wydaniem albumu koncertowego. W czasach, kiedy standardem było wydanie koncertówki w okolicach piątego albumu studyjnego, oni zrobili to dopiero po jedenastym longplayu. Trochę szkoda, bo w rezultacie zabrakło na niej wielu ważnych utworów z wczesnego okresu działalności zespołu. Z drugiej strony, zawartość "Bursting Out" wynagradza wszelkie braki. Album zmontowano z fragmentów różnych koncertów trasy promującej album "Heavy Horses", z maja i czerwca 1978 roku (dokładne miejsca poszczególnych rejestracji nie są znane, ale przynajmniej cześć utworów pochodzi z szwajcarskiego Bern Festhalle, z 25 maja). I trzeba przyznać, że wybrano naprawdę świetne wykonania, które razem tworzą ekscytującą całość.

"Bursting Out" różni się jednak od innych koncertówek z lat 70. Prawdopodobnie dlatego, że został nagrany w czasach, gdy swoje pięć minut miał punk rock - gdy prostota i zwięzłość były bardziej cenione od wirtuozerskich popisów. Dlatego też, w przeciwieństwie do koncertówek z początku tamtej dekady, nie ma tutaj improwizacji rozciągających poszczególne utwory do kilkunastu minut (jedynie "Jack-in-the-Green", "Aqualung" i "Locomotive Breath" zostały lekko wydłużone). Ba, zamiast tego muzycy wręcz skracają utwory. Najbardziej dotknęło to, oczywiście, "Thick as a Brick", zaprezentowanego tutaj w zgrabnej, dwunastominutowej wersji. W tym przypadku wyszło na plus, bo zagrany w całości zająłby całą płytę, a to oznaczałoby rezygnację z innych utworów. Natomiast zaprezentowany tutaj skrót wypada naprawdę porywająco, szczególnie w instrumentalnej części z fantastycznie pulsującym basem. Jednak skrócone zostały także np. "Songs from the Wood" i "Minstrel in the Gallery", co trochę zmniejsza ich atrakcyjność.

Zamiast dodatkowych popisów wewnątrz utworów, znalazły się tutaj osobne solówki, grane pomiędzy właściwymi kompozycjami. Mamy więc tutaj improwizację Iana Andersona na flecie (częściowo z akompaniamentem pozostałych muzyków), do której przemycone zostały cytaty z angielskiej kolędy "God Rest Ye Merry Gentlemen", a także z "Suity E-moll na lutnię" Bacha (której opracowanie pojawiło się już na drugim albumie Jethro Tull, "Stand Up", pod tytułem "Bourée"). "Conundrum" to z kolei porywający popis umiejętności Martina Barre'a, Johna Glascocka i Barriemore'a Barlowa (z lekkim wsparciem klawiszowców, Johna Evana i Davida Palmera). Instrumentaliści mają swoje przysłowiowe pięć minut także pod postacią napisanego przez Barre'a "Quatrain" - prostej miniaturki o szkockim klimacie. Natomiast cały skład, włącznie z Andersonem, bierze udział w finałowej improwizacji na bazie utworu "The Dambusters March" angielskiego kompozytora Erica Coatesa, zakończonej cytatem z "Aqualunga".

Poza tym "dodatkami", znalazł się tutaj całkiem niezły przegląd dyskografii zespołu. Co prawda nie ma żadnego utworu z "This Was" i "Benefit", ale wszystkie pozostałe albumy są reprezentowane przez co najmniej jeden utwór. Całość rozpoczyna się naprawdę mocno, od utworów "No Lullaby" i "Sweet Dreams", zagranych znacznie ciężej niż w oryginale, w czym spora zasługa sekcji rytmicznej - znacznie lepiej słyszalnej niż na studyjnych albumach grupy. Po dziesięciu minutach następuje jednak nagły zwrot o 360 stopni - utworem "Skating Away" rozpoczęty zostaje kilkunastominutowy set akustyczny, obejmujący także "Jack-in-the-Green" i "One Brown Mouse". W samym "Skating Away" następuje małe przegrupowanie - Barre gra na marimbie, Glascock na gitarze, Evan na akordeonie, a Palmer... poszedł się odlać, jak poinformował publiczność Anderson. Do mocniejszego grania zespół powraca w "A New Day Yesterday" - fajnie, że znalazł się tu ten utwór, przypominający o blues rockowych korzeniach Jethro Tull. Na pierwszej płycie zmieściły się jeszcze wspomniane już "Songs from the Wood" i "Thick as a Brick".

Drugą płytę otwiera świetny "Hunting Girl", brzmiący trochę bardziej folkowo niż w oryginale, ale zachowujący dynamikę studyjnego wykonania. Po nim następuje natomiast utwór, którego w wersji studyjnej nie toleruję, czyli "Too Old to Rock 'n' Roll: Too Young to Die!", tutaj jednak zaprezentowany w bardziej surowym wykonaniu, które jest dla mnie odrobinę łatwiejsze do zaakceptowania. "Minstrel in the Gallery" wyszedł natomiast trochę przyciężkawo, całkiem tracąc świetny klimat oryginału. Na szczęście, dzięki ostatniej stronie (w wydaniu winylowym) można szybko zapomnieć o tej wpadce - złożyły się na nią bowiem trzy klasyczne kompozycje z albumu "Aqualung": "Cross-Eyed Mary", tytułowa i "Locomotive Breath". Te utwory zostały wręcz stworzone do grania na żywo i właśnie w tutejszych wersjach wypadają najlepiej.

"Bursting Out" to pozycja obowiązkowa dla wszystkich fanów rocka. Świetnie nadaje się też jako pierwszy album do zapoznania z twórczością zespołu. Niestety, ktoś wpadł na pomysł, jak zepsuć to wydawnictwo. Mamy tutaj do czynienia z dwiema rażącymi rzeczami: irytującą cenzurą niektórych zapowiedzi Iana Andersona (wypikane przekleństwa), a także słyszalne w kilku miejscach cięcia między utworami.

Ocena: 8/10



Jethro Tull - "Bursting Out" (1978)

LP1: 1. No Lullaby; 2. Sweet Dream; 3. Skating Away (On the Thin Ice of the New Day); 4. Jack-in-the-Green; 5. One Brown Mouse; 6. A New Day Yesterday; 7. Flute solo improvisation / God Rest Ye Merry Gentlemen / Bourée; 8. Songs from the Wood; 9. Thick as a Brick
LP2: 1. Hunting Girl; 2. Too Old to Rock 'n' Roll: Too Young to Die!; 3. Conundrum; 4. Minstrel in the Gallery; 5. Cross-Eyed Mary; 6. Quatrain; 7. Aqualung; 8. Locomotive Breath; 9. The Dambusters March

Skład: Ian Anderson - wokal, flet i gitara; Martin Barre - gitara, mandolina, marimba (LP1: 3); John Glascock - bass, gitara (LP1: 3); Barriemore Barlow - perkusja i instr. perkusyjne, flet; John Evan - instr. klawiszowe, akordeon (LP1: 3); David Palmer - instr. klawiszowe
Producent: Ian Anderson


1 komentarz:

  1. Ten album nigdy nie był wymieniany jako czołowa koncertówka lat 70. Chyba trochę niesłusznie. Chociaż najlepsze płyty live powstały na początku tej dekady to zespół niestety nie zdecydował się wówczas na wydanie koncertówki, która obejmowałaby pierwszy, w mojej ocenie najlepszy okres w karierze. W roku 1978 powinna ukazać sie druga płyta live a nie pierwsza. W tamtym czasie zgodnie z tym co pisze Paweł nie grało się tak jak na początku lat 70. Chociaż kilka świetnych koncertówek się ukazało: Live Killers, Live and Dangerous czy Strangers in the Night. Wracając do Jethro Tull to rzeczywiście ten album dorównuje wyżej wymienionym. Przede wszystkim porywają wykonania z Aqualunga: tytułowy, Locomotive Breath czy Cross Eyed Mary. To istny hard rockowy ogień. Mnie bardzo cieszy obecność czadowej wersji Sweet Dream, jednego z moich ulubionych numerów grupy. Dla mnie to jeden z najbardziej intrygujących riffów rocka. Ponadto jest tu świetne skondensowane wykonanie Thick as a Brick. Wielka szkoda że zespół nie wykonuje więcej utworów z genialnego Stand Up a New Day Yesterday jest w skróconej wersji. Te drobne mankamenty nie są jednak w stanie przesłonić bardzo dobrego wrażenia tej koncertówki, która w mojej ocenie nie została należycie doceniona.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.