25 marca 2015

[Recenzja] The Black Cat Bones - "Barbed Wire Sandwich" (1970)



The Black Cat Bones to jedna w wielu brytyjskich grup, które pojawiły się na fali popularności muzyki bluesrockowej. Zespół powstał w 1966 roku w składzie: Paul Tiller (wokal, harmonijka), Paul Kossoff (gitara), Derek Brooks (gitara), Stuart Brooks (bass) i Terry Sims (perkusja). Skład grupy nieustannie się jednak zmieniał. W ciągu kolejnych miesięcy nastąpiły dwie zmiany perkusisty (Simsa zastąpił Frank Perry, na którego miejsce następnie wszedł Simon Kirke) i jedna wokalisty (następcą Tillera został Brian Short). Na początku 1968 roku odeszli Kossoff i Kirke, aby wspólnie z Paulem Rodgersem i niedawno zmarłym Andym Fraserem stworzyć grupę Free. Kiedy na ich miejsce przyjęto Roda Price'a i Phila Lenoira, The Black Cat Bones zarejestrowali swój jedyny album - "Barbed Wire Sandwich".

Zawartość longplaya to właściwie typowe dla tamtych czasów granie, raz bliższe tradycyjnego bluesa (np. "Please Tell Me Baby", "Coming Back", "Sylvester's Blues"), kiedy indziej zagrane z hardrockową mocą (np. "Chauffeur", "Save My Love", "Good Lookin' Woman"), ale album niepozbawiony jest również balladowych fragmentów ("Death Valley Blues", "Feelin' Good", "Four Women"). Twórczość grupy nie wyróżniała się na tle innych zespołów wykonujących taką muzykę, z Cream czy wspomnianym Free na czele, zaś w porównaniu z Led Zeppelin - momentami brzmiała wręcz archaicznie (szczególnie w "Coming Back" i "Sylvester's Blues"). Ale z drugiej strony, są tutaj również fragmenty, których brzmienie do dziś się broni. Do nich należy czadowy "Save My Love", oparty na porywającym riffie, jakiego nie powstydziliby się muzycy Cream. Prawie tak samo udany jest "Chauffeur" - z początku nieco niemrawy, ale później nabierający mocy.

Natomiast "Death Valley Blues" przyciąga uwagę już od pierwszych sekund. To ciężka bluesowa ballada, przypominająca "Since I've Been Loving You" Led Zeppelin. Wyróżnia się podobnym dramatyzmem i perfekcyjnym budowaniem napięcia, solówki też prezentują równie wysoki poziom. Jednym słowem - rewelacja. A tuż po nim pojawia się równie piękne, poruszające wykonanie utworu "Feelin' Good" (napisanego przez Anthony'ego Newleya i Lesliego Bricusse'a na potrzeby musicalu "The Roar of the Greasepaint - The Smell of the Crowd" z 1965 roku; znanego też m.in. z wykonania grupy Traffic). Te dwa utwory to prawdziwe perły, pokazujące jak wielki potencjał tkwił w tym zespole.

Niestety, "Barbed Wire Sandwich" nie spotkał się z uznaniem krytyki, w rezultacie czego z grupy postanowili odejść Short, Price i Lenoir, pozostawiając w składzie samych braci Brooks. Szybko jednak udało im się znaleźć nowych muzyków: wokalistę Pete'a Frencha, gitarzystę Mike'a Hallsa, oraz perkusistę Keitha Younga. Wkrótce potem zmienili nazwę na Leaf Hound - ale to już temat na osobną recenzję... Co zaś się tyczy albumu "Barbed Wire Sandwich", powinien on zainteresować przede wszystkim wielbicieli brytyjskiego bluesa, szczególnie zaś wymienionych w powyższym tekście wykonawców. Co prawda oryginalne tłoczenia albumu osiągają obecnie zawrotne ceny na internetowych aukcjach, ale istnieje alternatywa w postaci tanich wznowień kompaktowych.

Ocena: 7/10



The Black Cat Bones - "Barbed Wire Sandwich" (1970)

1. Chauffeur; 2. Death Valley Blues; 3. Feelin' Good; 4. Please Tell Me Baby; 5. Coming Back; 6. Save My Love; 7. Four Women; 8. Sylvester's Blues; 9. Good Lookin' Woman

Skład: Brian Short - wokal; Rod Price - gitara, wokal (9); Derek Brooks - gitara; Stu Brooks - bass; Phil Lenoir - perkusja
Producent: David Hitchcock


4 komentarze:

  1. Z nieznanych mi bliżej powodów nie znam tej kapeli. Muszę przybliżyć sobie ich twórczość, dzięki za cynk

    OdpowiedzUsuń
  2. Z nieznanych mi bliżej powodów znam tą kapelę i ten album ;) Miła muzyka, można posłuchać kilka razy w życiu, tylko, że takich płyt - równie mało znanych, w podobnym stylu i na podobnym poziomie - wyszło pomiędzy 69 a 75 pewnie ze sto i w zdecydowanej większości przypadków nie ma nic dziwnego w tym, że te zespoły sobie nie poradziły.

    Jeżeli kogoś (zwłaszcza autora) to interesuje chętnie wymienię to, co mi się z tej ogromnej masy w miarę podobało. Nie jestem jakimś wielkim fanem hard rocka i okolic, stąd może wynika mój brak entuzjazmu do tych wszystkich płyt. Całkiem możliwe, że komu innemu bardziej by się to podobało:

    15-60-75 - Jimmy Bell's Still in Town (1976)
    Alcatraz - Vampire State Building (1971)
    Andromeda - Andromeda (1969)
    Bakerloo - Bakerloo (1969)
    Bent Wind - Sussex (1969)
    Black Cat Bones - Barbed Wire Sandwich (1970) - dałem, żeby było kompletniej ;)
    Blodwyn Pig - Ahead Rings Out (1969)
    Blues Creation - Demon & Eleven Children (1971)
    Charlies - Buttocks (1970)
    Chicken Shack - Imagination Lady (1972)
    Damnation of Adam Blessing - Damnation of Adam Blessing (1969)
    Dark - Round the Edges (1972)
    Dust - Dust (1971)
    Elonkorjuu - Harvest Time (1972)
    The Flamin' Groovies - Teenage Head (1971)
    Fraction - Moon Blood (1971)
    Fuzzy Duck - Fuzzy Duck (1971)
    German Oak - German Oak (1972) - jedna z nielicznych z płyt z tej listy, do których z chęcią wracam. Ale to, choć hard rock, jednak nieco inna para kaloszy...
    The Human Instinct - Stoned Guitar (1970)
    Irish Coffee - Irish Coffee (1972)
    Jericho - Jericho (1972)
    Jerusalem - Jerusalem (1972)
    Jody Grind - Far Canal (1970)
    Josefus - Dead Man (1970)
    Joseph - Stoned Age Man (1970)
    Killing Floor - Killing Floor (1969)
    Killing Floor - Out of Uranus (1970)
    Levi Smith's Clefs - Empty Monkey (1970)
    Love Sculpture - Blues Helping (1968)
    May Blitz - May Blitz (1970)
    The Masters Apprentices - Choice Cuts (1971)
    Message - From Books and Dreams (1973) - bardzo to lubię. Kwas i dosyć charakterystyczne riffy - jak to Niemcy.
    Morgen - Morgen (1969)
    Night Sun - Mournin' (1972) - mój ulubiony album ze wszystkich, które tu wypisałem.
    Sam Apple Pie - Sam Apple Pie (1969)
    Satin Whale - Desert Places (1974) - przy czym oni grali znacznie dłużej. No, ale wielkiej kariery nie zrobili, a szkoda, bo to fajny zespół i kapitalny album.
    Sir Lord Baltimore - Kingdom Come (1970)
    Stonewall - Stonewall (1976)
    Stray - Stray (1970)
    T2 - It'll All Work Out in Boomland (1970) - o tym nawet pisałeś. Świetna płyta. Drugi, wydany po latach album też jest niczego sobie.
    Toad - Toad (1971)
    Truth and Janey - No Rest for the Wicked (1976)
    Twenty Sixty Six and Then - Reflections on the Future (1972)
    Warpig - Warpig (1970) - Deep Purple okradło ich z utworu Fireball. W oryginale, znajdującym się na tej płycie numer ten nazywa się Rock Star i jest bez najmniejszych wątpliwości pierwowzorem Purplowskiego hitu.
    Writing on the Wall - The Power of the Picts (1969)

    Więcej grzechów nie pamiętam. Polecam te płyty sobie sprawdzić, całkiem możliwe, że właściciel bloga będzie miał z nich więcej pożytku niż ja ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Część z tych albumów znam, o niektórych pisałem (poza T2 także o Andromedzie, Dust i Stray), inne nie przypadły mi do gustu, lub słuchałem ich na długo przed założeniem bloga, a potem o nich zapomniałem (np. Bent Wind, Message, Night Sun). Ale są na tej liście także takie, z którymi dotąd się nie zetknąłem, lub kojarzę tylko z nazwy - z tymi postaram się zapoznać ;)

      Usuń
  3. Bent Wind, Message i Night Sun są naprawdę fajne, szczególnie dwa ostatnie, więc jeżeli słuchałeś tego kiedyś i nie pamiętasz (albo pamiętasz, że Ci się nie podobało) zachęcam do dania im kolejnych szans. Sam mam często tak, że kiedy po latach wracam do różnych płyt, które kiedyś mi się nieszczególnie podobały okazuje się, że gust mi się trochę zmienił.

    Btw. zdaje się, że trochę przeholowałem z wstawieniem na listę Alcatraz - jednak więcej tam proga niż hard/blues rocka :)

    OdpowiedzUsuń