14 stycznia 2015

[Recenzja] Mountain - "Twin Peaks" (1974)



Drugi koncertowy album pod rząd? Obecnie może wydawać się to nieco dziwne, zwłaszcza że tuż przed "The Road Goes Ever On" i "Twin Peaks" ukazał się album "Flowers of Evil", który w połowie składał się z nagrań koncertowych. Trzeba jednak pamiętać, że było to w czasach, gdy koncertówki miały znacznie większe znaczenie, ponieważ muzycy na żywo nie odgrywali wiernie swoich utworów - często nabierały one zupełnie innego charakteru. Każdy występ był niepowtarzalny, nic więc dziwnego, że najlepsze z tych, które były rejestrowane, wydawano na płytach.

"Twin Peaks" jest pamiątką po efemerycznym składzie Mountain, z gitarzystą / klawiszowcem Bobem Mannem i perkusistą Allanem Schwartzbergiem, którzy dołączyli do Lesliego Westa i Felixa Papalardiego w 1973 roku, na trasę reaktywowanego zespołu po Japonii (album zarejestrowano 30 sierpnia w Osace). W porównaniu z "The Road Goes Ever On" lepsze jest brzmienie, a ponadto znalazło się tutaj zdecydowanie więcej utworów, w tym właściwie wszystkie istotne kompozycje grupy: "Mississippi Queen", "Never in My Life", "Nantucket Sleighride" i "Crossroader" (no dobra, do pełni szczęścia zabrakło "Don't Look Around" i "Travellin' in the Dark"). Znalazło się też miejsce dla coverów "Theme for an Imaginary Western" Jacka Bruce'a i "Roll Over Beethoven" Chucka Berry'ego, a także dla utworu "Blood of the Sun" z solowego repertuaru Westa.

W większości utworów muzycy powstrzymują się od długich improwizacji; jedyną wartością dodaną, w porównaniu z wersjami studyjnymi, jest w nich większa dawka energii, która sprawia, że brzmią o wiele bardziej porywająco. Wyjątek stanowi tylko "Nantucket Sleighride", który rozrósł się tutaj aż do ponad pół godziny (w wersji winylowej albumu został podzielony na dwie części i umieszczony na dwóch stronach; na kompaktowych reedycjach połączono je w całość - bardzo amatorsko, z wyraźnie słyszalnym momentem złączenia!). Przyznaję jednak, że wolę bardziej zwarte, o niemal połowę krótsze, wykonanie tego utworu z "The Road Goes Ever On". Co prawda, część wokalna jest lepiej wykonana na "Twin Peaks", ale przydługie improwizacje zdają się zmierzać donikąd, stanowią ewidentny przerost formy nad treścią - chociaż zdarzają się naprawdę dobre momenty. Innym fragmentem "Twin Peaks", który mnie nie przekonuje, jest gitarowe solo Westa, wydzielone jako osobny utwór - po prostu nieciekawe, niedorównujące jego pozostałym solówkom z tego albumu.

Jeżeli ktoś ma wątpliwości, który album wybrać - "The Road Goes Ever On" czy "Twin Peaks" - odpowiedź jest prosta: warto mieć oba, bo każdy ma inne zalety. Zaletami pierwszego jest obecność utworów, których nie ma na żadnym innym albumie Mountain ("Long Red", "Waiting to Take You Away"), a także najlepszego wykonania "Nantucket Sleighride". Na drugim ten akurat utwór pozostawia mieszane odczucia, ale poza tym trafił tutaj naprawdę warty poznania materiał typu "największe przeboje na żywo".

Ocena: 8/10



Mountain - "Twin Peaks" (1974)

LP1: 1. Never in My Life; 2. Theme for an Imaginary Western; 3. Blood of the Sun; 4. Guitar solo; 5. Nantucket Sleighride (Part 1)
LP2: 1. Nantucket Sleighride (Conclusion); 2. Crossroader; 3. Mississippi Queen; 4. Silver Paper; 5. Roll Over Beethoven

Skład: Leslie West - wokal i gitara; Felix Pappalardi - wokal i bass; Bob Mann - gitara i instr. klawiszowe; Allan Schwartzberg - perkusja
Producent: Felix Pappalardi


Brak komentarzy

Prześlij komentarz