31 grudnia 2014

[Recenzja] Savoy Brown - "Blue Matter" (1969)



"Blue Matter" to specyficzny album - częściowo złożony z nagrań studyjnych, a częściowo koncertowych. Takie rozwiązanie było jednak bardzo popularne pod koniec lat 60. (vide albumy "Wheels of Fire" i "Goodbye" Cream, albo "Ummagumma" Pink Floyd). Często jednak o wzbogaceniu albumu o koncertowe nagrania decydował po prostu brak pomysłów na nowe kompozycje. Lub też pośpiech, jak było w przypadku trzeciego albumu Savoy Brown. Muzycy koniecznie chcieli ukończyć i wydać longplay przed rozpoczęciem amerykańskiej trasy, a jedynym wyjściem było dogranie materiału podczas koncertu - konkretnie 6 grudnia 1968 roku w Leicester. Co ciekawe, zespół nie wystąpił wówczas w pełnym składzie - wokalista Chris Youlden cierpiał na zapalenie migdałków, w rezultacie czego jego obowiązki przejął gitarzysta Dave Peverett. Poradził sobie w tej roli całkiem nieźle. Bo chociaż, podobnie jak Youlden, Peverett dysponuje raczej przeciętnym głosem, to w przeciwieństwie do "etatowego" wokalisty Savoy Brown, jego barwa jest o wiele bardziej odpowiednia dla wykonywanej przez grupę muzyki.

Jednak to właśnie w tych trzech spontanicznie zarejestrowanych utworach (wypełniających całą stronę B winylowego wydania) grupa w pełni pokazuje na co ją stać. Koncertową część albumu rozpoczyna "May Be Wrong" - jedyny tutaj utwór autorstwa Peveretta, bardzo swobodny blues, w którym wszyscy muzycy mają spore pole do popisu. Jeszcze bardziej swobodnie jest w interpretacji "Louisiana Blues" Muddy'ego Watersa. Utwór nabrał prawdziwie hardrockowego ciężaru i czadu, a długie popisy solowe rozciągnęły go do dziewięciu minut, Może nie jest to poziom koncertowych improwizacji Cream... Ale też naprawdę niewiele niższy. Savoy Brown miał zresztą utrudnione zadanie, bo piątce muzyków na pewno trudniej się razem zgrać, niż triu. Na koniec czeka jeszcze bluesrockowy "It Hurts Me Too" (po raz pierwszy wykonany w 1940 roku przez Tampa Reda), w którym znów pojawiają się porywające solówki gitarowe.

Szkoda, że cały album nie został skompilowany z nagrań koncertowych. Bo zamieszczone na nim nagrania studyjne już tak dobre nie są. Już na sam początek pojawia się nużący, bezpłciowy "Train to Nowhere", który dodatkowo został "upopowiony" brzmieniem dęciaków. Kolejnym kawałkiem o którym można od razu zapomnieć jest sztampowy "She's Got a Ring in His Nose and a Ring on Her Hand" (długość tytułu zdecydowanie nieproporcjonalna do zawartości muzycznej). Totalną porażką jest natomiast "Vicksburg Blues", oparty wyłącznie na akompaniamencie "barowego" pianina, ale drażniący przede wszystkim "rozciągniętą" partią wokalną. Do lepszych fragmentów zaliczyć można natomiast blues "Tolling Bells" i hardrockową przeróbkę "Don't Turn Me From Your Door" Johna Lee Hookera. Na żywo oba te utwory mogłyby jednak wypaść jeszcze lepiej.

"Blue Matter" jest zatem kolejnym albumem Savoy Brown, który pozostawia mieszane odczucia. Wyraźnie jest na nim słyszalne dlaczego grupa nigdy nie zyskała sławy na miarę chociażby wspominanego Cream. Niemniej jednak znalazło się tutaj sporo interesującej muzyki, która nie powinna pozostawić obojętnym żadnego sympatyka brytyjskiego bluesa.

Ocena: 7/10



Savoy Brown - "Blue Matter" (1969)

1. Train to Nowhere; 2. Tolling Bells; 3. She's Got a Ring in His Nose and a Ring on Her Hand; 4. Vicksburg Blues; 5. Don't Turn Me From Your Door; 6. May Be Wrong (live); 7. Louisiana Blues (live); 8. It Hurts Me Too (live)

Skład: Chris Youlden - wokal (1-5), gitara (5); Dave Peverett - wokal (6-8) i gitara; Kim Simmonds - gitara, pianino (2), harmonijka; Rivers Jobe - bass (1,2)Tony Stevens - bass (3,5-8); Roger Earl - perkusja; Bob Hall - pianino
Gościnnie: Terry Flannery, Keith Martin, Alan Moore, Brian Perrin i Derek Wadsworth - instr. dęte (1); Mike Vernon - instr. perkusyjne (1)
Producent: Mike Vernon


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.