2 listopada 2014

[Podsumowanie miesiąca] Październik 2014

Kolejny miesiąc za nami, pora na kolejne podsumowanie. Być może ostatnie - zamiast tego wolałbym się skupić na swoich "flagowych" cyklach, czyli "Historiach okładek" (kolejna część już czeka na opublikowanie) i "Najważniejszych utworach..." (tutaj od dłuższego czasu męczę się z opisaniem twórczości pewnego zespołu). Czas pokaże jak potoczą się dalsze losy bloga. W najbliższym miesiącu na pewno nie zabraknie solidnej porcji recenzji (w tym "nowego" albumu Pink Floyd), powoli zaczynam też myśleć o rankingu najlepszych albumów bieżącego roku, co oznacza, że muszę nadrobić pewne zaległości płytowe.



Nie bardzo już pamiętam jakich albumów słuchałem najczęściej w minionym miesiącu. Na pewno były wśród nich te widoczne na powyższym zdjęciu - czyli moje najnowsze zakupy:

"Queen" i "Queen II", czyli pierwsze dwa albumy Queen na winylach. Debiut to najbardziej hard rockowe wydawnictwo grupy (oczywiście licząc tylko studyjną część dyskografii). Taki "Led Zeppelin z harmoniami", jak to niedawno określił Roger Taylor, do tego wyraźne wpływy innych grup tego typu (Cream, Black Sabbath). Z drugiej strony muzycy już tutaj mieli wypracowany rozpoznawalny styl i brzmienie. Niektóre kompozycje sprawiają wrażenie niedopracowanych (przede wszystkim drętwa ballada "The Night Comes Down"), ale trafiają się też prawdziwe perełki, jak "Son and Daughter", "Liar" i "Great King Rat". "Dwójka" to już album o wiele bardziej dojrzały, co szczególnie słychać w takich kompozycjach, jak "Father to Son", "White Queen (As It Began)" czy "The March of the Black Queen". Wciąż jednak nie brakuje utworów o zdecydowanie hard rockowym charakterze ("Ogre Battle", "Father to Son").





"Live at the Rainbow '74", czyli znowu Queen - tym razem w wersji koncertowej i na DVD. Sama ścieżka dźwiękowa zrobiła na mnie ogromne wrażenie i musiałem się przekonać jak wyglądało to pod względem wizualnym. Cóż, sama muzyka okazała się o wiele bardziej żywiołowa, niż zachowanie muzyków na scenie. Niemniej jednak oglądanie (i słuchanie) Queen z tamtego okresu, jeszcze stricte hard rockowego, to ogromna przyjemność. Minusy? Brak "Great King Rat"! Nie ma tego utworu także na winylowym wydaniu, które posiadam. A inwestować w trzecią wersję tego albumu (na nielubianym przeze mnie nośniku, jakim jest płyta CD) nie mam zamiaru.



I ostatni zakup - "Sanctuary", czyli wyjątkowo nie Queen, a Iron Maiden. 7-calowy singiel z serii najnowszych reedycji (co to w ogóle za pomysł, żeby wznawiać single?!). Rzecz bardzo potrzebna, gdyż tytułowego utworu - jednego z większych przebojów grupy - nie ma na żadnym regularnym albumie. Tzn. jest - na amerykańskim wydaniu debiutanckiego "Iron Maiden", umieszczony pomiędzy "Strange World" i "Charlotte the Harlott". Za bardzo jednak przyzwyczaiłem się do oryginalnej kolejności, żeby wymieniać moje brytyjskie wydanie na tamto.



W październiku dokonałem także dwóch muzycznych odkryć. Pierwszym z nich jest Lunatic Soul, poboczny projekt Mariusza Dudy z Riverside. Jest to muzyka dość odległa od tej, której słucham na co dzień - czerpiąca z akustycznego folku, twórczości Petera Gabriela (post-genesisowej) i Dead Can Dance, a ostatnio także z muzyki elektronicznej. Duda ma jednak dar do tworzenia bardzo intrygującej i pięknej muzyki, której urokowi nie jestem się w stanie oprzeć. Największe wrażenie wywarły na mnie albumy "Lunatic Soul II" i tegoroczny "Walking on a Flashlight Beam".



Drugie odkrycie to także polski zespół, ale wykonujący zupełnie inną muzykę. Twórczość Scream Maker to klasyczny heavy metal, inspirowany takimi wykonawcami, jak Iron Maiden czy Judas Priest. Słuchając ich niedawno wydanego debiutanckiego albumu "Livin' in the Past" można pomyśleć, że to dzieło jakiejś zapomnianej grupy z lat 80. Oczywiście zagranicznej, bo u nas nikt wtedy nie nagrywał tak dobrze brzmiących płyt. Niedługo na blogu powinna pojawić się recenzja tego krążka. I prawdopodobnie na tym się nie skończy, ponieważ jestem aktualnie w kontakcie z gitarzystą grupy.



11 komentarzy:

  1. Taaak, ja też muszę zacząć nadrabiać płytowe zaległości, aż trudmi mi uwierzyć, że mamy już listopad i zaledwie dwa miesiące zostały na ułożenie wszelkich rankingów na 2014 rok. ;-) Zawsze ciekawi mnie, jak takie podsumowania będą wyglądać u innych blogerów. Co do Scream Maker, to pamiętam ich jeszcze z czasów, kiedy pracowałam w radio - byli finalistami naszego Antyfestu i ich brzmienie naprawdę mi się wtedy spodobało. Muszę się zainteresować co tam się u nich podziało. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mogę już chyba zdradzić, że niedługo pojawi się na blogu mój wywiad z Michałem Wroną z Scream Makera ;)

      Usuń
    2. Oooo, świetnie! Nagrywany, czy pisany? W takim razie czekam (nie)cierpliwie. :)

      Usuń
  2. Mój ranking najlepszych albumów 2014 już powstaje. Tak naprawdę czekam już tylko na nowe albumy: Foo Fighters, Machine Head oraz Pink Floyd. Już nic wielkiego się nie powinno zdarzyć poza wspomnianymi wyżej wydawnictwami. Mimo mojego początkowego sceptycyzmu AD 2014 jest wyjątkowy dobry na rynku muzycznym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do nowego Pink Floyd jestem nastawiony sceptycznie, ale może całość będzie lepsza od singla ;)

      Usuń
    2. Zgasiłeś i mój zapał pisząc swego czasu, że to będzie odgrzewany kotlet ;p

      Usuń
    3. Nie do końca odgrzewany - bo chociaż w sporej części nagrany 20 lat temu, to jednak 100% premierowy ;) Te trzy półminutowe zapowiedzi są całkiem obiecujące, słychać w nich typowo gilmourowskie solówki, martwi mnie tylko, że będzie to głównie instrumentalne granie, może więc być nieco nużące... A jedyny utwór z partią wokalną, czyli singlowy "Louder Than Words", jest według mnie tragicznie słaby, poniżej poziomu najsłabszych utworów Pink Floyd.

      Usuń
    4. Oj tak, ja też jestem bardzo sceptycznie nastawiona na ten "powrót" Floydów. Już nawet dzisiaj to jednemu blogerowi napisałam, który stwierdził, ze pewnie niemiłosiernie się jaram tą płytą. ;-)

      Usuń
  3. A te wznowione single Iron Maiden to dobrze brzmią? Bo chciałem kilka zakupić, ale mam pewne obawy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dość dobrze, nie wydaje mi się, żeby je remasterowano.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.