3 listopada 2014

[Artykuł] Historie okładek: "Animals" Pink Floyd

Okładki Pink Floyd należą do najbardziej znanych i rozpoznawalnych. Niektóre z nich, jak "The Dark Side of the Moon", "Wish You Were Here" czy "A Momentary Lapse of Reason" można interpretować i analizować na przeróżne sposoby, co zresztą od lat jest robione. Prawdopodobnie najciekawsza historia kryje się jednak za mniej znaną, chociaż równie intrygującą, okładką albumu "Animals".


Muzycy Pink Floyd, niemal od początku istnienia zespołu - konkretnie od swojego drugiego albumu, "A Saucerful of Secrets"z 1968 roku - ściśle współpracowali z designerską firmą Hipgnosis, prowadzoną przez Storma Thorgersona i Aubreya "Po" Powella. Warto dodać, ze pierwszy z nich był znajomym Rogera Watersa i Syda Barretta jeszcze z czasów studenckich; grali w jednej drużynie rugby. To właśnie dzięki pracom dla Pink Floyd, Hipgnosis stali się jednymi z najbardziej cenionych projektantów okładek (później z ich usług korzystali m.in. Wishbone Ash, Led Zeppelin, ELP, Genesis, Black Sabbath i Scorpions). Przez niemal dekadę Floydzi akceptowali wszystko, co podsuwał im duet grafików - bez względu czy był to kolarz złożony z cudzych prac ("A Saucerful of Secrets"), zdjęcie krowy ("Atom Heart Mother"), czy narysowany pryzmat (wiadomo). Po raz pierwszy zakwestionowali propozycje Hipgnosis przy okazji swojego dziesiątego albumu, "Animals".



Pierwszą propozycją Hipgnosis było zdjęcie kominka, nad którym przybite zostały kaczki. Jest to nawiązanie do starej angielskiej tradycji przybijania do ścian drewnianych kaczek, które są symbolem małżeńskiego szczęścia. Zdjęcie Hipgnosis przedstawiało jednak... prawdziwe kaczki, przybite żywcem, na co wskazuje spływająca po ścianie krew. Pamiętam dokładnie moment, kiedy pokazałem zdjęcie zespołowi - wspominał Thorgerson. To było podczas trasy, w autokarze. Mam wrażenie, że Rogerowi się podobało. Ale był tam też gość, który miksował dźwięk na koncertach. Brian jakiś-tam. I on odniósł się do projektu z nienawiścią. Naprawdę z nienawiścią. Krzyczał: "Jak można wziąć prawdziwe kaczki i zrobić coś takiego! Dlaczego nie weźmiesz kilku Irlandczyków i nie przybijesz ich do ściany?". Odparłem, że dokładnie o to chodzi. Moim zdaniem było to zdjęcie o wielkiej sile wyrazu. Zdjęcie zostało ostatecznie wykorzystane na okładce kompilacji nagrań różnych wykonawców należących do wytwórni Drag City, zatytułowanej "Hey Drag City" i wydanej w 1994 roku.

Drugą propozycją był rysunek małego chłopca wchodzącego w środku nocy do sypialni swoich rodziców... Tym razem to Roger Waters nie krył swojego oburzenia, a Thorgerson po latach przyznawał: Muzycy zdecydowanie odrzucili ten projekt. I pewnie mieli rację. Jednocześnie grafik bronił swojego pomysłu: Moim zdaniem był to psychologicznie bardzo ciekawy pomysł - mówił. Dziecko, które widzi swoich rodziców kochających się... Seks musi być czymś trudnym do zrozumienia dla takiego malca. Pomysł nie został później nigdy wykorzystany.

Kiedy stało się jasne, że żaden z projektów Hipgnosis nie odpowiada muzykom (lub ich współpracownikom), Waters postanowił wziąć sprawę w swoje ręce. Storm i Po przedstawili nam kilka pomysłów okładki - wspominał. Żaden mi się nie podobał. Wszyscy spojrzeli wtedy na mnie, mówiąc: "Jak takiś mądry, wymyśl coś lepszego!". Spuściłem głowę i bąknąłem tylko: "Dobra, spróbuję". I jakiś czas potem zaproponowałem swój projekt. Pojechałem w okolicę elektrowni Battersea, zrobiłem jej kilka zdjęć i na kolejnym spotkaniu zespołu położyłem je na stole ze słowami "Oto okładka". Wszystkich zatkało. Byli zachwyceni pomysłem. Elektrownia Battersea jest czymś tak niesamowitym, szalonym... Można przyjąć, że kominy reprezentują każdego z naszej czwórki. W takim razie cały obiekt symbolizuje zespół. Jego gwałtowną naturę, jego siłę. Ale zarazem jego upadek. Wygląda przecież trochę jak odwrócony do góry nogami stół. Dla mnie w tamtym momencie był to najlepszy symbol Pink Floyd, jaki mogłem sobie wyobrazić.

Elektrownia Battersea znajduje się w Londynie, na południowym brzegu Tamizy. Jest największą budowlą z cegły w Europie. W 1977 roku była już częściowo zamknięta, a całkowicie przestała funkcjonować w 1983. Trzy lata wcześniej została zaliczona do dziedzictwa narodowego Wielkiej Brytanii. Można ją zobaczyć w kilku filmach, m.in. "Sabotaż" Alfreda Hitchcocka z 1936 roku i beatlesowego "Help!" z 1965. Co ciekawe, pół roku po premierze "Animals", w lipcu '77, ukazał się album "Quark, Strangeness and Charm" grupy Hawkwind, na którego okładce wykorzystane zostało zdjęcie zrobione wewnątrz elektrowni. Co więcej, za jej wykonanie również odpowiada firma Hipgnosis.

Na okładce albumu Pink Floyd nie wykorzystano oczywiście amatorskich zdjęć zrobionych przez Watersa. Firma Hipgnosis zorganizowała profesjonalną sesję, która nie odbyła się bez problemów. Wszystko przez szalony pomysł Watersa, aby na zdjęciu, pomiędzy kominami elektrowni, widoczna była... ogromna nadmuchiwana świnia. Ponad dziewięciometrowy balon został przygotowany już wcześniej, jako element koncertowej scenografii, przez niemiecką firmę Ballon Fabrik, która produkowała sterowce. Świnia została ochrzczona imieniem Algie. Skąd wziął się w ogóle pomysł na wykorzystanie akurat takiej scenografii? Jest to oczywiście nawiązanie do utworu "Pigs on the Wings" z albumu "Animals", ale Waters różnie tłumaczył co miała symbolizować. To symbol nadziei - twierdził w jednym wywiadzie, by w innym powiedzieć: Mamy w języku angielskim takie powiedzonko: "Dobrze, że świnie nie potrafią latać". Chodzi o to, że gdyby umiały latać, bylibyśmy pokryci od stóp do głów gównem, bo srałyby na nas cały czas. Świnia na okładce symbolizuje więc siły zewnętrzne, nad którymi nie ma się kontroli, a które mogą cię zniszczyć.

Przygotowania Algie do sesji zdjęciowej.
Zatrudniono kilkunastu fotografów, a także firmę zajmującą się nadmuchiwaniem dużych balonów helem. Menadżer zespołu, Steve O'Rourke, postanowił sprowadzić także snajpera, na wypadek, gdyby świnia zerwała się z lin, co mogłoby stanowić zagrożenie dla ruchu lotniczego. Pierwszego dnia, z przyczyn technicznych, nie udało się nadmuchać świni do końca, przez co nie wyszła najlepiej na zdjęciach. Następnego dnia balon został nadmuchany całkowicie i wszystko wydawało się iść gładko, dopóki nie zerwał się wiatr... przez który świnia wyrwała się z przytrzymujących ją lin. Co gorsze, tego dnia snajper był nieobecny. Było niesamowite zamieszanie - wspominał Aubrey Powell. RAF oraz kontrola lotów na Heathrow zaczęły donosić o latającej świni. Wspomniano o nas nawet w wieczornym wydaniu serwisów informacyjnych. Po wielu godzinach, około dwudziestej drugiej, zguba wylądowała na pewnej farmie w hrabstwie Kent. Farmer był wściekły - twierdził Powell. Podobno świnia wystraszyła jego krowy. Na szczęście była w jednym kawałku, co pozwoliło kontynuować sesję następnego dnia. Tym razem ze wsparciem dwóch strzelców.

Chociaż trzeci dzień sesji przebiegał bez problemów, trudności bynajmniej się nie skończyły. Gdy dostaliśmy zdjęcia, ujęcia z trzeciego dnia były dość kiepskie - mówił Powell.  Natomiast te początkowe miały fantastycznie ponure niebo i cudowne kształty chmur. Wykorzystaliśmy więc zdjęcia chmur z pierwszego dnia i zdjęcia świni z dnia trzeciego. Gdybyśmy od razu na to wpadli, można było zaoszczędzić wiele tysięcy funtów.

Podczas sesji wykonano wiele zdjęć, oto niektóre z nich:




W 1997 roku Storm Thorgerson umieścił okładkę "Animals" w swojej książce "Mind Over Matter", poświęconej jego dziełom dla grupy Pink Floyd, co wkurzyło Rogera Watersa, uważającego się za jej twórcę. Zgoda, to jego pomysł - przyznawał Thorgerson. I w mojej książce zostało to powiedziane. Jego koncepcja, ale nie jego zdjęcie. Czego się więc wkurzać? Zawsze przyznawałem, że to świetna idea. Waters obraził się śmiertelnie na grafika i podobno już nigdy się do niego nie odezwał (Thorgerson zmarł w kwietniu 2013 roku). Jednak ich drogi rozeszły się już znacznie wcześniej. Storm nie dostał zlecenia na okładki dwóch kolejnych, po "Animals", albumów studyjnych - "The Wall" i "The Final Cut" (chociaż w międzyczasie stworzył grafikę na kompilację "A Collection of Great Dance Songs"). Dopiero po reaktywacji Pink Floyd bez Rogera Watersa, pozostali muzycy odnowili współpracę z firmą Hipgnosis, która trwała do zawieszenia działalności w 1994 roku.




Źródła cytatów:
1. Blake Mark, Prędzej świnie zaczną latać, Wydawnictwo Sine Qua Non, 2012, s. 325-327
2. Weiss Wiesław, Świńskie odchody, "Teraz Rock" 2006, nr 8, s. 114

4 komentarze:

  1. Podoba mi się ten artykuł, czekam na więcej!

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny tekst! Akurat ta okładka należy do grona moich ulubionych Pink Floyd. Elektrownia Batersea to niesamowity budynek, marzy mi się zobaczenie go na żywo - z zewnątrz i w środku. Fajnie, że wrzuciłeś tu foty z backstage'u sesji, nie widziałam ich wcześniej.

    OdpowiedzUsuń
  3. O tak, ta okładka zasługuje na wyróżnienie ;) A i tak większość kojarzy wyłącznie "Dark Side", "The Wall" i może jeszcze "Division Bell"...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że wkrótce najbardziej rozpoznawalną okładką Pink Floyd będzie ta kiepska komputerowa grafika z "The Endless River". Wszędzie jej teraz pełno.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.