30 października 2013

[Artykuł] Najważniejsze utwory Rainbow / Dio

Tym razem wyjątkowo o dwóch różnych zespołach, które łączy obecność w składzie wokalisty Ronniego Jamesa Dio i basisty Jimmy'ego Baina. Grupa Rainbow powstała w 1975 roku z inicjatywy gitarzysty Deep Purple, Ritchiego Blackmore'a. Dio był jej pierwszym wokalistą, śpiewał na trzech pierwszych albumach (tylko na drugim z nich, "Rising", grał Bain). Wokalista odszedł w 1979 roku, bo nie spodobała mu się wizja Blackmore'a, by przekształcić Rainbow w zespół popowy. Wokalista chwilowo dołączył do Black Sabbath (listę najważniejszych utworów z tamtego okresu jego działalności znajdziesz pod tym linkiem), a po rozstaniu z tym zespołem, postanowił założyć własny, nazwany po prostu Dio (w pierwszym składzie grupy znalazł się także Bain). Pod tym szyldem ukazało się w sumie 10 albumów, a działalność grupy została zawieszona po śmierci Ronniego w 2010 roku.

Najsłynniejszy skład Rainbow: Cozy Powell, Tony Carey, Jimmy Bain, Ronnie James Dio i Ritchie Blackmore.


Część I: Rainbow

1. "Sixteen Century Greenslaves" (z albumu "Ritchie Blackmore's Rainbow", 1975)

W połowie lat 70. drogi Ritchiego Blackmore'a i pozostałych muzyków Deep Purple coraz bardziej się rozchodziły. Jednym z powodów odejścia gitarzysty było odrzucenie jego pomysłu nagrania przeróbki "Black Sheep of the Family" grupy Quatermass. Blackmore postanowił zatem nagrać ją jako solowy singiel, z pomocą muzyków Elf (grupy supportujących Purpli na trasie, której wokalistą był Dio). Potrzebowaliśmy jeszcze czegoś na stronę B - mówił. Nasz numer "Sixteen Century Greenslaves" okazał się jednak lepszy niż ten ze strony A. I wtedy zacząłem się zastanawiać, czy nie warto by było nagrać całego albumu. Wreszcie powiedziałem: "Ronnie, stwórzmy zespół".
Singiel nigdy nie został wydany, natomiast muzykom udało się stworzyć cały album, na który trafiły oba wspomniane utwory. Longplay nie mógł być jednak promowany trasą koncertową - Blackmore musiał dopełnić koncertowych zobowiązań wobec Deep Purple, a muzycy Elf chcieli dokończyć promocję swojego ostatniego albumu, "Trying to Burn the Sun".
Kiedy w końcu pod koniec 1975 roku zespół zaczął koncertować, "Sixteen Century Greenslaves" stał się jednym z obowiązkowych punktów występów. W setliście utrzymywał się do odejścia z zespołu Ronniego Jamesa Dio. Utwór był później wykonywany (w latach 1997-2005) przez obecny zespół Ritchiego Blackmore'a, Blackmore's Night - oczywiście w znacznie zmienionej aranżacji.


2. "Man on the Silver Mountain" (z albumu "Ritchie Blackmore's Rainbow", 1975)


Pierwszy singiel zespołu (nienotowany na listach), a także kolejny stały punkt koncertów pierwszego wcielenia Rainbow. Na żywo utwór osiągał długość kilkunastu minut - muzycy rozszerzali go o improwizacje, a czasem także o cytaty z innych utworów. Najbardziej znane koncertowe wykonanie utworu znalazło się na koncertówce "On Stage". W środku "Man on the Silver Mountain" zazwyczaj wykonywałem wokalizę - mówił Ronnie Dio. Tego wieczoru szepnąłem Cozy'emu [Powellowi, perkusiście]: "A może by przejść tam w 'Starstuck'?". Ritchie od razu się zorientował. Cały zespół wszedł perfekcyjnie.
"Man on the Silver Mountain" przeszedł później do koncertowego repertuaru grup Dio (która wykonywała go regularnie, choć często tylko we fragmencie) i Blackmore's Night (tylko na kilku pierwszych występach, w 1997 roku).


3. "Catch the Rainbow" (z albumu "Ritchie Blackmore's Rainbow", 1975)

Spokojna ballada, o której Ronnie James Dio mówił: To dla mnie najlepszy spośród wszystkich utworów Rainbow. Jednak z własnym zespołem sporadycznie sięgał po nią podczas występów na żywo (po raz pierwszy dopiero w 1997 roku). "Catch the Rainbow" był natomiast regularnie grany na wszystkich koncertach Rainbow w latach 1975-78, podczas których rozrastał się do kilkunastu minut.
Historia opowiedziana w tekście dzieje się w średniowieczu, a dotyczy romansu stajennego i kobiety z wyższych sfer - aby nie popełnić mezaliansu, nie mogą być ze sobą. Pod względem muzycznym utwór przypomina kompozycje "Little Wings" i "Angel" Jimiego Hendrixa - ulubionego gitarzysty Ritchiego Blackmore'a.


4. "The Temple of the King" (z albumu "Ritchie Blackmore's Rainbow", 1975)

Druga ballada z debiutanckiego albumu Rainbow, ciekawie wzbogacona o brzmienia gitary akustycznej i melotronu. "The Temple of the King" ma cudowną melodię. Naprawdę cudowną - zachwycał się Ritchie Blackmore.
Był to także drugi singiel promujący longplay (podobnie jak poprzedni, nienotowany na listach), z niewiadomych powodów sygnowany tylko nazwiskiem Blackmore'a, zamiast nazwą zespołu.
"The Temple of the King" nigdy nie został zagrany na żywo przez Rainbow w czasach Ronniego Jamesa Dio. Ritchie Blackmore dodał go do setlisty dopiero w 1995 roku, kiedy grał już z zupełnie innym składem (m.in. z wokalistą Doogiem Whitem), regularnie wykonuje go także na koncertach Blackmore's Night. Niedawno nagrał z nim nawet nową wersję studyjną (trafiła na tegoroczny album "Dancer and the Moon"). "The Temple of the King" był także wykonywany na żywo przez grupę Dio (po raz pierwszy w 1987 roku, natomiast podczas ostatniej trasy, z 2008 roku, był grany dość regularnie).


5. "Stargazer" (z albumu "Rising", 1976)

Ponad ośmiominutowy utwór, często uznawany za największe osiągnięcie Rainbow. Kompozycja rozpoczyna się charakterystycznym perkusyjnym wstępem. Ritchie powiedział: "Mam tu taki kawałek, 'Stargazer'. Brakuje mi w nim wstępu, czegoś, co rozrywałoby na strzępy" - wspominał Cozy Powell. A ja po prostu usiadłem za bębnami i wymyśliłem ten perkusyjny fragment, który otwiera utwór. Po chwili wchodzi główny riff utworu, dublowany partiami smyczków, w wykonaniu monachijskiej orkiestry filharmonicznej. Gdy komponowałem ten utwór, uczyłem się grać na wiolonczeli - wyjaśniał Blackmore. A ponieważ dopiero zaczynałem naukę, potrafiłem zagrać jedynie bardzo proste rzeczy. Gdy człowiek zaczyna grać na innym instrumencie i niewiele jeszcze potrafi, odkrywa prostsze nuty. Myślę, że jeden z powodów dla których "Stargazer" okazał się czymś tak wspaniałym, było to, że jest to muzyka niezwykle prosta, ale zarazem efektowna, o dużej sile wyrazu.
W innym wywiadzie gitarzysta twierdzi jednak, że "Stargazer" nie należy do jego ulubionych utworów. Może dlatego, że został fatalnie nagrany - wyjaśniał. Nie ma w nim basu. Coś zostało schrzanione. Nawet jak podkręcasz basy, nic to nie daje. Kiedy wracam do tego nagrania, zawsze jestem rozczarowany. Świetnie słychać głos i gitarę - basu wcale. "Stargazer" brzmi przez to przenikliwie, wysoko.
Całości dopełnia niesamowita partia wokalna Ronniego, śpiewającego typowy dla siebie tekst, o proroku, którego wyznawcy zbudowali wieżę, z której miał się wzbić w niebiosa - ale on po prostu z niej spadł.
"Stargazer" był stałym punktem koncertów Rainbow w latach 1975-76, sporadycznie był także wykonywany przez zespół Dio (nigdy w całości).


6. "Kill the King" (z albumu "On Stage", 1977)

Utwór powstał podczas trasy promującej album "Rising", kiedy okazało się, że zespół potrzebuje mocnego otwieracza - czegoś w stylu "Highway Star" i "Burn" Deep Purple. Uświadomiliśmy sobie, że przydałby się taki szybki otwieracz występów - mówił Dio. Tekst dotyczy gry w szachy. Ale pewnie znajdą się ludzie, którzy zinterpretują to tak, że chodzi o jakiegoś średniowiecznego króla, którego napadły jakieś pionki.
Przed skomponowaniem "Kill the King" zespół rozpoczynał koncerty utworem "A Light in the Black" (z albumu "Rising"), który najwidoczniej nie sprawdził się w tej roli, mimo równie szybkiego tempa. "Kill the King" otwierał wszystkie koncerty grupy do odejścia z niej Ronniego. Później został przesunięty w inne miejsce setlisty i utrzymał się w niej aż do rozwiązania Rainbow w 1983 roku. Był także wykonywany na żywo przez grupę Dio (w latach 2006-08).
Swoją płytową premierę utwór miał na koncertowym albumie "On Stage". Studyjna wersja pojawiła się dopiero na wydanym rok później longplayu "Long Live Rock'n'Roll". Utwór został wydany także na singlu (w wersji z "On Stage"). Była to pierwsza mała płyta zespołu, jaka znalazła się w brytyjskim notowaniu (44. miejsce).


7. "Long Live Rock'n'Roll" (z albumu "Long Live Rock'n'Roll", 1978)

Pierwszy singiel (33. pozycja na UK Singles Chart) promujący trzeci studyjny album Rainbow - ostatni z Ronniem Jamesem Dio. Zgodnie z tytułem, utwór utrzymany jest w klasycznie rock and rollowej stylistyce. Od razu został stałym punktem koncertów Rainbow, a Blackmore chętnie wykonywał go także po odejściu pierwszego wokalisty - w przeciwieństwie do większości pozostałych kawałków z tego okresu. Utwór był także regularnie wykonywany przez zespół Dio.
"Long Live Rock'n'Roll" był jednym z trzech utworów (pozostałe dwa to "Gates of Babylon" i "LA Connection") do których nakręcono promocyjne wideoklipy. Wszystkie przedstawiały grający zespół - i nic poza tym.


8. "Gates of Babylon" (z albumu "Long Live Rock'n'Roll", 1978)

Utwór został częściowo skomponowany przez ówczesnego klawiszowca, Davida Stone'a, który jednak nie został dopisany jako współautor (utwór jest sygnowany wyłącznie nazwiskami Blackmore'a i Dio, jak większość wczesnych kawałków Rainbow). Utwór zdradza inspirację muzyką orientalną, ponadto po raz kolejny zespół skorzystał z pomocy muzyków grających na instrumentach smyczkowych - tym razem wsparli ich Bavarian String Ensemble.
Chociaż utwór nie został nigdy zagrany na koncercie Rainbow, grupa Dio regularnie wykonywała go na żywo, począwszy od 2004 roku.

Dio w 1987 roku: Craig Goldy, Vinnie Appice, Ronnie James Dio, Claude Schnell i Jimmy Bain.

Część II: Dio

9. "Holy Diver" (z albumu "Holy Diver", 1983)

Tytułowy utwór z pierwszego albumu zespołu Dio, a zarazem pierwszy promujący go singiel (40. miejsce na Mainstream Rock Chart magazynu Billboard, 72. pozycja na UK Singles Chart). Utwór rozpoczyna się długim klawiszowym wstępem, po którym wchodzi charakterystyczny główny motyw utworu, bardzo zbliżony do "Heaven and Hell" Black Sabbath.
"Holy Diver" to metalowa melodia, która nie umrze - zapewniał Ronnie w 2009 roku. Z jakiegoś powodu ten utwór, jak również cały album, idealnie trafił w gusta ludzi. Stało się tak pomimo dość niejasnego tekstu, z wersami w stylu Ride the tiger / You can see his stripes but you know he's clean / Oh don't you see what I mean. Wokalista wyjaśniał znaczenie tych słów następująco: Tygrys symbolizuje siłę, podczas gdy jego paski sugerują nieczystość. Ten fragment tekstu oznacza, że musisz skorzystać z tej siły i nie osądzać innych po czymś, co wygląda na zanieczyszczenie. Nawiązaniem do przesłania tytułowego utworu jest okładka zdobiąca album "Holy Diver": Ludzie mówią, ze coś, co wygląda na potwora, topi księdza - mówił Dio. Ale skąd oni wiedzą, czy to ksiądz nie topi potwora? Nigdy nie można oceniać niczego powierzchownie.
Według portalu setlist.fm, "Holy Diver" był najczęściej wykonywanym na żywo utworem grupy Dio - został zagrany 590 razy.


10. "Rainbow in the Dark" (z albumu "Holy Diver", 1983)


Drugi singiel z albumu, który odniósł całkiem spory sukces: 14. miejsce na amerykańskim Mainstream Rock Chart, a także 46. na UK Singles Chart. Utwór na tle reszty albumu wyróżnia się bardziej komercyjnym charakterem - bardzo przebojową melodią i gitarowym riffem schowanym za klawiszowym motywem, granym przez samego Ronniego Jamesa Dio (dopiero na następnej płycie w składzie znalazł sie klawiszowiec).
Tytuł kawałka niekoniecznie odnosi się do nazwy grupy Ritchiego Blackmore'a, Ronnie używał symbolu tęczy już w tekstach, które pisał dla Elf. Tęcze zawsze uświadamiały mi, jak nieistotne jest wszystko, co robimy - mówił. Natomiast o tekście utworu mówił następująco: "Rainbow in the Dark" to bardzo osobista piosenka. Zaczynałem nagrywanie pierwszego albumu pod własnym nazwiskiem, utwór mówi o tym, co w tym przełomowym momencie czułem. Uważam, że każdy temat na tekst jest dobry, o ile przy jego pomocy można pobudzić wyobraźnię słuchacza. Zawsze staram się nie poprzestawać na jednoznacznych stwierdzeniach typu "czarne jest czarne". Wolę zawsze zapytać: a może są sytuacje, gdy czarne znaczy białe i odwrotnie?
"Rainbow in the Dark" był regularnie grany na żywo, zabrzmiał podczas prawie każdego koncertu grupy Dio.


12. "The Last in Line" (z albumu "The Last in Line", 1984)


Trzeci singiel zespołu (wydany tylko w Stanach, gdzie doszedł do 10. miejsca Mainstream Rock Chart), zaczynający się balladowo, ale później nabierający mocy. Zespół Dio bardzo często stosował taką technikę, już od swojego debiutanckiego albumu (utwory "Don't Talk to Strangers" i "Invisible"). Lubię pisać i śpiewać delikatne kawałki, ale nie często mam ochotę zrobić stuprocentową balladę - wyjaśniał Ronnie. Wprowadzam więc do utworów tylko pewne elementy balladowe, które mają wprowadzić słuchacza w eteryczny nastrój - do czasu aż spada młot. W końcu jesteśmy zespołem heavy metalowym, a takie kontrasty czynią utwory jeszcze cięższymi. W innym wywiadzie wokalista wyjaśniał, że nie lubi nazywania jego spokojniejszych utworów balladami: Przez ballady rozumiem kawałki o kwiatkach, ptaszkach, lub o miłości. Ja takich nie nagrywam. Pomijając "Catch the Rainbow".
"The Last in Line" był jednym ze stałych punktów setlisty większości występów zespołu.


11. "We Rock" (z albumu "The Last in Line", 1984)


Utwór reprezentujący ostrzejsze oblicze zespołu. Mimo tego, został wydany na singlu, co nie było do końca udanym pomysłem - dla Amerykanów kawałek okazał się zbyt szybki i ciężki, w rezultacie czego nie wszedł do tamtejszych notowań. Z drugiej strony, znacznie bardziej spodobał się Brytyjczykom, chociaż 42. miejsce na UK Singles Chart i tak nie było zbyt spektakularnym sukcesem. 
Pomimo niewielkiego powodzenia małej płyty, "We Rock" stał się jednym z najbardziej znanych utworów Dio, mającym stałe miejsce na wszystkich kompilacjach podsumowujących dorobek grupy. Stało się tak głównie dzięki częstym wykonaniom na żywo - przeważnie na zakończenie występu.


13. "Rock'n'Roll Children" (z albumu "Sacred Heart", 1985)


Utwór, pomimo swojego komercyjnego charakteru (dużo klawiszy i chwytliwa, niemal popowa melodia), w tekście porusza bardzo poważny temat - przemocy wobec nieletnich. Ronnie James Dio był zresztą bardzo zaangażowany w pomoc młodzieży - był jednym z inicjatorów powstania charytatywnej organizacji Children of the Night, mającej na celu zapobieganie przestępczości, której ofiarami padają dzieci, a także pomagającej młodzieży uwolnić się od uzależnień.
"Rock'n'Roll Children" stał się kolejnym wielkim przebojem zespołu, dochodząc do 26. miejsca zarówno na UK Singles Chart, jak i na amerykańskim Mainstream Rock Chart. Dzięki niemu grupa nawet dostała zaproszenie do słynnego brytyjskiego programu Top of the Pops, która jednak została odrzucona przez Ronniego, twierdzącego, że jego zespół nie pasuje do prezentowanej tam przeważnie muzyki.
Podczas koncertów Dio, "Rock'n'Roll Children" był wykonywany regularnie, jedynie z przerwą w pierwszej połowie lat 90.


14. "All the Fools Sailed Away" (z albumu "Dream Evil", 1987)


Kolejny utwór zbudowany na kontraście fragmentów balladowych i heavy metalowego ciężaru; dodatkowo pojawiają się tutaj długie syntezatorowe solówki. Utwór został wydany na singlu - drugim promującym album "Dream Evil" (na pierwszy wybrano "I Could Have Been a Dreamer"), ale nie był notowany na listach ani w Wielkiej Brytanii, ani w Stanach.
"All the Fools Sailed Away" był jednak dość regularnie grany na żywo (w latach 1987-88 oraz 2000-06), dzięki czemu z czasem stał się jednym z najpopularniejszych utworów grupy - w przeciwieństwie do radzącego sobie nieźle w notowaniach "I Could Have Been a Dreamer" (33. miejsce na Modern Rock, 69. na UK Singles), który nie był chętnie wykonywany na koncertach - z setlisty wypadł już w 1987 roku i nigdy do niej nie wrócił.


15. "This Is Your Life" (z albumu "Angry Machines", 1996)

Jeden z najbardziej nietypowych utworów Dio, oparty wyłącznie na akompaniamencie pianina, z syntezatorowym, symfonicznym tłem - zarówno pod względem aranżacyjnym, jaki i melodycznym, kojarzyć może się z balladami Queen. Ronnie oczywiście buntował się przed taką klasyfikacją utworu: "This Is Your Life" nie jest balladą - zarówno pod względem muzycznym, jak i tekstowym, jest to rodzaj deklaracji. Co ciekawe, ten delikatny utwór pochodzi z najcięższego albumu Dio, "Angry Machines".
W innym wywiadzie wokalista opowiadał: "This Is Your Life" napisałem, kiedy kilka osób z mojego otoczenia wpadło w duże kłopoty. Chciałem im jakoś pomóc, powiedzieć: to twoje życie, nie trać kontroli, panuj nad nim. Sytuacja nie dotyczyła bezpośrednio mnie, więc napisanie utworu było łatwe.
"This Is Your Life" nigdy nie został wykonany na żywo.


25 października 2013

[Recenzja] Velvet Revolver - "Libertad" (2007)



Drugi album Velvet Revolver opiera się na patentach sprawdzonych już na debiucie supergrupy. Znowu dominuje więc bardzo energetyczne, dość ciężkie, ale jednocześnie bardzo chwytliwe granie ("Let It Roll", "Get Out the Door", "She Builds Quick Machines", "Pills, Demons & Etc."). Jest też miejsce dla kilku łagodniejszych fragmentów, w tym godnego następcy "Fall to Pieces", w postaci "The Last Fight". Tym razem jednak zespół dostarczył też wyjątkowo dużo kawałków po prostu nijakich ("She Mine", "American Man", "Mary Mary", "Just Sixteen", "For a Brother", "Spay"). O tym, że muzycy trochę wypalili się twórczo, dobitnie świadczy umieszczenie na longplayu przeróbki "Can't Get It Out of My Head" z repertuaru Electric Light Orchestra. Jest naprawdę udana, ale powinna trafić raczej na stronę B któregoś z singli. Zakończenie albumu, podobnie jak w przypadku "Contraband", jest bardzo nużące, ale warto dotrwać do końca "Gravedancer", gdyż tuż po nim zaczyna się ukryty utwór "Don't Drop That Dime" - bardzo zaskakujący, utrzymany w stylistyce... country. Wyszło ciekawie.

Kłótnie podczas trasy promującej "Libertad" spowodowały odejście Weilanda i zawieszenie działalności Velvet Revolver. Do dnia dzisiejszego nie udało się muzykom znaleźć nowego wokalisty. Podobno nawet nagrali trzeci album, z udziałem Coreya Taylora (Slipknot, Stone Sour), ale wydanie go zostało wstrzymane - prawdopodobnie dlatego, że Slash bardziej zainteresowany jest prowadzeniem swojej solowej kariery. W styczniu 2012 roku zespół powrócił, w składzie z Weilandem, ale tylko na jeden krótki występ - według instrumentalistów był to jednorazowy powrót, jedynie wokalista wyraża chęć dalszej działalności (zwłaszcza odkąd został wyrzucony ze Stone Temple Pilots). Póki co, Velvet Revolver to zamknięty rozdział.

Ocena: 6/10



Velvet Revolver - "Libertad" (2007)

1. Let It Roll; 2. She Mine; 3. Get Out the Door; 4. She Builds Quick Machines; 5. The Last Fight; 6. Pills, Demons & Etc.; 7. American Man; 8. Mary Mary; 7. Just Sixteen; 8. Can't Get It Out of My Head; 9. For a Brother; 10. Spay; 11. Gravedancer

Skład: Scott Weiland - wokal, instr. klawiszowe (3); Slash - gitara, talkbox (3); Dave Kushner - gitara; Duff McKagan - bass; Matt Sorum - perkusja
Producent: Brendan O'Brien i Velvet Revolver


24 października 2013

[Recenzja] Velvet Revolver - "Contraband" (2004)



Historia Velvet Revolver sięga kwietnia 2002 roku. Zaczęło się od koncertu poświęconemu zmarłemu nieco wcześniej Randy'emu Castillo, perkusisty zespołu Ozzy'ego Osbourne'a. Specjalnie na to wydarzenie trzech byłych muzyków Guns N' Roses - Slash, Duff McKagan i Matt Sorum - postanowiło odnowić współpracę. kładu dopełnili wokalista Josh Todd i gitarzysta Keith Nelson, obaj z zespołu Buckcherry. Początkowo chcieli wystąpić pod nazwą Buck N' Cherry, ostatecznie zdecydowali się na Cherry Roses. Muzycy wykonali kilka utworów, głównie z repertuaru Guns N' Roses. Na tym jednak się nie skończyło - skład funkcjonował około miesiąca, powstało kilka autorskich kompozycji. Wkrótce jednak ex-Gunsi, nie podając żadnych konkretnych powodów postanowili zakończyć współpracę z Toddem i Nelsonem, a nazwa zespołu została zmieniona na The Project.

Alternatywna wersja okładki.
Nowy gitarzysta został znaleziony bez problemów, został nim Dave Kushner, znany z funkowo-metalowego Infectious Grooves, a prywatnie - kolega Slasha z podstawówki. Przez chwilę w zespole grał także trzeci gitarzysta, kolejny były muzyk Guns N' Roses - Izzy Stradlin. Szybko jednak stracił zainteresowanie grupą. Znacznie trudniejsze okazało się znalezienie wokalisty. Wiele miesięcy przesłuchań, kilkunastu kandydatów - wśród nich pojawił się nawet Sebastian Bach, ale muzycy szybko z niego zrezygnowali. Problem w tym, że brzmieliśmy z nim jak Skid Row - tłumaczył McKagan. W końcu stanowisko objął Scott Weiland, były wokalista Stone Temple Pilots. To on zaproponował nazwę Velvet Revolver. Problemy bynajmniej się wtedy nie skończyły - wokalista więcej czasu spędzał na odwykach, niż w studiu. Zanim w sklepach pojawił się debiutancki album supergrupy, zespół nagrał dwa utwory do filmów (autorski "Set Me Free" do "Hulka" i przeróbkę "Money" Pink Floyd do "Włoskiej roboty").

"Contraband" to połączenie tego, co najlepsze na "Appetite for Destruction" i "Core", czyli kompozytorskiego i wykonawczego talentu ex-Gunsów oraz charyzmatycznego wokalu Scotta Weilanda (zamiast irytującego skrzeku Axla Rose'a - stąd wyższa ocena od płyt GN'R). Na albumie przeważa nowoczesna odmiana hard rocka, nie brak zapadających w pamięć melodii (np. "Do It for the Kids", "Big Machine", "Spectacle", "Set Me Free"). Czasem grupa gra trochę mocniej ("Illegal i Song", "Headspace"), ale dla równowagi proponuje też kilka ballad ("Fall to Pieces", "You Got No Right", "Loving the Alien"). Całość trzyma bardzo równy poziom i ciężko szczególnie wyróżnić jakieś utwory. Na więcej uwagi zasługują na pewno trzy kawałki: riffowy, ciężki, ale jednocześnie chwytliwy "Illegal I Song"; rozpoczęty intrygującym wstępem "Slither"; a także całkiem zgrabny "Fall to Pieces". Na minus z kolei zaliczyć trzeba zbyt łagodny, nużący "Loving the Alien". Ale to jedyny słabszy punkt longplaya.

Podsumowując, "Contraband" to bardzo udany debiut - ale czy mogło być inaczej, skoro nagrali go tak doświadczeni muzycy?

Ocena: 7/10



Velvet Revolver - "Contraband" (2004)

1. Sucker Train Blues; 2. Do It for the Kids; 3. Big Machine; 4. Illegal i Song; 5. Spectacle; 6. Fall to Pieces; 7. Headspace; 8. Superhuman; 9. Set Me Free; 10. You Got No Right; 11. Slither; 12. Dirty Little Thing; 13. Loving the Alien

Skład: Scott Weiland - wokal; Slash - gitara; Dave Kushner - gitara; Duff McKagan - bass; Matt Sorum - perkusja
Gościnnie: Douglas Grean - instr. klawiszowe (6,10,13)
Producent: Josh Abraham, Nick Raskulinecz i Velvet Revolver


23 października 2013

[Recenzja] Guns N' Roses - "Chinese Democracy" (2008)



Pracę nad następcą "Use Your Illusion" zespół zaczął już w 1994 roku. Już bez Izzy'ego Stradlina w składzie - gitarzysta odszedł z powodu nieobliczalnego zachowania Rose'a w trasie. Sesje okazały się koszmarem, kolejno odchodzili następni muzycy zmęczeni współpracą z wokalistą - Slash, Duff McKagan i Matt Sorum. W 1999 roku skład grupy wyglądał następująco: Rose, Dizzy Reed, Robin Finck (gitara), Paul Tobias (gitara), Tommy Stinson (bass), Chris Pitman (klawisze) i Josh Freese (perkusja). Muzycy zarejestrowali kilka utworów, w tym "Oh My God", który trafił na soundtrack filmu "I stanie się koniec". Kawałek pokazywał zwrot zespołu ku bardziej industrialnym brzmieniom. Na pełny album trzeba było jednak czekać jeszcze dziewięć lat. W międzyczasie wielokrotnie zmieniał się skład grupy, w rezultacie w nagrywaniu "Chinese Democracy" brało udział kilkunastu muzyków.

Jako całość, "Chinese Democracy" jest albumem bardzo nierównym - co zresztą nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę, że był nagrywany przez dziesięć lat, w różnych składach, z różnymi producentami. Podobno powstało wówczas tyle materiału, że Rose rozważał nawet wydanie albumu trzypłytowego - cóż, nawet po ograniczeniu do jednego dysku trafiło tutaj dużo niewypałów. W wielu utworach obecne są wpływy rocka industrialnego (np. "Shackler's Revenge", "If the World", "Riad N' the Bedouins"), ale na szczęście grupa pokazuje tutaj także inne swoje oblicza. Na płycie nie brak zatem bardzo chwytliwego hard rocka ("Better", tytułowy "Chinese Democracy" - oba należące do najlepszych fragmentów longplaya), a sporo miejsca zajmują ballady - nawet trochę za dużo. Ale można wśród nich znaleźć takie perełki, jak nieco beatlesowski "Catcher in the Rye" czy fortepianowy "This I Love" z całkiem zgrabną solówką gitarową (poziom "November Rain" to oczywiście nie jest).

Jako całość "Chinese Democracy" nie jest jednak zbyt przekonujący, a sygnowanie go nazwą Guns N' Roses to trochę nadużycie - byłoby lepiej, gdyby został wydany jako solowy album Axla Rose'a.

Ocena: 4/10



Guns N' Roses - "Chinese Democracy" (2008)

1. Chinese Democracy; 2. Shackler's Revenge; 3. Better; 4. Street of Dreams; 5. If the World; 6. There Was a Time; 7. Catcher in the Rye; 8. Scraped; 9. Riad N' the Bedouins; 10. Sorry; 11. I.R.S.; 12. Madagascar; 13. This I Love; 14. Prostitute

Skład: W. Axl Rose - wokal, instr. klawiszowe (1,6,7,13,14), gitara (6,12); Ron "Bumblefoot" Thal - gitara; Richard Fortus - gitara (1,3,4,6,14); Paul Tobias - gitara; Buckethead - gitara; Robin Finck - gitara; Tommy Stinson - bass; Dizzy Reed - instr. klawiszowe; Chris Pitman - instr. klawiszowe, gitara (5), bass (6,14); Frank Ferrer - perkusja (1,3,5,6,11); Bryan Mantia - perkusja (2-14)
Gościnnie: Sebastian Bach - wokal (10); Pete Scaturro - instr. klawiszowe (10); Suzy Katayama - waltornia (12); Patti Hood - harfa (13)
Producent: Axl Rose i Caram Costanzo


[Recenzja] Guns N' Roses - "The Spaghetti Incident?" (1993)



Trochę szkoda, że ostatni album Guns N' Roses nagrany ze Slashem i Duffem McKaganem w składzie, a także ostatni przed 15-letnią przerwą wydawniczą, to tylko zbiór coverów. Zresztą nie do końca przekonujący. O ile na otwarcie pojawia się zaskakujący "Since I Don't Have You" z repertuaru The Skyliners - brzmiący bardzo nietypowo na tle własnego repertuaru Gunsów, a dzięki temu intrygująco - tak później jest co najwyżej przeciętnie.

Dużo tutaj punk rocka ("New Rose" The Damned, "Down on the Farm" U.K. Subs, "Attitude" The Misfits, "Black Leather" The Professionals, "I Don't Care About You" Fear) i proto-punku ("Human Being" New Your Dolls, "Raw Power" The Stooges, "Ain't It Fun" Rocket from the Tombs). Co ciekawe, w wielu z tych utworów rolę głównego wokalisty pełni McKagan ("New Rose", "Raw Power", "Attitude"), a "You Can't Put Your Arms Around a Memory" z repertuaru Johnny'ego Thundersa (ex-gitarzysty New York Dolls) to wręcz jego solowe nagranie - nie tylko zaśpiewał tu i zagrał na basie, ale także na perkusji i gitarze akustycznej. Z zespołu poza nim występuje tu tylko Dizzy Reed (odpowiada za chórki), a poza tym gościnnie udziela się gitarzysta Richard Duguay. To wszystko na pewno urozmaica ten album, ale tak naprawdę niewiele wnosi do twórczości grupy. Na albumie znalazły się także przeróbki "Buick Mackane" glamowego T.Rex (z cytatem z "Big Dumb Sex" Soundgarden) oraz "Hair of the Dog" hard rockowego Nazareth - obie niezbyt ciekawe, zwłaszcza w porównaniu z oryginałami.

Całości dopełnia "ukryty" utwór "Look at Your Game, Girl" napisany przez Charlesa Masona - przywódcę sekty Rodzina, który namawiał swoich wyznawców do dokonywania brutalnych morderstw (ich ofiarą była m.in. aktorka Sharon Tate, żona Romana Polańskiego). Za gloryfikowanie przez zespół takiego zwyrodnialca, w celu wzbudzenia kontrowersji i zwiększenia wokół siebie zainteresowania, należy się dodatkowe obniżenie - i tak niskiej - oceny. Warto jednak zaznaczyć, że większość zespołu była przeciwna nagrywaniu i umieszczeniu na płycie tego kawałka, co jednak nie wzruszyło Axla Rose'a, który zarejestrował go jedynie z pomocą Dizzy'ego Reeda.

Jako całość, "The Spaghetti Incident?" jest tylko niepotrzebnym dodatkiem do dyskografii zespołu.

Ocena: 2/10



Guns N' Roses - "The Spaghetti Incident?" (1993)

1. Since I Don't Have You; 2. New Rose; 3. Down on the Farm; 4. Human Being; 5. Raw Power; 6. Ain't It Fun; 7. Buick Mackane (Big Dumb Sex); 8. Hair of the Dog; 9. Attitude; 10. Black Leather; 11. You Can't Put Your Arms Around a Memory; 12. I Don't Care About You

Skład: W. Axl Rose - wokal, instr. klawiszowe (1); Slash - gitara, wokal (7), talkbox (8); Gilby Clarke - gitara; Duff McKagan - bass, wokal (2,5,9,11), gitara (11), perkusja (11); Matt Sorum - perkusja; Dizzy Reed - instr. klawiszowe
Gościnnie: Michael Monroe - wokal (6); Mike Staggs - gitara (6); Richard Duguay - gitara (11)
Producent: Mike Clink, Guns N' Roses, Jim Mitchell


22 października 2013

[Recenzja] Guns N' Roses - "Use Your Illusion II" (1991)



"Use Your Illusion II" to klon "jedynki'. Zespół znowu wspomaga się cudzym utworem (całkiem fajna wersja "Knockin' on Heaven's Door" Boba Dylana) oraz pozostałościami z sesji "Appetite for Destruction" (np. świetny "You Could Be Mine"). O tym, że oba albumy są ewidentnym przerostem formy nad treścią, dobitnie świadczy umieszczenie tutaj "Don't Cry" w wersji niewiele różniącej się od tej z "Use Your Illusion I" (kilka wersów tekstu zostało zmienione, muzyka jest identyczna). Taką bezsensowną powtórkę można wytłumaczyć tylko tak, że członkowie zespołu koniecznie chcieli wydać dwa 80-minutowe albumy, ale brakowało im materiału. Inna sprawa, że z pozostałych kawałków żaden nie dorównuje poziomem "Don't Cry".

Szkoda, bo kilka utworów miało potencjał, ale muzycy go nie wykorzystali lub zmarnowali - najlepszym przykładem jest otwierający całość "Civil War" - utwór naprawdę udany, ale zepsuty różnymi niepotrzebnymi wstawkami (gwizdanie, wsamplowane wypowiedzi z filmów). Inny przykład to "Pretty Tied Up", bardzo intrygująco rozpoczęty, wzbogacony orientalnymi brzmieniami sitaru... Cały czar jednak pryska wraz z okropnym refrenem, zupełnie nie pasującym do reszty kawałka. Kolejnym nietrafionym pomysłem są nagłe przyśpieszenia w balladowym "So Fine" (wyróżniającym się wokalnym duetem Rose'a i McKagana).

Poza wyżej wymienionymi utworami dominują tutaj średniaki (np. "Get in the Ring", "Locomotive"), zdarzają się także dłużyzny ("Estranged"). Największą porażką jest jednak finałowy "My World", nawiązujący do muzyki techno. Co ciekawe, Axl Rose stworzył go sam, w tajemnicy przed pozostałymi członkami zespołu - część z nich dowiedziała się o jego istnieniu dopiero, gdy dostali swoje egzemplarze albumu.

Ocena: 6/10



Guns N' Roses - "Use Your Illusion II" (1991)

1. Civil War; 2. 14 Years; 3. Yesterdays; 4. Knockin' on Heaven's Door; 5. Get in the Ring; 6. Shotgun Blues; 7. Breakdown; 8. Pretty Tied Up; 9. Locomotive (Complicity); 10. So Fine; 11. Estranged; 12. You Could Be Mine; 13. Don't Cry; 14. My World

Skład: W. Axl Rose - wokal, instr. klawiszowe, gitara (6); Izzy Stradlin - gitara, wokal (2), sitar (8); Slash - gitara, bandżo (7); Duff McKagan - bass, wokal (10); Matt Sorum - perkusja; Dizzy Reed - instr. klawiszowe
Gościnnie: Steven Adler - perkusja (1); Howard Teman - pianino (10); Johann Langlie - perkusja i instr. klawiszowe (14)
Producent: Mike Clink i Guns N' Roses


21 października 2013

[Recenzja] Guns N' Roses - "Use Your Illusion I" (1991)



Cztery lata oczekiwania na drugi pełnowymiarowy album Guns N' Roses zaowocowały aż dwoma osobnymi longplayami, wydanymi tego samego dnia. Oba wypełnione muzyką niemal po same brzegi kompaktów. Niestety, jest to typowy przykład przerostu ambicji nad treścią. Zespół musiał wspomóc się cudzymi kompozycjami (na pierwszej części "Use Your Illusion" jest to "Live and Let Die" z repertuaru Paula McCartneya i grupy Wings), a także materiałem skomponowanym jeszcze w czasach debiutanckiego "Appetite for Destruction". Co ciekawe, to właśnie dwa z tych odrzutów są kluczowymi momentami "Use Your Illusion I". Mowa oczywiście o balladach "Don't Cry" i "November Rain". Pierwsza jest bardzo stereotypowa, ale nie można jej odmówić wielkiego uroku. Druga - bardziej rozbudowana, o niemal symfonicznym rozmachu i wyróżnia się obecnością aż trzech solówek gitarowych, które zapewniły Slashowi stałe miejsce w rankingach najlepszych gitarzystów.

Pozostałe starsze kompozycje to dynamiczny "Back Off Bitch", oraz dziwaczne "Bad Obsession" (wzbogacony o pianino, harmonijkę i saksofon) i "The Garden" (częściowo utrzymany w folkowym klimacie). Zupełnie nie dziwi, że zespół nie chciał wcześniej nagrać dwóch ostatnich. Poziom "The Garden" próbowali podnieść poprzez gościnny udział Alice Coopera, ale niewiele to dało. Z nowych kompozycji na plus wyróżnia się energetyczny otwieracz "Right Next Door to Hell", a także finałowa, rozbudowana "Coma". Z pozostałych broni się jeszcze "Dead Horse", ale tylko dlatego, że reszta to zwykłe wypełniacze ("Dust N' Bones", akustyczny smęt "You Ain't the First") czy kawałki wręcz nieudane (zbyt krzykliwy "Perfect Crime", kiepsko zaśpiewany przez Stradlina "Double Talkin' Jive", oraz chaotyczne "Garden of Eden" i "Don't Damn Me").

Gdyby skrócić "Use Your Illusion I" do czterdziestu-kilku minut, mógłby to być naprawdę dobry longplay. Zamiast tego zespół wypuścił bardzo nierówne wydawnictwo, zawierające kilka bardzo dobrych utworów, czasem nawet ocierających się o geniusz, ale umieszczone pomiędzy wieloma nietrafionymi pomysłami.

Ocena: 6/10



Guns N' Roses - "Use Your Illusion I" (1991)

1. Right Next Door to Hell; 2. Dust N' Bones; 3. Live and Let Die; 4 Don't Cry; 5. Perfect Crime; 6. You Ain't the First; 7. Bad Obsession; 8. Back Off Bitch; 9. Double Talkin' Jive; 10. November Rain; 11. The Garden; 12. Garden of Eden; 13. Don't Damn Me; 14. Bad Apples; 15. Dead Horse; 16. Coma

Skład: W. Axl Rose - wokal, instr. klawiszowe (3,10,12), gitara (15); Izzy Stradlin - gitara, wokal (2,6,9); Slash - gitara, talkbox (2); Duff McKagan - bass, gitara (6,9); Matt Sorum - perkusja; Dizzy Reed - instr. klawiszowe
Gościnnie: Michael Monroe - harmonijka i saksofon (7); Alice Cooper - wokal (11); West Arkeen - gitara (11)
Producent: Mike Clink i Guns N' Roses


19 października 2013

[Recenzja] Guns N' Roses - "GN'R Lies" (1988)



Oficjalnie wydany jako EPka, "GN'R Lies" zawsze traktowany był jako album studyjny. Chociaż bardziej zasłużył na miano kompilacji. Pierwsze cztery utwory pochodzą z EPki "Live ?!*@ Like a Suicide", oryginalnie wydanej jeszcze przed debiutanckim albumem grupy. Wszystkie cztery kompozycje udają nagrania koncertowe - w rzeczywistości zarejestrowano je w studiu, a odgłosy publiczności pochodzą z festiwalu Texxas Jam, który odbył się pod koniec lat 70. (Gunsi oczywiście na nim nie występowali). Później muzycy tłumaczyli się, że chcieli naprawdę zarejestrować ten materiał na żywo, ale wydawca uznał, że koszt takich nagrań będzie zbyt wysoki. Na repertuar złożyły się przeróbki "Nice Boys" Rose Tattoo i "Mama Kin" Aerosmith, jak również dwie autorskie kompozycje: hard rockowy "Reckless Life", stworzony jeszcze w czasach gdy grupa nazywała się Hollywood Rose, a także mało gunsowy "Move to the City", wzbogacony sekcją dętą. Druga połowa "GN'R Lies" to utwory akustyczne. Całkiem nieźle wypadają dwa pierwsze, wyjątkowo zgrabne "Patience" (kolejny przebój grupy) i "Used to Love Her". Za to kolejne dwa - "You're Crazy" (w ostrzejszej wersji znany już z "Appetite for Destruction") i "One in a Million" - są po prostu nużące.

Ocena: 5/10



Guns N' Roses - "GN'R Lies" (1988)

1. Reckless Life; 2. Nice Boys; 3. Move to the City; 4. Mama Kin; 5. Patience; 6. Used to Love Her; 7. You're Crazy; 8. One in a Million

Skład: W. Axl Rose - wokal, pianino; Izzy Stradlin - gitara; Slash - gitara; Duff McKagan - bass; Steven Adler - perkusja
Producent: Guns N' Roses (1-4); Mike Clink (5-8)


18 października 2013

[Recenzja] Guns N' Roses - "Appetite for Destruction" (1987)



Debiutancki album Guns N' Roses ukazał się w idealnym momencie - kiedy rockowa scena była zdominowana z jednej strony przez plastikowy, tandetny "pudel metal", a z drugiej przez zespoły wykonujące ekstremalne odmiany metalu. Ciężko było znaleźć coś pomiędzy - grupy grunge'owe dopiero stawiały swoje pierwsze kroki w garażach i piwnicach, a większość starszych zespołów przeżywała wówczas poważny kryzys twórczy. Właśnie wtedy pojawili się Gunsi, którzy na "Appetite for Destruction" zaprezentowali muzykę ostrą, momentami wręcz dziką, ale nie pozbawioną melodyjności - longplay przyniósł przecież trzy wielkie przeboje, do dzisiaj grane w wielu stacjach radiowych: "Welcome to the Jungle", "Sweet Child o' Mine" i "Paradise City". Nie ma sensu dokładniej ich opisywać, bo chyba każdy je zna. Warto tylko dodać, że z albumu dałoby się wykroić więcej hitów - np. melodyjny "Think About You" to idealny kandydat na singiel, chociaż na małej płycie nigdy nie wydany.

Przyznaję, że nie jestem fanem Gunsów - solówki Slasha nie robią na mnie wielkiego wrażenia (może z wyjątkiem "Sweet Child o' Mine"), a wysoki głos Axla Rose'a strasznie mnie irytuje. "Appetite for Destruction" to jednak solidny album, którego nie wypada nie znać. Dość zróżnicowany - od konkretnych metalowych czadów "Welcome to the Jungle" i "You're Crazy", przez chwytliwy "Paradise City" i balladowy "Sweet Child o' Mine", aż po bardziej rozbudowany "Rocket Queen". Moim ulubionym fragmentem longplaya jest natomiast "It's So Easy", z wyjątkowo niskim wokalem Rose'a (poza końcówką). Kawałek był pierwszym singlem promującym album, ale nie zdobył większej popularności. Trochę dziwne, bo zawiera wszystko, co przyczyniło się do popularności zespołu - mocne brzmienie, chwytliwy refren i długie popisy Slasha.

Ocena: 6/10



Guns N' Roses - "Appetite for Destruction" (1987)

1. Welcome to the Jungle; 2. It's So Easy; 3. Nightrain; 4. Out ta Get Me; 5. Mr. Brownstone; 6. Paradise City; 7. My Michelle; 8. Think About You; 9. Sweet Child o' Mine; 10. You're Crazy; 11. Anything Goes; 12. Rocket Queen

Skład: W. Axl Rose - wokal; Izzy Stradlin - gitara; Slash - gitara; Duff McKagan - bass; Steven Adler - perkusja
Producent: Mike Clink





16 października 2013

[Recenzja] Motörhead - "Aftershock" (2013)



Czego należy spodziewać się po Motörhead? Ostrego, szybkiego i bardzo energetycznego grania - jak na albumach "Overkill" i "Ace of Spades". Już pierwszy udostępniony przez zespół kawałek, "Crying Shame", pokazywał, że muzycy są w dobrej formie. Chociaż średnia ich wieku mocno przekracza 50 lat (Lemmy zbliża się do siedemdziesiątki), to wciąż potrafią przyłożyć mocniej od większości zespołów złożonych z dwudziestolatków. Większość utworów spokojnie mogłaby trafić na któryś z wspomnianych wyżej albumów (np. "Heartbreaker", "End of Time", "Going to Mexico", "Queen of the Damned", "Paralyzed"). Wiele z nich ma też spory potencjał komercyjny - w dobrym tego słowa znaczeniu (np. "Knife", "Keep Your Powder Dry"). 

Na "Aftershock" nie brak jednak bardziej zaskakujących momentów. Już trzeci na płycie "Lost Woman Blues" - zgodnie z tytułem czerpiący z bluesa - charakteryzuje się wolniejszym tempem i dobrą melodią, a także świetnym brzmieniem gitary. Pod koniec muzycy trochę niepotrzebnie przyśpieszają, przez co znika cały klimat kawałka. W całości łagodny jest za to "Dust And Glass" z... delikatnym śpiewem Lemmy'ego! To coś absolutnie nowego w twórczości Motörhead - grupa już wcześniej nagrywała ballady, ale głos wokalisty zawsze brzmiał w nich chropowato. Do nietypowych momentów longplaya zaliczyć można jeszcze "Death Machine", oparty na transowych, monotonnych riffach.

"Aftershock" to po prostu solidny, motörheadowy album. Nowych wielbicieli grupie raczej nie przysporzy, ale wszyscy dotychczasowi powinni być nim zachwyceni. Jeżeli już, to można się przyczepić do obecności zbyt wielu utworów - gdyby zrezygnować z kilku (moje typy: "Do You Believe" i "Silence When You Speak to Me"), longplay mógłby na tym trochę zyskać.

Ocena: 7/10



Motörhead - "Aftershock" (2013)

1. Heartbreaker; 2. Coup De Grace; 3. Lost Woman Blues; 4. End of Time; 5. Do You Believe; 6. Death Machine; 7. Dust And Glass; 8. Going to Mexico; 9. Silence When You Speak to Me; 10. Crying Shame; 11. Queen of the Damned; 12. Knife; 13. Keep Your Powder Dry; 14. Paralyzed

Skład: Lemmy Kilmister - wokal i bass; Phil Campbell - gitara; Mikkey Dee - perkusja
Producent: Cameron Webb


15 października 2013

[Recenzja] Stone Temple Pilots - "High Rise" EP (2013)



Najlepsze lata zespół Stone Temple Pilots ma już dawno za sobą. Każdy kolejny album, jaki nagrywali, był coraz słabszy. Po kompletnej porażce artystycznej w postaci szóstej płyty (bardzo "oryginalnie" zatytułowanej "Stone Temple Pilots"), wydawało się, że już gorzej być nie może. W takich wypadkach często pomaga zmiana składu. Najwyraźniej na to liczyli instrumentaliści STP, pozbywając się ze składu charyzmatycznego frontmana Scotta Weilanda - zresztą jedynego rozpoznawalnego członka grupy. Dziwne posunięcie? Tak, ale zarazem bardzo logiczne, biorąc pod uwagę nałogowe problemy wokalisty. Niewiarygodny wydaje się natomiast wybór jego zastępcy - padło na Chestera Benningtona, na co dzień wydzierającego się w Linkin Park. Okazało się to gwoździem do trumny zespołu, czego dowodem niedawno wydana EPka. Nawet jeśli instrumentalistom udaje się tutaj czasem zabłysnąć bardziej zgrabnymi utworami - co przecież od lat im zupełnie nie wychodziło -  to dziecinny głos Benningtona sprowadza je do przeciętności ("Out of Time", "Tomorrow"). Z drugiej strony, większość zamieszczonych tu kawałków także pod względem muzycznym brzmi po prostu infantylnie ("Black Heart", "Same on the Inside", "Cry Cry").

Jedyną zaletą "High Rise" (swoją drogą, bardziej pasowałby tytuł "High Fall") jest czas trwania - niewiele ponad kwadrans. Choć to i tak zbyt wiele, jak na tak męczącą muzykę. Jeżeli Stone Temple Pilots utrzymają tendencję spadkową, to przy kolejnym ich wydawnictwie będę musiał wprowadzić oceny minusowe.

Ocena: 1/10



Stone Temple Pilots with Chester Bennington - "High Rise"(2013)

1. Out of Time; 2. Black Heart; 3. Same on the Inside; 4. Cry Cry; 5. Tomorrow

Skład: Chester Bennington - wokal; Dean DeLeo - gitara; Robert DeLeo - bass; Eric Kretz - perkusja
Producent: Stone Temple Pilots


13 października 2013

[Artykuł] Najważniejsze utwory Scorpions

Zespołu Scorpions nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. Każdy zna piosenkę z gwizdaniem. Warto jednak przypomnieć, że twórczość tej grupy to nie tylko "Wind of Change" i tandetna przeróbka węgierskiego szlagieru "Gyöngyhajú lány" (w wersji skorpionów nosząca tytuł "White Dove"), jak mogą sądzić słuchacze polskich rozgłośni radiowych. Grupa zaczynała od grania ambitnego rocka, by z czasem stać się jednym z najważniejszych przedstawicieli muzyki hardrockowej. W latach 90. trochę się pogubili - nie tylko z powodu nagrania dwóch wyżej wspomnianych kawałków - ale wcześniej udało im się stworzyć kilka wartościowych rzeczy. Poniższe zestawienie obejmuje 15 najważniejszych utworów, jakie ta niemiecka grupa nagrała w swojej prawie 50-letniej karierze.

Scorpions w 1975 roku: Francis Buchholz, Klaus Meine, Rudy Lenners, Ulrich Roth i Rudolf Schenker.

1. "Lonesome Crow" (z albumu "Lonesome Crow", 1972)

Ponad trzynastominutowa, wielowątkowa kompozycja będąca kwintesencją wczesnego stylu grupy, z pewnością wywołuje szok u wszystkich, dla których Scorpions to zespół od łzawych ballad i komercyjnego hard rocka. W tamtym czasie dopiero szukaliśmy własnego stylu - mówił wokalista Klaus Meine o początkach grupy. Debiutancki album grupy został zaliczony do nurtu zwanego krautrockiem - niemieckiej odmiany ambitnego rocka - z czym nie zgadzali się muzycy. Granice krautrocka wytyczały dokonania takich zespołów, jak Amon Duul II czy Guru Guru - mówił gitarzysta Rudolf Schenker. Nigdy nie czuliśmy żadnego pokrewieństwa z nimi. Zresztą w ogóle nie czuliśmy pokrewieństwa z niemiecką sceną rockową. Od samego początku staraliśmy się tworzyć muzykę, którą dałoby się wpisać w ramy światowego rocka.


2. "Fly to the Rainbow" (z albumu "Fly to the Rainbow", 1974)

"Fly to the Rainbow" był jednym z dwóch utworów na albumie (obok "Far Away"), w których tworzeniu brał udział oryginalny gitarzysta grupy, Michael Schenker (prawdopodobnie jako wynagrodzenie za przejście do brytyjskiego UFO). Młodszy z braci Schenkerów napisał utwór wspólnie ze swoim następcą, Ulim Jonem Rothem.
Jest to kolejny rozbudowany utwór, najlepiej pokazujący ówczesne inspiracje członków zespołu: w środkowej części słychać gitarowe unisona jak żywcem wyjęte z płyt Wishbone Ash, natomiast trzecia, ostatnia część utworu nawiązuje do Jimiego Hendrixa - największego idola i inspiracji Rotha. Utwór rozpoczyna się natomiast delikatnym akustycznym wstępem, który nigdy nie został powtórzony na żywo (prawdopodobnie ze względu na jego złożoną strukturę, nie do odtworzenia przez dwóch gitarzystów).
Na żywo utwór był grany regularnie w latach 1975-79, później został przypomniany na trasie Humanity Tour (2007/08).


3. "In Trance" (z albumu "In Trance", 1975)

To już "właściwy" Scorpions - mocna, hardrockowa ballada. Znaleźliśmy wreszcie własny styl - przyznawał Meine. Natomiast o samym utworze wokalista opowiadał: "In Trance" napisaliśmy z Rudolfem w starym kościółku w Belgii. Nie pamiętam już dlaczego się tam znaleźliśmy. Usiedliśmy w ławkach i w pewnej chwili Rudolf zagrał na gitarze wymyślony pod impulsem chwili riff, który zabrzmiał w tym niezwykłym miejscu magicznie. Dodałem coś od siebie i tak dość szybko stworzyliśmy cały utwór. W jakimś sensie nasza współpraca jako twórców datuje się od tej chwili. Mimo, że już wcześniej napisaliśmy razem kilka kawałków.
"In Trance" został dwukrotnie wydany na singlu - oryginalna wersja w 1976 roku (nie weszła na notowania, jak zresztą żaden inny singiel zespołu z tamtych czasów), a w 1995 nagranie koncertowe z albumu "Live Bites" (również nie notowane na listach sprzedaży). Utwór do dziś sporadycznie grany jest na żywo, jako jeden z nielicznych kawałków z czasów, kiedy w zespole grał Roth.


4. "He's a Woman - She's a Man" (z albumu "Taken by Force", 1977)

Pierwszy utwór którego współkompozytorem był nowy perkusista, Herman Rarebell. Wraz z pomocą Klausa napisał tekst zainspirowany pewnym wydarzeniem na trasie... Byliśmy na promocyjnym tournee w Paryżu i poszliśmy na dzielnicę czerwonych latarni - opowiadał perkusista. Z okna zawołała nas kobieta, podeszła do nas i powiedziała: "Cześć, jak się macie?". Po niemiecku. Okazała się niemieckim transwestytą. Zainspirowało mnie to i tej nocy napisałem o tym tekst. Rudolf Schenker dopisał muzykę, w tym charakterystyczny, ciężki riff, dzięki któremu utwór bywa uznawany za pierwszy kawałek speed metalowy, lub nawet thrash metalowy.
"He's a Woman - "She's a Man" został wydany na singlu (z pierwszą niealbumową stroną B w historii zespołu - "Suspender Love"), ale nie wszedł do notowań. Utwór sporadycznie grany jest na koncertach do dzisiaj.


5. "We'll Burn the Sky" (z albumu "Taken by Force", 1977)

Autorem tekstu "We'll Burn the Sky" jest Monika Dannemann - znana jako ostatnia dziewczyna Jimiego Hendrixa, a także ostatnia osoba, jaka widziała go żywego; późniejsza żona Ulricha Rotha. Słowa Dannemann były początkowo poematem, napisanym w hołdzie Hendrixowi. Muzyka została skomponowana przez Rudolfa Schenkera.
Do dzisiaj utwór jest często wykonywany przez grupę na żywo - najczęściej ze wszystkich utworów, w których wersjach studyjnych grał Roth. "We'll Burn the Sky" można było usłyszeć na ponad 200 koncertach (według niepełnych danych portalu setlist.fm).


6. "Holiday" (z albumu "Lovedrive", 1979)

Jedna z wielu typowych dla grupy ballad. "Holiday" nie był co prawda przebojem, ale publiczność do dzisiaj domaga się go na koncertach - mówił Meine. Na singlu utwór został wydany dopiero w 1990 roku, w zremiksowanej wersji przygotowanej na kompilację "Best of Rockers 'n' Ballads" (1989). Na małej płycie ukazała się również koncertowa wersja utworu, pochodząca z albumu "Acoustica" (2001).
W koncertowej setliście "Holiday" pojawił się w 1980 roku i do dzisiaj jest regularnie grany na większości koncertów zespołu.


7. "The Zoo" (z albumu "Animal Magnetism", 1980)

Według rankingu setlist.fm jest to najczęściej wykonywany na żywo utwór zespołu - do tej pory zabrzmiał ze sceny 825 razy, wyprzedzając takie przeboje, jak "Rock You Like a Hurricane" (806 razy) czy "Still Loving You" (741 razy), nie wspominając już o "Wind of Change" (647 razy).
Utwór został skomponowany przez Rudolfa Schenkera w 1979 roku, podczas amerykańskiej trasy zespołu. Kiedy gitarzysta po raz pierwszy zagrał główny riff Klausowi Meine, ten od razu wpadł na pomysł tekstu, zainspirowany wizytą w Nowym Jorku - mieście porównanym przez wokalistę do tytułowego zoo.
"The Zoo" został wydany na singlu i odniósł umiarkowany sukces (75. miejsce w Wielkiej Brytanii). W 2011 roku zespół nagrał utwór ponownie, na album "Comeblack".
W 1998 roku własną wersję utworu nagrał Bruce Dickinson, wokalista (wówczas były) Iron Maiden.


8. "No One Like You" (z albumu "Blackout", 1982)

Pierwszy międzynarodowy hit zespołu - 40. miejsce na notowaniu niemieckim, 64. na brytyjskim i 65. na amerykańskim, a także 1. miejsce na liście Billboard Rock Tracks. Trzy lata później utwór został ponownie wydany na małej płycie, tym razem w wersji koncertowej (z albumu "World Wide Live", 1985).
Pamiętam, że kilka razy przymierzałem się do napisania tego utworu, ale zupełnie mi nie szło - mówił Meine. I dopiero pewnego ranka, wylegując się na trawie, przelałem tęsknotę za Gaby, moją żoną, w słowa "No One Like You". Podobno pierwotnie tekst został napisany po niemiecku, a jego znacznie zostało częściowo zmienione podczas tłumaczenia.
"No One Like You" od samego początku był grany na żywo, znalazł się w setliście wszystkich tras, jakie od tamtej pory się odbyły, ale podczas wielu z nich grany był tylko sporadycznie. W 2011 roku zespół nagrał utwór ponownie, na album "Comeblack".


9. "When the Smoke Is Going Down" (z albumu "Blackout", 1982)

Jedna z najbardziej znanych ballad zespołu (chociaż nigdy nie wydana na singlu), z pozornie głębokim tekstem, który po wyjaśnieniu wokalisty okazuje się banalny i zupełnie nie pasujący do smutnej muzyki. W tej piosence próbowałem opisać chwilę, którą bardzo lubię - mówił Meine. Po udanym koncercie wychodzę z garderoby i na moment wracam na scenę. Ludzie rozeszli się już do domów, sala jest pusta. Na podłodze leżą puszki, jakieś śmieci. Ale w powietrzu ciągle czuje się atmosferę tego, co się tam wydarzyło. Jedynie dym opada już na ziemię. Przeżyłem to tyle razy, że mam ten obraz przed oczami. W każdej chwili mogę przywołać nastrój takiej chwili. A utwór "When the Smoke Is Going Down" jest próbą opisania go.
Utwór po raz pierwszy został zagrany na żywo dopiero w 1993 roku. Od tamtego czasu obecny był w setlistach wszystkich tras, aczkolwiek tylko podczas Humanity Tour grany był na każdym koncercie.


10. "Rock You Like a Hurricane" (z albumu "Love at First Sting", 1984)

Prawdziwy hardrockowy hymn, skomponowany przez Rudolfa Schenkera w czasie, gdy grupę chwilowo opuściła sekcja rytmiczna, Herman Rarebell i Francis Buchholz. Pierwsza, instrumentalna wersja utworu została nagrana w 1983 roku (z udziałem byłych muzyków Rainbow, perkusisty Bobby'ego Rondinelli i basisty Jimmy'ego Baina, jako muzyków sesyjnych). Tekst został napisany później, po powrocie Rarebella i Buchholza.
To piosenka, którą zrodziły przeżycia podczas tras Scorpionsów po Ameryce: szalona zabawa z szalonymi dziewczynami - w autokarze, na zapleczu sceny - mówił Meine. Ja wymyśliłem tylko refren: "Here I am / Rock you like a hurricane", a Herman całą resztę, ze słowami: "The bitch is hungry / She needs to tell / So give her inches / And fell her well"... Myślę, że powstał tekst, który dość dobrze oddaje szaleństwo życia w rock'n'rollowej trasie.
Utwór został wydany na singlu (25. miejsce w Stanach, 78. w Wielkiej Brytanii). Odkąd tylko został napisany jest stałym punktem każdego koncertu zespołu.
Zespół nagrał "Rock You Like a Hurricane" ponownie w 2000 roku, na album "Moment of Glory" z udziałem orkiestry (utwór nosi tam tytuł "Hurricane 2000"; w tej wersji również ukazał się na singlu) i jeszcze w 2011 roku, na album "Comeblack". Na koncertowym albumie "Acoustica" utwór nosi tytuł "Hurricane 2001").


11. "Still Loving You" (z albumu "Love at First Sting", 1984)

Kolejna słynna ballada zespołu, napisana wiele lat przed zarejestrowaniem jej w studio: Rudolf grał nam tę kompozycje wiele razy, ale minęło siedem lat, nim zdecydowaliśmy się ją nagrać - mówił Meine. Dopiero wtedy napisałem tekst. Byłem w Hanowerze. I wyszedłem na spacer n łąki niedaleko domu. To było zimą, padał śnieg, zrobiło się pięknie i romantycznie. I nagle przyszły mi do głowy słowa pasujące do melodii Rudolfa. Nie miałem jednak przy sobie nic do pisania. Pamiętam, że układałem w głowie kolejne wersy tekstu, ale strasznie się bałem, że je zapomnę. I rzeczywiście, niektóre fragmenty uleciały z pamięci, ale większość zapamiętałem. Brakujące wersy wymyśliłem na nowo. Tematyka tekstu nie jest zbyt wyszukana: "Still Loving You" jest dramatyczną historią związku, który się rozpadł. Kochankowie nie są już razem, facet nie może się z tym pogodzić - wyjaśniał wokalista. Muzycznie jednak kompozycja do dzisiaj robi wrażenie, co przyznaje Meine: Bardzo lubię "Still Loving You". Cudowna, pełna liryzmu melodia i pełen dramatyzmu tekst składają się moim zdaniem na mocną, poruszającą całość.
Utwór został wydany na singlu i wszedł na amerykańską listę (64. miejsce). Lepiej radził sobie w Niemczech (14. miejsce), a najwyższą, 3. pozycję, osiągnął w Szwecji i Francji. Utwór cieszył się ogromną popularnością zwłaszcza w tym ostatnim kraju, gdzie wiele par dało wtedy dzieciom imię Sly, bo były to pierwsze litery tytułu "Still Loving You" - wyjaśniał Schenker. Zespół nawiązał do tego w utworze "SLY" z albumu "Sting in the Tail", wydanego w 2010 roku.
Utwór jest regularnie grany podczas większości koncertów zespołu. Podobnie jak "Rock You Like a Hurricane", zespół nagrał "Still Loving You" ponownie na albumy "Moment of Glory" i "Comeblack".


12. "Big City Nights" (z albumu "Love at First Sting", 1984)

Trzeci singiel z albumu, w przeciwieństwie do dwóch poprzednich notowany tylko w Wielkiej Brytanii (76. miejsce). Mimo to, należy jednak do najbardziej lubianych utworów zespołu, regularnie wykonywanym na żywo (wg setlist.fm tylko "The Zoo" i "Rock You Like a Hurricane" były grane częściej, ale strona ma niekompletne informacje).
Podobnie jak w przypadku dwóch powyższych hitów, zespół postanowił nagrać "Big City Nights" ponownie. Po raz pierwszy na "Moment of Glory" - tamtejsza wersja jest o tyle ciekawa, że zamiast Klausa Meine'a śpiewa w niej Ray Wilson (znany przede wszystkim z albumu "Calling All Stations" Genesis). Nie bardzo wiadomo jak doszło do tej współpracy. Słuchałem Scorpionsów, gdy byłem nastolatkiem - przyznawał Wilson, ale dodawał: Nigdy nie byłem ich wielkim fanem. Zespół nagrał utwór także w 2011 roku, ale trafił tylko na japońskie wydanie albumu "Comeblack".


13. "Rhythm of Love" (z albumu "Savage Amusement", 1988)

To numer, który odniósł duży sukces w latach 80. - mówił Klaus Meine. I jeden z naszych ulubionych kawałków Scorpions. Nawet jeśli nie zawsze wykonujemy go podczas koncertów. To trudny utwór, zwłaszcza z punktu widzenia wokalisty. Ale wspaniały, ma świetny riff. W chwili ukazania się albumu "Savage Amusement" był bardzo popularny w Stanach.
Utwór rzeczywiście był często grany w tamtejszych stacjach radiowych, o czym świadczy 6. pozycja na Mainstream Rock Chart. Aczkolwiek sprzedaż singla w USA nie była zbyt wysoka - kawałek doszedł zaledwie do 75. miejsca listy Billboardu. Nieco lepiej poradził sobie w Wielkiej Brytanii (59. miejsce).
"Rhythm of Love" jest dość regularnie wykonywany podczas koncertów. W 2011 roku zespół nagrał utwór ponownie, na album "Comeblack".


14. "Wind of Change" (z albumu "Crazy World", 1990)

Najsłynniejszy utwór zespołu powstał pod wpływem wizyty muzyków w Rosji, w 1989 roku. Autorem kompozycji jest Klaus Meine. Skomponowałem ten utwór na klawiszach, dodając gwizdanie, które oddawało mój ówczesny nastrój - mówił wokalista. W innym wywiadzie jednak przyznawał: Miałem poczucie, że to coś wyjątkowego, ale nie byłem pewien, co myśleć o partii gwizdanej. Nie wiedziałem jak zareaguje na nią zespół. Piosenka im się spodobała, ale też wahali się co do tego gwizdania. Nie tylko oni nie byli nim zachwyceni: Producenci chcieli wyrzucić gwizdanie, ale okazało się przecież znakiem firmowym piosenki! - oburzał się Klaus. To dlatego jest tak wyjątkowa, poza przesłaniem politycznym.
No właśnie, przesłanie polityczne - tekst utworu nawiązuje do przemian politycznych w Europie Środkowo-Wschodniej pod koniec lat 80., które przyczyniły się do upadku ZSRR i zakończenia zimnej wojny. Najlepiej podsumowują to słowa Rudolfa Schenkera: "Wind of Change" stało się ścieżką dźwiękową dla największej pokojowej rewolucji w dziejach ludzkości. To było coś wyjątkowego. Dzięki tej piosence dostaliśmy zaproszenie od Michaiła Gorbaczowa, gdy dzierżył jeszcze władzę na Kremlu. Prezydent Związku Radzieckiego spotkał się z zespołem pod koniec 1991 roku. Byłem zaskoczony, że w czasie gwałtownych zmian w kraju - kilkanaście dni później [Gorbaczow] ustąpił, a Związek Radziecki przeszedł do historii - znalazł czas na to, by spotkać się z zespołem rockowym  - mówił Meine.
Utwór został wydany na singlu w kwietniu 1991 roku i stał się największym przebojem zespołu, dochodząc do 2. miejsca w Wielkiej Brytanii, 4. w Stanach, oraz do 1. w kilku krajach europejskich, m.in. w Niemczech i Francji. W Polsce "Wind of Change" spędził siedem tygodni na szczycie Listy Przebojów Trójki.
Popularność utworu sprawiła, że zespół nagrał go także w dwóch innych wersjach, śpiewanej po hiszpańsku ("Vientos de Cambio") oraz po rosyjsku ("Ветер Перемен"). Grupa regularnie wykonuje utwór na żywo. "Wind of Change" został ponownie nagrany na albumy "Moment of Glory" i "Comeblack".


15. "Moment of Glory" (z albumu "Moment of Glory", 2000)

Stworzyłem tę piosenkę w 1997 lub 1998 roku jako propozycję tematu muzycznego wystawy Expo 2000, organizowanej w naszym rodzinnym mieście, w Hanowerze - mówił Meine. Ponieważ już wtedy planowaliśmy nagranie płyty z Filharmonikami Berlińskimi, od początku planowałem ją zaśpiewać z orkiestrą. Dlatego podczas komponowania nie myślałem o niej w kategoriach kawałka rockowego, jakie zwykle wykonuje ze Scorpions, a raczej w kategorii utworu na głos i orkiestrę. Oczywiście, nie miałem żadnej pewności, że organizatorzy Expo zaakceptują moją propozycję. Byłem zaskoczony, kiedy właśnie "Moment of Glory" zaakceptowano jako hymn wystawy. A wykonanie utworu z Filharmonikami Berlińskimi podczas Expo w Hanowerze było dla mnie niezwykłym przeżyciem. Później zaś stał się kawałkiem tytułowym naszej orkiestrowej płyty.
Warto dodać, że Scorpionsi już od połowy lat 90. pracowali nad albumem z orkiestrą. Błędem okazało się zaangażowanie do współpracy kompozytora i aranżera Michaela Kamena, który wycofał się z projektu, gdy prace były już na dość zaawansowanym etapie... po czym sprzedał pomysł Metallice. Ich album "S&M" ukazał się w 1999 roku - rok przed "Moment of Glory", przez co Scorpionsi zostali powszechnie uznani za plagiatorów.
Utwór "Moment of Glory" został wydany na singlu, ale nie zdobył większej popularności (wszedł tylko na niemiecką listę, na której doszedł do 67. miejsca).


16. "New Generation" (z albumu "Unbreakable", 2004)

Po dekadzie eksperymentów (złagodzenie brzmienia na "Pure Instinct", uwspółcześnienie go na "Eye II Eye", do tego albumy z orkiestrą i koncertem unplugged) Scorpionsi postanowili wrócić do ciężkiego rocka na albumie "Ubreakable". Najbardziej reprezentatywnym dla niego utworem jest otwierający go "New Generation". Na początku 2003 roku odbyliśmy trzymiesięczną trasę po Stanach z zespołem Whitesnake jako supportem - mówił Meine. To wtedy doszło do kryzysu irackiego i wszystko wskazywało na to, że wybuchnie wojna, co zresztą w pewnym momencie, w marcu, nastąpiło. Z drugiej jednak strony można było zaobserwować aktywizację ruchów pokojowych - na ulicach miast, od Nowego Jorku po San Francisco, widziało się manifestantów protestujących przeciwko wojnie. Wiele z tego, co wtedy działo się w Ameryce, przeniknęło do tekstu "New Generation". Powstała piosenka o naszych czasach, o świecie, w którym żyjemy, o tym wszystkim, co mu zagraża, jak choćby terroryzm. Piosenka nie tylko o nas, ale też o młodym pokoleniu, które wkrótce przejmie pałeczkę i które przede wszystkim powinno zaangażować się w walkę o lepszy świat, świat bez wojen. Dlatego wpadłem na pomysł, by do udziału w końcówce nagrania zaprosić grupę nastolatków - by zabrzmiał tam głos pokolenia, które już niedługo będzie rządzić światem.
Chór który wystąpił w nagraniu nosi nazwę Jody's Kids. Warto dodać, że "Unbreakable" to pierwszy album zespołu nagrany z basistą Pawłem Mąciwodą.


11 października 2013

[Recenzja] Budgie - "Deliver Us from Evil" (1982)



Trasa promująca album "Nightflight" obejmowała 24 koncertów, z których 13 odbyło się w Polsce. Była to jedna z pierwszych zachodnich kapel jakie odwiedziły nasz kraj - nic więc dziwnego, że z miejsca stała się grupą kultową. Na rezultaty nie trzeba było długo czekać: dwa utwory z wydanego wkrótce albumu "Deliver Us from Evil" - "Alison" i "Hold on to Love" - weszły na listę przebojów Trójki, będącą wówczas największym wyznacznikiem popularności w Polsce. Sam album jest jednak ogromnym rozczarowaniem, w porównaniu ze wcześniejszą twórczością. Zespół, w składzie poszerzonym o klawiszowca, postanowił złagodzić swoją muzykę. Komercyjne nastawienie muzyków słyszalne jest już od otwierającego album "Bored with Russia", a na całym longplayu aż mdli od przesłodzonych, banalnych melodii (np. "Don't Cry", "N.O.R.A.D."). Nawet w ostrzejszych, prawie pozbawionych klawiszy "Give Me the Truth" i "Hold on to Love", muzycy nie zapomnieli o radiowych melodiach. Apogeum kiczu zostaje jednak osiągnięte we wspomnianym "Alison", z pseudo-klasycznymi brzmieniami z syntezatora. Jedynym utworem, który jakoś się broni, jest druga ballada, smutna "Flowers in the Attic". Trochę zepsuta kiczowatymi, smyczko-podobnymi dźwiękami, ale mająca swój urok. Niestety, nie można tego powiedzieć o żadnym innym utworze, jaki się tutaj znalazł. "Deliver Us from Evil" to płyta, która nigdy nie powinna być wydana.

Ocena: 2/10



Budgie - "Deliver Us from Evil" (1982)

1. Bored with Russia; 2. Don't Cry; 3. Truth Drug; 4. Young Girl; 5. Flowers in the Attic; 6. N.O.R.A.D. (Doomsday City); 7. Give Me the Truth; 8. Alison; 9. Finger on the Button; 10. Hold on to Love

Skład: Burke Shelley - wokal i bass; John Thomas - gitara; Steve Williams - perkusja; Duncan McKay - instr. klawiszowe
Producent: Don Smith


10 października 2013

[Recenzja] Budgie - "Nightflight" (1981)



Budgie na "Nightflight" dalej podąża za swoimi uczniami z nurtu Nowej Fali Brytyjskiego Heavy Metalu (nawet zrobienie okładki zlecili Derekowi Riggsowi, znanemu z współpracy z Iron Maiden). Tym razem wyszło to jednak o wiele bardziej przekonująco. Muzycy nauczyli się w końcu pisać utwory w tym stylu tak, żeby każdy z nich był rozpoznawalny. Pewnie nie bez znaczenia jest też fakt, że produkcją zajął się zawodowiec, a nie sami muzycy - przynajmniej pod względem brzmieniowym jest tu znacznie lepiej, niż na poprzednich wydawnictwach zespołu. A same utwory? W porównaniu z "Power Supply" są mniej agresywne, bardziej melodyjne. Najbardziej wyróżnia się otwierający całość "I Turned to Stone", łączący balladowe zwrotki z ostrym, ale bardzo chwytliwym, refrenem, dodatkowo pojawiają się tu aż dwie długie gitarowe solówki - wrażenie robi zwłaszcza druga z nich, rozbrzmiewająca po zmyłce w postaci wyciszenia.

Ciężko przebić taki początek... i grupie rzeczywiście się to nie udaje. Aczkolwiek jeszcze kilka kawałków można wyróżnić na plus. Przede wszystkim "Don't Lay Down and Die", przypominający trochę Deep Purple - skojarzenie to wywołuje gra sekcji rytmicznej, a także zastosowania organów Hammonda - chociaż instrument ten słychać tylko w tle, a na pierwszym planie królują riffy i solówki Johna Thomasa. Dobre wrażenie sprawia jeszcze przebojowy, w dobrym tego słowa znaczeniu, "Keeping a Rendezvous". Reszta albumu niestety przypomina o zagubieniu grupy - są fragmenty kiczowate ("Reaper of the Glory"), sztampowe ("She Used Me Up", "Superstar"), a nawet popowe ("Apparatus", "Change Your Ways"). Zamykający całość "Untitled Lullaby" to tylko minutowa, instrumentalna miniaturka, oparta na brzmieniu gitary akustycznej.

Ocena: 6/10



Budgie - "Nightflight" (1981)

1. I Turned to Stone; 2. Keeping a Rendezvous; 3. Reaper of the Glory; 4. She Used Me Up; 5. Don't Lay Down and Die; 6. Apparatus; 7. Superstar; 8. Change Your Ways; 9. Untitled Lullaby

Skład: Burke Shelley - wokal i bass; John Thomas - gitara; Steve Williams - perkusja
Producent: Don Smith


9 października 2013

[Recenzja] Pearl Jam - "Lightning Bolt" (2013)



Pearl Jam dołączył do grona wykonawców, którzy już na tydzień przed oficjalną premierą nowego albumu zdecydowali się udostępnić wszystkie utwory do darmowego odsłuchu na iTunesie. Dzięki temu recenzja "Lightning Bolt" może ukazać się na blogu, zanim longplay trafi do sklepów, a nade mną nie wisi presja czasu. W tym wypadku jest to bardzo pomocne, bo mimo wielu przesłuchań długo nie wiedziałem, co napisać. Nie jest to taki album, na jaki czekałem. Nie, nawet nie marzyłem, że nagrają nowy "Ten", czy chociaż "Vs." lub "Vitalogy". Ale po całkiem solidnym "Backspacer" z 2009 roku, spodziewałem się, że muzycy nagrają jego kontynuacje. Tymczasem "Lightning Bolt" to powrót kilka lat wstecz, do tego niezbyt udanego okresu, w którym muzycy sami za bardzo nie wiedzieli co chcą grać, więc proponowali mnóstwo dziwnych eksperymentów.

Dobrą zapowiedzią albumy były już poprzedzające go single: "Mind Your Manners" i "Sirens". A to dlatego, że oba są utrzymane w diametralnie różnych stylistykach. Pierwszy - brudny, punkowy, chaotyczny. Drugi - balladowy, ze zgrabną melodią i starannie zaaranżowanymi partiami instrumentalnymi. Na "Lightning Bolt" składają się właśnie utwory, pomiędzy którymi ciężko znaleźć wspólny mianownik (poza charakterystycznym wokalem Eddiego Veddera). Album rozpoczyna energetyczny "Getaway" - porywający od pierwszych sekund, bardzo chwytliwy kawałek. Zdecydowanie będący moim faworytem z całej płyty. Bardzo pozytywny, wprowadzający w dobry nastrój - który zaraz psuje wspomniany już "Mind Your Manners", następujący tuż po nim. O kolejnym utworze, "My Father's Son", można napisać właściwie tylko tyle, że jest. O "Sirens" też już pisałem - ładny kawałek, ale bardziej pasowałby na zakończenie. Jako czwarty utwór za szybko uspokaja album i słuchacza.

Tytułowy "Lightning Bolt" - banalny i nijaki. Tuż po nim rozpoczyna się bardziej eksperymentalna część longplaya. "Infallible" z początku intryguje nietypową rytmiką i brzmieniem, ale w połowie zaczyna nudzić. "Pendulum" opiera się głównie na klawiszowym motywie, gitary pojawiają się dopiero pod koniec, wraz z okropnie kiczowatymi chórkami. W "Swallowed Whole" jest nieco bardziej dynamicznie, ale kawałek zdominowany jest przez brzmienia akustyczne. W sumie nic specjalnego. Zwrotki "Let the Records Play" za bardzo przypominają "Personal Jesus" Depeche Mode, ale najgorzej wypada tu rozwleczony refren. Zastanawiam się po co grupa nagrała "Sleeping By Myself", znany już z solowej płyty Veddera, "Ukulele Songs"? Tam wokaliście towarzyszył tylko akompaniament ukulele, tutaj cały zespół, ale wielkiej różnicy nie ma. Na koniec czekają jeszcze dwa smęty - zwyczajnie nudny "Yellow Moon", oraz "Future Days", który mógłby się obronić w skróconej wersji, ze skromniejszą aranżacją - bez tych wszystkich klawiszy i smyczków.

Podsumowując, nie jest to udany album. Zdecydowanie poniżej poziomu, na jaki stać tych muzyków. Zwolennicy późniejszych albumów Pearl Jam mogą tej płyty posłuchać, na pewno znajdą tu dla siebie kilka interesujących fragmentów. Jeśli ktoś jednak czeka na nowy "Alive" czy "Jeremy" - spokojnie może sobie poznawanie "Lightning Bolt" odpuścić.

Ocena: 6/10



Pearl Jam - "Lightning Bolt" (2013)

1. Getaway; 2. Mind Your Manners; 3. My Father's Son; 4. Sirens; 5. Lightning Bolt; 6. Infallible; 7. Pendulum; 8. Swallowed Whole; 9. Let the Records Play; 10. Sleeping By Myself; 11. Yellow Moon; 12. Future Days

Skład: Eddie Vedder - wokal, gitara, ukulele; Mike McCready - gitara; Stone Gossard - gitara; Jeff Ament - bass; Matt Cameron - perkusja
Gościnnie: Ann Marie Calhoun - instr. smyczkowe; Brendan O'Brien - pianino
Producent: Brendan O'Brien