19 maja 2013

[Recenzja] Thin Lizzy - "Renegade" (1981)



"Renegade" powszechnie uznawany jest za artystyczną porażkę Thin Lizzy... i niestety spory w tym prawdy. Chociaż początek tego nie zapowiada. "Angel of Death" to jedna z najbardziej niesamowitych kompozycji grupy. Jej współautorem jest klawiszowiec Darren Wharton, który brał udział już w nagrywaniu "Chinatown", tym razem mający jednak status członka zespołu. I to właśnie jego mrocznym wstępem utwór się rozpoczyna - skojarzenia od razu biegną w kierunku Pink Floyd, a wrażenie to pogłębia się wraz z wejściem pulsującej linii basu. Po chwili jednak dołączają ciężkie, heavy metalowe gitarowe riffy i mocny śpiew Lynotta. Chociaż w środku pojawia się elektroniczna wstawka, dzięki czemu zostaje zachowany progresywny charakter utworu. Dalej na płycie nie jest jednak równie wspaniale.

Bronią się jeszcze typowe dla grupy utwory, jak "The Pressure Will Blow" (są tu charakterystyczne unisona gitar i dobra melodia), oraz "Hollywood (Down on Your Luck)" (najzgrabniejszy na płycie, z najbardziej chwytliwym refrenem). Pozostałe kawałki niestety nie robią najlepszego wrażenia - niektóre są zbyt rozwleczone ("Renegade", "It's Getting Dangerous"), inne zanadto eksperymentalne ("Fats" z jazzrockowymi partiami Whartona, akustyczny "Mexican Blood" w latynoskim klimacie), albo po prostu nijakie ("Leave This Town", "No One Told Him"). Najbardziej jednak w ich odbiorze przeszkadza słaba forma wciąż uzależnionego Lynotta - naprawdę ciężko słucha się jego wymęczonych partii wokalnych (zwłaszcza w "Fats").

Szkoda, że ten album został w ogóle wydany. Trzy najlepsze utwory mogły trochę poczekać i znaleźć się dopiero na kolejnym wydawnictwie, pozostałe nie powinny nigdy ujrzeć światła dziennego. "Renegade" ma za to walor edukacyjny - pokazuje co narkotyki mogą zrobić z utalentowanym człowiekiem.

Ocena: 4/10



Thin Lizzy - "Renegade" (1981)

1. Angel of Death; 2. Renegade; 3. The Pressure Will Blow; 4. Leave This Town; 5. Hollywood (Down on Your Luck); 6. No One Told Him; 7. Fats; 8. Mexican Blood; 9. It's Getting Dangerous

Skład: Phil Lynott - wokal i bass; Scott Gorham - gitara; Snowy White - gitara; Brian Downey - perkusja; Darren Wharton - instr. klawiszowe
Producent: Thin Lizzy i Chris Tsangarides


2 komentarze:

  1. Pozwolę się nie zgodzić z autorem recenzji. Wspaniała i bardzo niedoceniana płyta. Są takie krążki, które zyskują gdy słucha się ich jednym tchem. "Renegade" zaliczam do jednej z takich płyt. Jasne, nie ma tu mocy, hardrockowej energii poprzednich płyt ale chyba nie to miało świadczyć o jej sile. Jest inaczej, trochę nietypowo jak na ten zespół. Ja tu dostrzegam fantastyczny feeling Lynotta, umiejętność interpretacji, klimat, pomysł, subtelność. Fantastycznie wplecione klawisze. Całość wciąga z każdym przesłuchaniem. "Fats" dziwne ? Może ale jak się tego słucha ! Tylko Phill może to zaśpiewać w taki sposób. Zresztą niczego bym nie wywalił. Krążek chwilami może bardziej kojarzyć się z solowymi dokonaniami Lynotta może dlatego nie przypadł do gustu ortodoksyjnym fanom Thin Lizzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie jestem ortodoksyjnym fanem Thin Lizzy ;) Nie jest to jeden z moich ulubionych zespołów, w kolekcji mam tylko dwa albumy: "Live and Dangerous", świetnie sprawdzający się w roli "greatest hits", oraz "Black Rose", ze względu na fantastyczny utwór tytułowy. A powyższa recenzja jest stara i nie wiadomo, czy dziś oceniłbym ten album tak samo. Nie słyszałem go od tamtego czasu.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.