7 maja 2013

[Recenzja] Thin Lizzy - "Nightlife" (1974)



Zanim grupa przystąpiła do nagrywania swojego czwartego albumu, ze składu postanowił odejść Eric Bell. W dość widowiskowy sposób - w trakcie występu po prostu rzucił gitarę i zszedł ze sceny. Na jego miejsce zatrudniono Gary'ego Moore'a, z którym Phil Lynott grał już wcześniej w grupie o nazwie Skid Row, jednak i on wkrótce zrezygnował. Wówczas podjęto decyzje o przyjęciu aż dwóch nowych gitarzystów - Johna Du Canna (ex-Atomic Rooster) i Andy'ego Gee. Było to jednak rozwiązanie tymczasowe, wyłącznie na czas niemieckiej trasy w maju 1974 roku. Po jej zakończeniu zorganizowany został kasting, dzięki któremu do zespołu dołączyli Scott Gorham i Brian Robertson. Jak się okazało, właśnie wtedy narodził się najtrwalszy skład w historii Thin Lizzy, który wystąpił razem na pięciu albumach studyjnych i jednym koncertowym. "Nightlife" to pierwszy z nich.

Niestety, na longplayu nie skorzystano właściwie z możliwości, jakie dawała obecność dwóch gitarzystów w składzie. Paradoksalnie, jest to album delikatniejszy od poprzednich (i kolejnych), zdominowany przez ballady, często o dość uduchowionym nastroju (np. "Showdown"), jednak przeważnie przesłodzone aranżacyjnie ("Night Life", "Frankie Carroll", "Dear Heart"). Jest wśród nich jednak jedna prawdziwa perła - "Still in Love with You", klimatem przypominająca (późniejsze) bluesowe ballady Gary'ego Moore'a. Nic dziwnego, utwór został zarejestrowany jeszcze w trakcie jego krótkiej współpracy z zespołem. Sekcja rytmiczna leniwie prowadzi melodie, a na jej tle rozbrzmiewają prześliczne solówki Moore'a i wokalny duet Lynotta ze szkockim wokalistą Frankiem Millerem. To zdecydowanie jeden z najlepszych utworów w dorobku Thin Lizzy, a zarazem najwspanialszy ze wszystkich ballad zespołu. Poza tym warto wyróżnić bardziej dynamiczne fragmenty albumu. Znalazły się tutaj tylko dwa ciężkie utwory: chwytliwy "It's Only Money", z fantastycznym riffowaniem i świetnymi fragmentami, w których partii wokalnej towarzyszy tylko perkusja, oraz intensywny "Sha La La". I aż chciałoby się takich więcej, bo oba są naprawdę udane. Dynamicznie, choć lżej, jest także w "Philomena", w którym intrygująco połączono nieco funkową rytmikę z brzmiącym bardzo irlandzko gitarowym motywem przewodni; znalazła się tu także jedna z lepszych solówek z tego albumu.

"Nightlife" to dziwny album. Z jednej strony słychać rozwój zespołu, szczególnie pod względem kompozytorskim. Z drugiej zaś - coś z tym albumem jest ewidentnie nie tak, jak być powinno. Większość zawartych tutaj utworów utrzymana jest w nieodpowiednim dla tego zespołu stylu. I eksperymenty te wypadają zdecydowanie słabiej od bardziej typowych kawałków. Jednak słuchając niesamowitego  "Still in Love with You" można zapomnieć o wszystkich wadach tego longplaya. I to właśnie ze względu na jego obecność podciągnąłem ocenę całości o co najmniej jeden punkt.

Ocena: 7/10



Thin Lizzy - "Nightlife" (1974)

1. She Knows; 2. Night Life; 3. It's Only Money; 4. Still in Love with You; 5. Frankie Carroll; 6. Showdown; 7. Banshee; 8. Philomena; 9. Sha La La; 10. Dear Heart

Skład: Phil Lynott - wokal i bass; Scott Gorham - gitara; Brian Robertson - gitara, dodatkowy wokal; Brian Downey - perkusja i instr. perkusyjne
Gościnnie: Jean Roussel - instr. klawiszowe; Gary Moore - gitara (3); Frankie Miller - dodatkowy wokal (3)
Producent: Phil Lynott i Ron Nevison


Brak komentarzy

Prześlij komentarz