16 maja 2013

[Recenzja] Thin Lizzy - "Black Rose: A Rock Legend" (1979)



Po kilku latach stabilnego składu Thin Lizzy, znowu zaczęły się problemy z muzykami. Gitarzysta Brian Robertson postanowił odejść, by wraz z Jimmym Bainem (byłym basistą Rainbow i Dio) założyć grupę Wild Horses, która zresztą nigdy nie odniosła sukcesu - przede wszystkim dlatego, że była tylko kiepską podróbką Thin Lizzy. Co ciekawe, Bain zagrał gościnnie na kolejnej płycie Irlandyczków, "Black Rose: A Rock Legend", w utworze "With Love". Zastępcą Robertsona został natomiast dawny znajomy grupy, Gary Moore. Można było mieć obawy, czy taki indywidualista odnajdzie się dobrze w zespole - jednak udało mu się stworzyć naprawdę świetny gitarowy duet ze Scottem Gorhamem.

"Black Rose: A Rock Legend" to bardzo przebojowy longplay, w chwili wydania notowany wyżej od "Jailbreak" i "Bad Reputation". Znalazły się tutaj dwa spore przeboje - "Waiting for an Alibi" i "Do Anything You Want To" - których sukces może nieco dziwić. Pierwszy napędzany jest przez świetny motyw basowy, ale jego refren jest strasznie banalny; natomiast drugi z tych utworów w całości wypada banalnie. Lepiej na single nadawałaby się dwa inne utwory: bardzo chwytliwy, ale nie ocierający się o kicz, "Got to Give It Up" (który zresztą został wydany na małej płycie w Stanach), oraz naprawdę rewelacyjny "With Love" - czadowy, ale ciekawie wzbogacony gitarą akustyczną.

Ogólnie problem z tym albumem polega na tym, że wiele utworów brzmi do siebie podobnie, np. "Get Out of Here" został zbudowany z identycznych patentów, co "Waiting for an Alibi". Ale znalazły się tutaj także trzy utwory znacznie odstające od reszty. Pierwszy z nich, "S&M", brzmi jak nieudany żart, ale już kolejny - akustyczna ballada "Sarah" (poza tytułem niemająca nic wspólnego z identycznie zatytułowanym utworem z drugiego albumu grupy, "Shades of a Blue Orphanage") - wypada bardzo ciekawie. Ciężko jednak uwierzyć, ze to naprawdę ten zespół - Lynott śpiewa zupełnie inaczej niż zwykle, bardziej delikatnie, zaś jedynym grającym tu gitarzystą jest Moore. Ponadto na perkusji podobno zagrał Mark Nauseef - tak przynajmniej twierdzi Moore, bo w opisie albumu nie zostało to odnotowane (warto jednak dodać, że Nauseef zastępował Downeya na trasie promującej longplay).

Równie zaskakująca okazuje się kompozycja "Róisín Dubh (Black Rose): A Rock Legend" - jedna z najdłuższych i najbardziej złożonych w repertuarze zespołu. Lynott i Moore wzięli na warsztat kilka tradycyjnych pieśni irlandzkich ("Shenandoah", "Danny Boy", "The Mason's Apron"), a także kompozycję Williama McPeake'a "Will You Go Lassie Go" (znaną też jako "Wild Mountain Thyme"), a następnie połączyli je w spójną całość, której nadali zdecydowanie hardrockowego charakteru. Utwór przesiąknięty jest irlandzkim klimatem - szczególnie w porywających partiach gitarowego duetu. To zdecydowanie czołówka najlepszych dokonań Thin Lizzy.

Mimo naprawdę wspaniałych momentów, "Black Rose: A Rock Legend" to bardzo nierówny longplay. Chociaż problem ten dotyczy właściwie wszystkich płyt Thin Lizzy.

Ocena: 7/10



Thin Lizzy - "Black Rose: A Rock Legend" (1979)

1. Do Anything You Want To; 2. Toughest Street in Town; 3. S&M; 4. Waiting for an Alibi; 5. Sarah; 6. Got to Give It Up; 7. Get Out of Here; 8. With Love; 9. Róisín Dubh (Black Rose): A Rock Legend

Skład: Phil Lynott - wokal i bass; Scott Gorham - gitara; Gary Moore - gitara; Brian Downey - perkusja
Gościnnie: Huey Lewis - harmonijka (5,8); Mark Nauseef - perkusja (5); Jimmy Bain - bass (8)
Producent: Tony Visconti


Brak komentarzy

Prześlij komentarz