1 maja 2013

[Recenzja] Queen - "Queen" (1973)



Queen to jeden z niewielu zespołów posiadających swój własny styl, rozpoznawalny już po kilku sekundach. Już na debiutanckim albumie słychać, że zespół ma spore ambicje, jednak zawartość tego longplaya nie wyróżnia się jakoś szczególnie na tle setek innych podobnych  wydawnictw z tamtego okresu. Bo trzeba dodać, że Królowa swoim pierwszym longplayem wpisała się do popularnego na początku lat 70. nurtu hard rockowego. Chociaż już tutaj zespół pozwolił sobie na pierwsze eksperymenty, czego przykładem oparty głównie na akompaniamencie pianina "My Fairy King" (z dość irytującą partią Freddiego Mercury'ego, śpiewającego falsetem), albo nieco biesiadny "Jesus", w sporej cześć oparty na dwóch powtarzanych w kółko akordach. Na przeciwnym biegunie mieszczą się takie utwory, jak "Great King Rat" i "Son and Daughter", oparte na wolnych, ciężkich riffach, zdradzających fascynację Briana Maya twórczością Black Sabbath. W podobnym stylu utrzymany jest jeszcze chociażby "Liar", wyróżniający się bardzo chwytliwą partią wokalną Mercury'ego i świetną solówką Maya. Z kolei "Modern Times Rock and Roll" nie tak odległy od tego, co kilka lat później zaproponowała grupa Motörhead. Wrażenie to potęguje szorstki śpiew Rogera Taylora, który pełni tu rolę głównego wokalisty.

Album, w przeciwieństwie do większości późniejszych, nie przyniósł grupie żadnego wielkiego przeboju. Najbardziej znanym fragmentem jest "Keep Yourself Alive" - nieco lżejszy od większości utworów z tego albumu, z zapadającym w pamięć refrenem. Został wydany na singlu, który stacje radiowe całkowicie zignorowały, przez co nie wszedł do notowań. Za to w koncertowej setliście utrzymał się aż do ostatniej trasy Queen (tego prawdziwego Queen, z Mercurym). Z takich lżejszych fragmentów - poza utworami wspomnianymi na początku - jest jeszcze "Doing All Right", łączący balladowe fragmenty z hard rockowymi zaostrzeniami. Utwór pochodzi jeszcze z czasów, gdy grupa nosiła nazwę Smile, a w jej skład poza Mayem i Taylorem wchodził wokalista i basista Tim Staffell (zresztą podpisany wspólnie z Mayem jako współautor tego utworu). Zespół spróbował swoich sił także w stuprocentowej balladzie, jednak "The Night Comes Down" wypada dość topornie i brakuje jej uroku późniejszych ballad. Całości dopełnia "Seven Seas of Rhye...", będący ledwie minutowym szkicem utworu, który w pełnej wersji trafi dopiero na następny longplay grupy, "Queen II".

"Queen" to całkiem przyzwoity debiut, dziś nieco niesłusznie zapomniany - także wśród ludzi uważających się za fanów twórczości Queen. To prawda, że są tutaj niezbyt udane fragmenty, w których słychać brak doświadczenia muzyków (szczególnie w tym nieszczęsnym "The Night Comes Down"). Ale z drugiej strony, są tu też naprawdę niezłe momenty. Nie tak wybitne, jak późniejsze dokonania zespołu, ale w 1973 roku brzmiące bardzo oryginalnie.

Ocena: 8/10



Queen - "Queen" (1973)

1. Keep Yourself Alive; 2. Doing All Right; 3. Great King Rat; 4. My Fairy King; 5. Liar; 6. The Night Comes Down; 7. Modern Times Rock 'n' Roll; 8. Son and Daughter; 9. Jesus; 10. Seven Seas of Rhye...

Skład: Freddie Mercury - wokal i instr. klawiszowe; Brian May - gitara, pianino (2), dodatkowy wokal; John Deacon - bass; Roger Taylor - perkusja i instr. perkusyjne, wokal (7), dodatkowy wokal
Producent: John Anthony, Roy Thomas Baker i Queen


1 komentarz:

  1. A ja tam uważam "My Fairy King" za jeden z najlepszych niedocenionych utworów Queen w ogóle. A sam krążek podoba mi się zdecydowanie bardziej od Queen II;) Tak jak piszesz - fajne jest to, że od pierwszych dźwięków słychać, że to TEN zespół. Teraz większość kapel ma problem z rozpoznawalnością.

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.