5 maja 2013

[Recenzja] Queen - "A Night at the Opera" (1975)



Album "A Night at the Opera" powszechnie uważany jest za największe i najważniejsze dzieło Queen. Sam niekoniecznie uważam go za najlepsze dokonanie zespołu, jednak bez wątpienia jest to album wyjątkowy. Niekwestionowana klasyka rocka. Podobnie jak w przypadku poprzedniego w dyskografii "Sheer Heart Attack", także "Noc w operze" jest bardzo eklektycznym longplayem. A zaczyna się od agresywnego "Death on Two Legs (Dedicated to…)", w którym nośny motyw grany przez Freediego Mercury'ego na pianinie idealnie współgra z niemal heavy metalową grą Briana Maya. Do tego zadziorny śpiew pierwszego z nich i pełen jadu tekst, adresowany do byłego menadżera, przez którego zespół niemal zbankrutował. Kolejny na płycie "Lazing on a Sunday Afternoon" to właściwie przeciwieństwo poprzedniego utworu - żartobliwy pastisz muzyki z lat 30. ubiegłego wieku. Nie bardzo lubię takie oblicze grupy, na szczęście kawałek trwa niewiele ponad minutę. "I'm in Love with My Car", skomponowany i zaśpiewany przez Rogera Taylora, to kolejny ostrzejszy fragment albumu.

Utrzymany na pograniczu rocka i popu, lekko beatlesowski "You're My Best Friend" to pierwszy przebój grupy skomponowany przez Johna Deacona. Równie uroczo wypada akustyczny, folkowy "'39", z Mayem w roli głównego wokalisty. "Sweet Lady" to znów hard rock, ale tym razem o bardziej wygładzonym brzmieniu i z nietypowym metrum 3/4. Pierwszą stronę winylowego wydania zamyka kolejny żart - "Seaside Rendezvous". A drugą stronę otwiera jeden z najbardziej niesamowitych utworów w repertuarze grupy. Ponad ośmiominutowy "The Prophet's Song", o zdecydowanie progresywnej strukturze i ciężkim, hard rockowym brzmieniu. Całość nieco psuje środkowa część, z zapętlonym śpiewem Mercury'ego a capella. Ma się to nijak do genialnej reszty kompozycji. Utwór płynnie przechodzi w "Love of My Life" - jedną z najpiękniejszych fortepianowych ballad wszech czasów (choć osobiście wolę koncertowe wykonania, przearanżowane na gitarę akustyczną). Żeby nie było zbyt idealnie, "Good Company" to kolejny pastisz, tym razem tzw. muzyki dixieland (znanej też jako New Orleans Jazz).

Ale zaraz potem pojawia się "Bohemian Rhapsody" - jeden z największych przebojów grupy, pomimo zupełnie nieradiowego czasu trwania (przekraczającego pięć minut) i szokującej formy, jak na ówczesne czasy. To pionierskie połączenie rockowej ballady, operowego fragmentu a capella i hard rocka na stałe weszło do kanonu muzyki rozrywkowej. Długo jednak nie mogłem się przekonać do twórczości zespołu właśnie przez ten operowy fragment utworu. Nienawidziłem go. Do dziś nie bardzo za nim przepadam, ale - tak samo jak w przypadku "The Prophet's Song" - reszta utworu (zwłaszcza gitarowa solówka) jest wystarczająco genialna, aby wytrzymać te kilka sekund. Na zakończenie albumu rozbrzmiewa jeszcze instrumentalny "God Save the Queen" - gitarowa interpretacja brytyjskiego hymnu, pokazująca unikalne brzmienie gitary Briana Maya.

"A Night at the Opera" pomimo swojego eklektyzmu brzmi bardzo spójnie - Queen jak żaden inny zespół potrafił grać w różnych muzycznych stylach, przy zachowaniu swojego charakterystycznego brzmienia. Same utwory prezentują, niestety, różny poziom. Od arcydzieł w rodzaju "The Prophet's Song" i "Bohemian Rhapsody" do zupełnie niepotrzebnych wygłupów, jak "Lazing on a Sunday Afternoon" i "Seaside Rendezvous". Album trzeba jednak znać - to pozycja obowiązkowa dla wszystkich wielbicieli muzyki rockowej.

Ocena: 9/10



Queen - "A Night at the Opera" (1975)

1. Death on Two Legs (Dedicated to…); 2. Lazing on a Sunday Afternoon; 3. I'm in Love with My Car; 4. You're My Best Friend; 5. '39; 6. Sweet Lady; 7. Seaside Rendezvous; 8. The Prophet's Song; 9. Love of My Life; 10. Good Company; 11. Bohemian Rhapsody; 12. God Save the Queen

Skład: Freddie Mercury - wokal i instr. klawiszowe; Brian May - gitara, ukulele, wokal (5,10), koto (8), harfa (9), dodatkowy wokal; John Deacon - bass, pianino elektryczne (4); Roger Taylor - perkusja, wokal (3), dodatkowy wokal
Producent: Roy Thomas Baker i Queen


7 komentarzy:

  1. Są piękniejsze ballady fortepianowe od Love Of My Life, w muzyce klasycznej. A poza tym spoko recenzja z wyjątkiem fragmentu o Bohemian Rapsody. Operowa cześć tego utworu to najwspanialsza rzecz jaką stworzył zespół.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście chodziło o najpiękniejszą balladę fortepianową w muzyce popularnej, do której należy także rock ;)

      Usuń
  2. Aj tam... część operowa jest - podobnie jak cały utwór - genialna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Tak naprawdę to na 12 utworów połowa to dzieła najwyższej klasy a pozostałe to wypełniacze i gnioty. Jednakże te 6 wspaniałych kawałków sprawia że płyta jest wybitna. Mbie jednak bardzo razi ten nierówny poziom. W mojej ocenie dopiero następna płyta zespołu jako całość jest arcydziełem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te sześć "wspaniałych kawałków" to oczywiście "Death on Two Legs", "You're My Best Friend", "'39", "The Prophet's Song", "Love of My Life" i "Bohemian Rhapsody"? ;) Reszta rzeczywiscie pozostaje nieco w tyle, jednak żadnego utworu nie nazwałbym "gniotem". Albumu słucha się (przynajmniej mnie) przyjemnie w całości, nie ma tu żadnego kawałka, który bym pomijał. Też cenię wyżej "A Day at the Races", ale i na tamtym albumie poziom poszczególnych utworów jest różny ;)

      Usuń
  4. I'm in Love with My Car zamiast You're My Best Friend i reszta się zgadza. Good Company i Sweet Lady to moim zdaniem gnioty. Ja z kolei nie moge słuchac tej płyty bez przewinięcia tych numerów dlatego bardzo rzadko wracam do tego albumu. Wolę posłuchać Live Killers gdzie Death on Two Legs po prostu wymiata. Szkoda ze to krótka wersja. No i niestety nie ma The Prophet Song.

    OdpowiedzUsuń
  5. Szczerze powiedziawszy to nie uważam, że chociaż jedna piosenka tu zawarta odstaje poziomem od innych. Wszystkie bardzo mi się podobają. Wspaniały album, któremu przyznaję 10/10 :D. Ach uwielbiam te żartobliwe pastisze...

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.