17 maja 2013

[Recenzja] Queen - "A Kind of Magic" (1986)



"A Kind of Magic" - dwunasty album studyjny Queen - to tak naprawdę dość specyficzna kompilacja. Trafiły tu bowiem utwory z filmów "Nieśmiertelny" ("A Kind of Magic", "One Year of Love", "Who Wants to Live Forever", "Gimme the Prize", "Don't Lose Your Head", "Princes of the Universe" - wszystkie w innych, bardziej dopracowanych wersjach) i "Żelazny orzeł" ("One Vision"), a także dwa dodatkowe, "niefilmowe" kawałki ("Pain Is So Close to Pleasure", "Friends Will Be Friends"). O tym, że zgromadzony tu materiał ma potencjał komercyjny świadczy fakt, że aż siedem z dziewięciu utworów zostało wydane na singlach (cztery były ogólnoświatowe, trzy kolejne ukazały się w wybranych krajach). Ale i pod względem artystycznym jest znacznie lepiej, niż na trzech (licząc "Flash Gordon") poprzednich albumach.

Słychać, że zespół był już trochę znudzony brzmieniami elektronicznymi i jeśli już się pojawiają, to częściej są one tylko dodatkiem do hard rockowych riffów ("One Vision", "Princes of the Universe"), niż dominującym elementem. Sztuczne brzmienia większą rolę odgrywają tylko w utworach "A Kind of Magic" i "Don't Lose Your Head", ale równoważą je ostre solówki Maya. Do najlepszych fragmentów albumu należy podniosły hymn "Friends Will Be Friends", a także dwie wspaniałe ballady: wzbogacona saksofonem "One Year of Love" i naprawdę przejmująca "Who Wants to Live Forever". Ten ostatni to chyba najpiękniejszy utwór w całym repertuarze grupy. Całkiem udany byłby jeszcze "Gimme the Prize", świetnie wykrzyczany przez Freddiego, gdyby nie zepsuto go efektami ilustracyjnymi, pochodzącymi z "Nieśmiertelnego". Przekombinowany jest także inny ciężki utwór, "Princes of the Universe", w którym zespół co chwilę proponuje nowe motywy. Jednak tak naprawdę jedynym utworem obniżającym poziom albumu jest "Pain Is So Close to Pleasure" - nieciekawy muzycznie, z wyjątkowo nieudanym śpiewem Mercury'ego.

Ocena: 7/10



Queen - "A Kind of Magic" (1986)

1. One Vision; 2. A Kind of Magic; 3. One Year of Love; 4. Pain Is So Close to Pleasure; 5. Friends Will Be Friends; 6. Who Wants to Live Forever; 7. Gimme the Prize (Kurgan's Theme); 8. Don't Lose Your Head; 9. Princes of the Universe

Skład: Freddie Mercury - wokal i instr. klawiszowe; Brian May - gitara, instr. klawiszowe, wokal (6); John Deacon - bass, gitara, inst. klawiszowe; Roger Taylor - perkusja, instr. klawiszowe
Gościnnie: Spike Edney - instr. klawiszowe; Steve Gregory - saksofon (3); Lynton Naiff - aranżacja smyków (3); Michael Kamen - orkiestracja (6)
Producent: Queen i Reinhold Mack


2 komentarze:

  1. Pomimo że jestem wielkim fanem Queen, tego albumu po prostu nie lubię. Nie potrafię słuchać go w całości i nie podoba mi się ten eklektyzm zawartych tu klimatów. Co ciekawe zawsze był to wyróżnik grupy, tutaj niestety ten zabieg się nie sprawdził. Brzmienie momentami mnie załamuje. Perkusja Taylora to niekiedy po prostu pop. Jak można na jednej płycie zestawić takie popowe kawałki jak Pain Is So Close to Pleasure albo Dont Lose Your Head z krwistym hard rockiem w postaci One Vision, Princes of the Universe czy Gimme the Prize. Dwa ostatnie utwory należą do moich faworytów z tego krążka. Nie przeszkadzają mi te efekty z filmu, uważam nawet że fajnie to pasuje. Tak fantastycznie zachrypniętego wokalu Freddiego jak w Gimmie the Prize wcześniej nie słyszeliśmy. Nie zachwyca mnie też słynny utwór tytułowy w wersji studyjnej. Trąci pop rockiem znanym z poprzedniej płyty. Dopiero na koncertach może się podobać dzięki solówce Maya. One Year of Love też wydaje się mdły i przesłodzony. Fajnie że pojawia się solo na saxie. Nie przekonuje mnie też Friends Will Be Friends. Zawsze wkurzało mnie że na koncertach wepchnięto ten kawałek pomiędzy pomnikowe We Will Rock You i We Are The Champions. Niby miał być to kolejny hymn Queen. Ale w mojej ocenie na pewno się nim nie stał. Oprócz wspomnianych dwóch hard rockerów oczywiście wybija się Who Want To Live Forever. Być może jedna z najpiękniejszych ballad w dziejach muzyki. Zawsze mam ciary na plecach jak słucham tego numeru. Ależ partia wokalna Freddiego! Nikt tak nie śpiewa jak On! I tym optymistycznym akcentem kończę ten komentarz.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zdecydowanie najsłabsza płyta Queen. Słabsza od mizernego The Works, a już znacznie gorsza niż niedoceniane, choć całkiem udane The Works. Na szczęście po raz ostatni (stety lub niestety, gdyż po tym albumie kariera w tym składzie nie potrwała długo...)serwują nam panowie takiego gniota. Trudno bowiem nazwać AKOM typowym albumem, jeżeli za takowy uznać zbiór piosenek nagrany w jednym miejscu i czasie i posiadający jakąś choćby ogólnie zarysowaną myśl przewodnią, czy to czysto muzyczną, czy tekstową, czy też obie naraz. Nawet na tym tle AKOM zawodzi i nie spełnia oczekiwań. Bowiem to zbiór utworów nagranych w różnych miejscach, w różnym czasie i z dwoma producentami. Efekt można określić mianem totalnego chaosu. Ratowałoby tą płytę jeszcze to, gdyby rzeczywiście były to utwory dobre. A nie są, za wyjątkiem przepięknej ballady Who Wants to Live Forever. Płytę w jakimś miernym stopniu, ale zawsze ratuje też brzmienie, nie tak przeraźliwie toporne jak na The Works. AKOM to "dzieło" które obnaża dwie rzeczy: lenistwo i związany z nim brak weny członków zespołu oraz konflikt, który trawił grupę od czasów Hot Space. Queen podzielił się na dwie, nieprzyjazne sobie frakcję o różnych upodobaniach muzycznych: Freddie i John znudzeni rockową estetyką, ciągnęli zespół w stronę modnego wówczas funku, soulu i muzyki tanecznej, natomiast Roger, a zwłaszcza Brian próbował reanimować rockową tożsamość grupy (Gimme the Prize, z nawet niezłym solem). Kompozycja tytułowa autorstwa Taylora jest całkiem miła, choć to nie żadne arcydzieło, aczkolwiek brutalnie mówiąc została "spieprzona" przez Freddiego, który ją nieco przearanżował w stronę "radio friendly". Oryginalna wersja, ze ścieżki dźwiękowej "Nieśmiertelnego" jest dużo ciekawsza. Pozostałe kompozycje nie zachwycają, choć jakiś potencjał czasem w nich drzemał (One Vision). Na szczęście 3 lata później otrzymaliśmy może jeszcze nie wybitny, ale już z kategorii przyzwoitych "The Miracle".

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.