8 maja 2013

[Recenzja] Queen - "Jazz" (1978)



Tytuł tego albumu należy oczywiście tłumaczyć dosłownie - chodzi o zgiełk, a nie muzykę jazzową. W porównaniu z prostszym, bardziej rockowym "News of the World", "Jazz" to powrót do grania bardziej eksperymentalnego. Dobitnie informuje o tym już otwierający album "Mustapha" - wokalny popis Mercury'ego w arabskim stylu, z dziwnym, także nieco wschodnim podkładem muzycznym. To zdecydowanie najdziwniejszy otwieracz w całej dyskografii zespołu. Kolejnym przykładem jest najbardziej chyba znany fragment albumu - "Bicycle". Pokazujący bardziej żartobliwą stronę twórczości Queen, ale mnie od zawsze niemiłosiernie irytujący. Właśnie przez takie utwory długo nie mogłem się przekonać do tego zespołu. Kolejne eksperymenty to pastiszowy "Dreamers Ball", będący hołdem dla zmarłego rok wcześniej Elvisa Presleya, a także "Fun It", oparty na tandetnym, dyskotekowym rytmie. Ten drugi to jakby zapowiedź wydanego kilka lat później "Hot Space" - najgorszego albumu w dyskografii zespołu. Dziwacznym utworem jest także "More of That Jazz", który już z samego zamysłu miał być chaotyczny, zgiełkliwy. W pełni udało się to osiągnąć, chociaż niekoniecznie z korzyścią dla samej kompozycji.

Lepsze wrażenie robią bardziej konwencjonalne utwory. Przede wszystkim przebój "Don't Stop Me Now", z podniosłym, hymnowym wstępem - przywołującym skojarzenia z "We're the Champions" - po chwili nabierającym rockowego pędu. Co ciekawe, utwór oparty jest głównie na partii fortepianu; rola Briana Maya ograniczyła się do zagrania gitarowej solówki. Jak zwykle dobrze wypadają ballady: zgrabna "In Only Seven Days" i - przede wszystkim - przepiękna "Jealousy", w której May ciekawie imituje brzmienie sitaru za pomocą gitary akustycznej. Wyjątkowo słabo wypadają tym razem fragmenty o hardrockowym charakterze: "Fat Bottomed Girls", "Let Me Entertain You" i "Dead on Time". Zagrane jakby bez większego przekonania, brzmią jakby muzycy zespołu całkiem stracili serce do mocniejszego grania. Zresztą kolejne albumy Queen dobitnie pokazują, że przypuszczenie to jest słuszne. Chociaż w tamtym czasie grupa wciąż potrafiła grać z prawdziwie hardrockową mocą na koncertach - czego dowodem zarejestrowany podczas trasy promującej "Jazz" album "Live Killers" (zawierający m.in. lepszą, cięższą i bardziej energetyczną wersję "Let Me Entertain You"). W studiu stworzyli jednak zdecydowanie łagodniejszy - na tle poprzednich albumów - materiał, nie pozbawiony fragmentów zwyczajnie banalnych (kojarzący się z twórczością Boston "If You Can't Beat Them", oraz akustyczny smęt "Leaving Home Ain't Easy").

"Jazz" był w chwili wydania najsłabszym albumem Queen. Brakuje mu energii i mocy pierwszych albumów grupy, błyskotliwości i nowatorstwa z czasów "A Night at the Opera"/"A Day at the Races", a także przebojowości "News of the World". W mocniejszych fragmentach brakuje radości z grania, a eksperymenty zaczęły zmierzać w złym kierunku. Jednak w porównaniu z koszmarkami, jakie zespół tworzył w latach 80. ("Hot Space", "The Works"), "Jazz" jawi się jako całkiem udany longplay, na którym można znaleźć choć trochę wartościowej muzyki.

Ocena: 6/10



Queen - "Jazz" (1978)

1. Mustapha; 2. Fat Bottomed Girls; 3. Jealousy; 4. Bicycle Race; 5. If You Can't Beat Them; 6. Let Me Entertain You; 7. Dead on Time; 8. In Only Seven Days; 9. Dreamers Ball; 10. Fun It; 11. Leaving Home Ain't Easy; 12. Don't Stop Me Now; 13. More of That Jazz

Skład: Freddie Mercury - wokal i pianino; Brian May - gitara, wokal (2,11); John Deacon - bass i gitara; Roger Taylor - perkusja, gitara i bass, wokal (10,13)
Producent: Queen i Roy Thomas Baker


1 komentarz:

  1. Oczywiście nie jest to szczytowe osiągnięcie Queen ale mi akurat album bardzo się podoba. Wiadomo że Dont Stop Me Now to klasyka z najwyższej półki ale oprócz tego jest tu kilka bardzo dobrych numerów. Uwielbiam Dead on Time, More of That Jazz, Jealousy czy Let Me Entertain You. Powszechnie uwielbiany Bicycle Race mnie niestety irytuje.

    OdpowiedzUsuń