12 maja 2013

[Recenzja] Queen -"The Game" (1980)



"The Game" to jedyny album Królowej, który doszedł do 1. miejsca zarówno w brytyjskich, jak i amerykańskich notowaniach. Rzeczywiście zespół podążył tutaj w trochę bardziej komercyjne rejony, ale tak naprawdę longplay jest pomostem - pomiędzy starym, hard rockowym Queen z lat 70., a tym skomercjalizowanym z kolejnej dekady. Po raz pierwszy na swojej płycie skorzystali z syntezatorów - jednak tutaj pełnią one jeszcze niewielką rolę, ubarwiają tylko kilka utworów (najodważniej wykorzystano je w "Rock It (Prime Jive)" i wstępie "Play the Game").

W otwierającym ten niespełna 40-minutowy album "Play the Game" jest niemal wszystko, co charakteryzuje grupę - są typowe dla niej harmonie wokalne i podkład muzyczny częściowo oparty na akompaniamencie pianina, a częściowo - na mocnych gitarach. To także pierwszy z czterech singlowych przebojów, jakie przyniósł longplay. Bardziej zadziorny jest mniej znany "Dragon Attack", zdominowany przez długie solówki Maya i świetną linię basu Deacona. Prawdziwym popisem tego drugiego jest jednak dopiero kolejny utwór, jego życiowa kompozycja "Another One Bites the Dust". Basowy puls kojarzy się z modną wówczas muzyką funk, czy nawet disco - nic dziwnego, że podbili nim Stany i czarne rozgłośnie radiowe.

Kiedyś uwielbiałem melodyjny "Need Your Loving Tonight" - chyba najbardziej chwytliwy kawałek grupy - obecnie jednak uważam go za nieco słabszy fragment płyty. Dalej pojawia się przebój "Crazy Little Thing Called Love" - uroczo staroświecki, nawiązujący do Elvisa Presleya i stylu rockabilly. Na drugiej stronie albumu przeważają słabsze - a raczej nie wyróżniające się - kompozycje, do których należą: "Rock It (Prime Jive)" i "Coming Soon" Taylora, oraz "Don't Try Suicide" Mercury'ego. Poziom jednak wyrównują dwie wspaniałe ballady Maya, "Sail Away Sweet Sister" i "Save Me". W pierwszej sam zaśpiewał, druga jest natomiast kolejnym singlowym przebojem z tej płyty.

Bardzo przyjemny album. Często słucham go po dwa razy pod rząd, co nie zdarza mi się nawet z płytami bardziej lubianych wykonawców - to ze względu na jego długość (a raczej krótkość). Na tle pozostałych albumów grupy jest także prostszy i bardziej przystępny. Dlatego też właśnie od niego powinno się zaczynać poznawanie twórczości Queen - zwłaszcza jeśli jest się uprzedzonym do operowych partii wokalnych czy innych eksperymentów.

Ocena: 8/10



Queen -"The Game" (1980)

1. Play the Game; 2. Dragon Attack; 3. Another One Bites the Dust; 4. Need Your Loving Tonight; 5. Crazy Little Thing Called Love; 6. Rock It (Prime Jive); 7. Don't Try Suicide; 8. Sail Away Sweet Sister; 9. Coming Soon; 10. Save Me

Skład: Freddie Mercury - wokal i instr. klawiszowe, gitara (5); Brian May - gitara, instr. klawiszowe, wokal (8); John Deacon - bass, gitara, pianino; Roger Taylor - perkusja, instr. klawiszowe, wokal (6,9)
Producent: Queen i Reinhold Mack


3 komentarze:

  1. Z "The Game" wyszło im podobnie jak z "News Of The World" ... pierwsza strona super, pełno hitów a druga zupełnie nijaka. Honoru broni perełka - "Save Me".
    Po tej płycie zniechęciłem się na kilka lat do grupy Queen, do łask przywrócił ich dopiero "A Kind Of Magic"

    OdpowiedzUsuń
  2. Jedynym gniotem jest tu Don't Try Suicide. Reszta jest niezła bądź bardzo udana z czego tych drugich jest wiecej.

    OdpowiedzUsuń