22 kwietnia 2013

[Relacja] Riverside, klub Parlament, Gdańsk, 21.04.2013

Riverside to obecnie najlepszy polski zespół. Utwierdził mnie w tym przekonaniu wczorajszy koncert w gdańskim klubie Parlament - ostatni w ramach polskiej części trasy New Generation Tour, promującej najnowszy album grupy, "Shrine of New Generation Slaves". Przed występem miałem możliwość spotkania trzech muzyków zespołu. Z perkusistą Piotrem Kozieradzkim i gitarzystą Piotrem Grudzińskim zdążyłem tylko wymienić uścisk dłoni i kilka zdań, bo już czekał na mnie Mariusz Duda, z którym byłem umówiony na przeprowadzenie wywiadu...

Riverside w Gdańsku: Piotr Grudziński, Mariusz Duda, Piotr Kozieradzki i Michał Łapaj (fot. http://riversideband.pl).

Koncert rozpoczął się z półgodzinnym opóźnieniem, od występu supportu - grupy Maqama. Widziałem ich w tej roli już niecałe dwa lata temu, przed Ozzym Osbournem w Ergo Arenie. Wówczas zupełnie nie przypadli mi do gustu, jedynym fragmentem ich występu godnym uwagi była przeróbka "Whole Lotta Love" Led Zeppelin - oczywiście nieporównywalna do oryginału. Tym razem było już zupełnie inaczej. Może przez ten czas przybyło im dobrych utworów, może zdobyli więcej doświadczenia, a może to prostu kwestia brzmienia - podczas gdy akustyka Ergo Areny w ogóle nie nadaje się do koncertów, tak w klubie Parlament wszystko brzmiało czytelnie. Maqama zagrała koło siedmiu utworów, utrzymanych w stylu, który ciężko jednoznacznie sklasyfikować. Było to ciężkie, nowoczesne granie, z delikatnymi wpływami muzyki orientalnej. Atutem grupy jest bez wątpienia gitarzysta Mateusz Owczarek, który podczas przedstawiania członków zespołu zebrał największe brawa od publiczności, która ogólnie dość chłodno przyjęła grupę.


Piotr Grudziński i Mariusz Duda (fot. własna).
Nic dziwnego, wszyscy czekali na prezentujący zupełnie inną muzykę Riverside. Przerwa techniczna trwała dłużej niż się spodziewałem, chociaż większość sprzętu zespołu była już ustawiona, a muzycy Maqamy sami wynosili swoje instrumenty. Kiedy jednak muzycy wyszli na scenę, entuzjazm publiczności był nie do opisania. Rozpoczęli od dwóch utworów otwierających nowy album: "New Generation Slave" i "The Depth of Self-Delusion". Ten drugi zakończyły popisy muzyków - pierwsza solówka należała do Mariusza Dudy, następnie swoje umiejętności zaprezentowali Piotr Grudziński i Michał Łapaj. Pomyślałem, że może zagrają "Shrine of New Generation Slaves" w całości, ale następnym utworem był - również pochodzący z tej płyty, ale nie kolejny z tracklisty - przebojowy "Feel Like Falling". Po tym kawałku Duda pozwolił sobie na pierwszą z kilku dłuższych wypowiedzi. Wyraził swoje zdumienie liczną publicznością - klub był wypełniony po brzegi - a następnie przypomniał, że grupa obchodzi jubileusz 10-lecia. Pozwolił sobie na żartobliwe podsumowanie: Przez ten czas przeszliśmy wiele metamorfoz. Byliśmy polskim Porcupine Tree, byliśmy polskim Dream Theater, a na nowej płycie wystarczyły dwa utwory z Hammondem, żebyśmy stali się polskim... W tym momencie Łapaj zagrał motyw z "Perfect Strangers", a publiczność wykrzyknęła: Deep Purple! Zespół płynnie przeszedł jednak w autorski, bardzo ciężko zagrany "Driven to Destruction", udowadniając tym utworem, że ma swój własny styl.

Michał Łapaj (fot. własna).
Następnie grupa wykonała długi, rozbudowany "Living in the Past", pochodzący z EPki "Memories in My Head", a potem przepiękny epilog utworu "02 Panic Room", który płynnie przeszedł w równie delikatny "We Got Used to Us". Kontrastem był zagrany po nim dynamiczny "Egoist Hedonist" (ze świetnym, orientalnym motywem, granym pod koniec przez Łapaja). Dopiero wtedy muzycy zagrali główną część "02 Panic Room", a zakończeniem podstawowej części koncertu był kolejny rozbudowany utwór, pochodzący z najnowszego albumu "Escalator Shrine", pełen długich partii solowych, z których największe wrażenie robił basowy wstęp i hammondowa solówka w środku. Był to zdecydowanie jeden z najlepszych fragmentów koncertu. Po króciutkiej przerwie muzycy wrócili na scenę. Zanim jednak zagrali utwór "Left Out", Duda przedstawił wszystkich muzyków, oraz podziękował publiczności za wstanie z łóżek w niedzielę. Po wykonaniu wspomnianego utworu zespół ponownie opuścił scenę, ale znowu szybko dał się wywołać na drugi bis, podczas którego wykonał dwa najbardziej chyba oczekiwane utwory. Najpierw melodyjny "Conceiving You" - jeszcze kilka miesięcy temu był to ich najbardziej popularny utwór. Obecnie jest nim zagrany na sam koniec "Celebrity Touch", oparty na niezwykle nośnym riffie - dopiero w tym momencie publiczność naprawdę się ożywiła. Duda jeszcze raz wszystkim podziękował i tym razem grupa ostatecznie zeszła ze sceny.

To był bez wątpienia świetny występ. Grupa wkrótce rozpoczyna swoje pierwsze tournée po Stanach i jeżeli będą grać z takim samym zaangażowaniem, jak podczas niedzielnego koncertu, mają spore szanse stać się najpopularniejszym polskim zespołem za granicą. Jestem pewien, że nie przyniosą nam wstydu.

1 komentarz:

  1. Fajnie, że doceniasz takie zespoły jak Riverside, bo oni nie są aż tak znani w Polsce. I tytuł bloga idealny;)
    Zapraszam do mnie na http://coolturalny-tygodnik.blogspot.com/ akurat o Green Day jest...

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.