19 kwietnia 2013

[Recenzja] Judas Priest - "Sin After Sin" (1977)



Producentem "Sin After Sin", trzeciego albumu Judas Priest, został Roger Glover, wówczas przebywający na "wygnaniu" z Deep Purple. Muzyk miał już pewne doświadczenie w pracy studyjnej, gdyż współpracował już w tej roli z takimi wykonawcami, jak np. Elf, Nazareth, czy Rory Gallagher. Potrafił zadbać o naprawdę solidne brzmienie. Ponadto był typem producenta, który dawał muzykom wolną rękę. Nie inaczej było w tym przypadku, bowiem "Sin After Sin" to konsekwentna kontynuacja stylu, jaki Judas Priest wypracowali na poprzednim, wydanym rok wcześniej albumie "Sad Wings of Destiny". Mimo iż w trakcie sesji z zespołu odszedł perkusista Alan Moore - zastąpił go muzyk sesyjny, Simon Phillips - grupie udało się nagrać kolejny świetny longplay.

Album rozpoczyna ciekawie zbudowany "Sinner". Początek utworu sugeruje, że będzie to prosty kawałek w szybkim tempie, zbudowany na zwrotkowo-refrenowym schemacie, ale w trzeciej minucie zespół zaczyna interesująco kombinować ze strukturą - muzycy żonglują różnymi riffami, a nawet pozwalają sobie na intrygujące, nieco psychodeliczne zwolnienie. "Diamonds & Rust", oryginalnie wykonywany przez folkową piosenkarkę Joan Baez, to Judas Priest w bardziej przebojowym wykonaniu. Utwór nabrał oczywiście hard rockowego brzmienia, ale chwytliwa melodia pozostała. Zresztą członkowie zespołu sami też potrafili tworzyć świetne melodie, czego przykładem "Starbreaker". Mój zdecydowany faworyt z tego albumu. Rozpoczęty prostym, ale bardzo efektownym perkusyjnym wstępem (zresztą gra Philipsa napędza całą kompozycję), a następnie zachwycający rewelacyjnymi partiami gitar K.K. Downinga i Glenna Tiptona, oraz fantastyczną linią wokalną Roba Halforda. Pierwszą stronę winylowego wydania kończy stonowana ballada "Last Rose of Summer". Utwór ten odstaje od reszty albumu pod względem stylistycznym i z tego względu ma sporo krytyków. Ja jednak uważam, że dobrze się stało, że trafił na ten album - dzięki niemu widać jak wszechstronnym zespołem był niegdyś Judas Priest. W takim spokojniejszym graniu muzycy też radzili sobie doskonale.

Miniaturka "Let Us Prey", z "orkiestrowym" brzmieniem gitary, to ewidentny hołd dla Briana Maya i Queen. A także wstęp do stricte judasowego, rozpędzonego "Call for the Priest" (aczkolwiek w gitarowych solówkach powraca "orkiestrowe" brzmienie). Wolniejszy "Raw Deal" także wypada dość typowo dla zespołu. Ale już "Here Comes the Tears" to kompozycja dość wyjątkowa w repertuarze grupy. Wyróżniająca się niemal prog rockowym charakterem. Zaczyna się bardzo nastrojowo, balladowo, by stopniowo nabierać dynamiki, a w połowie nagle wybuchnąć z pełną mocą. Pojawia się tu jedna z najwspanialszych solówek w twórczości zespołu. Wydawać by się mogło, że po takim utworze trudno będzie utrzymać poziom. A jednak finałowy "Dissident Aggressor" to kolejna perła tego albumu, chociaż z zupełnie innego powodu. Tak ciężko i agresywnie, jak Judasi w tym utworze, nie grał w tamtym czasie nikt inny. To już nie hard rock, a czysty heavy metal. Inspirujący także grające bardziej ekstremalnie kapele - w 1988 roku został zcoverowany przez grupę Slayer. Jednak tamta wersja nie robi już takiego wrażenia, jak wyprzedzający swój czas oryginał.

To wszystko razem składa się na najlepszy - przynajmniej moim zdaniem - album Judas Priest. Zespół doprowadził tutaj swój ówczesny styl do perfekcji. I zaproponował tutaj - po raz, jak się miało wkrótce okazać, ostatni w karierze - wyjątkowo barwny, różnorodny materiał. Zachwyca tutaj także brzmienie, które do dziś się broni. Roger Glover uniknął tutaj pomyłek, jakie zdarzały się wówczas innym producentom (np. zbyt schowanego w miksie basu - ale w końcu Glover sam jest basistą).

Ocena: 8/10



Judas Priest - "Sin After Sin" (1977)

1. Sinner; 2. Diamonds & Rust; 3. Starbreaker; 4. Last Rose of Summer; 5. Let Us Prey / Call for the Priest; 6. Raw Deal; 7. Here Come the Tears; 8. Dissident Aggressor

Skład: Rob Halford; wokal; K.K. Downing - gitara; Glenn Tipton - gitara; Ian Hill - bass
Gościnnie: Simon Phillips - perkusja
Producent: Roger Glover i Judas Priest


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.