20 kwietnia 2013

[Recenzja] Iron Claw - "Iron Claw" (2009)



Jeżeli ktoś chciałby zrobić listę najbardziej pechowych zespołów, to brytyjski Iron Claw powinien zająć jedno z czołowych miejsc. Grupa powstała w 1969 roku, kiedy troje nastolatków - basista Alex Wilson, gitarzysta Jimmy Ronnie i perkusista Ian McDougall - po uczestnictwie w koncercie nieznanej wówczas grupy Black Sabbath, postanowili sami stworzyć zespół grający w tym stylu. Nawet geneza nazwy jest podobna, chociaż nie zaczerpnęli jej z horroru, a z kryminalnego serialu (The Iron Claw z 1941 roku). Wkrótce do składu doszedł wokalista Mike Waller i grupa mogła dokonać swoich pierwszych nagrań demo (obok własnych kawałków zarejestrowali także przeróbkę "War Pigs" Sabbathu). Podobno wysłali ten materiał do swoich idoli, z prośbą o pomoc w umożliwieniu odbycia profesjonalnej sesji, jednak nie otrzymali żadnej odpowiedzi. Być może Iommi i spółka obawiali się konkurencji. Niezrażeni muzycy Iron Claw, mimo zmian składu (raz zmienił się wokalista, dwukrotnie perkusista, a na chwilę dołączył także multiinstrumentalista Billy Lyall, znany z grup Bay City Rollers i Pilot), nagrywali kolejne demówki, aż do 1974 roku, kiedy postanowili zakończyć działalność.

Okładka bootlegu
"Dismorphophobia".
W czasach istnienia, grupa nie dorobiła się żadnego oficjalnego wydawnictwa. Jednak w latach 90. zarejestrowane przez nich nagrania zaczęły wypływać na bootlegach. W 1992 roku ukazał się album "Buried Together", zawierający także nagrania grupy Flying Hat Band (o której niedawno pisałem). Co ciekawe, jego wydawca nie miał pojęcia jak brzmi nazwa wykonawcy utworów Iron Claw, więc... wymyślił własną, Antrobus. Kolejnym bootlegiem był wydany w 1996 roku "Dismorphophobia" - tym razem na okładce znalazła się właściwa nazwa zespołu. Zainteresowanie zespołem wzrastało, a zachęcony tym Alex Wilson postanowił poszukać odpowiedniej wytwórni płytowej, która mogłaby wydać ten materiał, w końcu oficjalnie, według wizji muzyków. Dopiero w 2009 roku udało mu się doprowadzić sprawę do końca, czego rezultatem wydany przez niezależną wytwórnie Rockadrome album "Iron Claw". Znalazła się na nim większość utworów dostępnych na wspomnianych bootlegach (z wyjątkiem "Take Me Back", "Real Mean Rocker" i "Spider's Web"), ale także kilka wcześniej nieznanych ("Mist Eye", "Sabotage", "Crossrocker", "Skullcrusher", "Devils").

Utwory zostały ułożone chronologicznie, dzięki czemu można prześledzić rozwój grupy. Od razu jednak muszę zaznaczyć, że zespół rejestrował swoje nagrania amatorsko, więc trzeba się przygotować na brudne, mocno przesterowane brzmienie - chociaż i tak dużo lepsze niż na wspomnianych wyżej bootlegach. Kilka nagrań jest nieco gorszej jakości (zwłaszcza "Skullcrusher" z zanikającym miejscami dźwiękiem), ale im nowszy materiał, tym lepiej. Pierwszych pięć utworów zostało zarejestrowanych z wokalistą Mikem Wallerem, który jak na 16-latka śpiewa całkiem dobrze. Zresztą instrumentalistom też nie można odmówić talentu. Jimmy Ronnie gra całkiem zgrabne riffy i solówki, Alex Wilson ze swoim basem nie daje się zepchnąć na dalszy plan, natomiast Ian McDougall nie tylko nie wypada z rytmu, ale także proponuje wiele perkusyjnych przejść. Wyróżniać poszczególnych utworów nie ma sensu, bo wszystkie trzymają równy poziom. W większości z nich inspiracja Black Sabbath jeż aż nadto słyszalna ("Clawstrophobia", "Mist Eye", "Crossrocker", "Skullcrusher"), chociaż takiemu "Sabotage" bliżej do Ten Years After.

W "Let It Grow" poznajemy drugiego wokalistę grupy, Wulliego Davidsona. Jednak dopiero następne kawałki pokażą, że grupa na tej zmianie zyskała - ten jest wyjątkowo chaotyczny i znowu nienajlepszy brzmieniowo. Wyjątkowo udzielał się tutaj drugi gitarzysta, Donald McLaughlin, ale zupełnie tego nie słychać. Kolejne osiem utworów zostało zarejestrowane już bez niego, za to z wspomnianym Billym Lyallem, grającym na melotronie, saksofonie i pianinie. Brzmienie w końcu jest zadowalające. Świetnym utworem jest "Rock Band Blues" - mroczny wstęp, później nośny riff i zadziorny śpiew Davidsona. W pozostałych utworach z tego okresu grupa odchodzi trochę od swojego stylu, proponując bardziej melodyjne, chwytliwe utwory - wyróżnia się zwłaszcza "Loving You", pięknie wzbogacony o saksofon i flet. W pamieć zapada także "Pavement Artists". Ale już w podniosłym "All I Really Need" aranżacja jest zbyt rozbudowana. Warto zwrócić za to uwagę na długą gitarową solówkę w "Lightning".

Ostatnie dwa utwory zostały zarejestrowane już bez pomocy Lyalla i z nowym perkusistą, Neilem Cockayenem. Pierwszy z nich, "Winter", to najbardziej reprezentatywny utwór kapeli. Mroczny sabbathowy riff na otwarcie, do którego dołącza świetny motyw solowy. Po jakimś czasie następuje jednak całkowita zmiana klimatu - słychać tylko gitarę akustyczną i flet, a także spokojny wstęp. Utwór jednak z czasem znowu nabiera zadziorności, wraca gitarowy motyw ze wstępu, ale pojawia się też długie solo na flecie. Dobre wrażenie robi także drugi utwór, "Devils". Długi, mroczny wstęp (basowy motyw i efekty ilustracyjne), a potem typowe dla grupy riffowanie. Te dwa utwory, a przynajmniej "Winter", to najlepszy dowód na rozwój grupy, a także na drzemiący w muzykach potencjał. Niestety niedoceniony w latach działalności. Gdyby wówczas mieli możliwość nagrania profesjonalnego longplaya, dzisiaj mogliby być rockową legendą - może nie na poziomie Black Sabbath, ale przynajmniej na tym samym, co np. Uriah Heep lub Wishbone Ash.

Ocena: 7/10



Iron Claw - "Iron Claw" (2009)

1. Clawstrophobia; 2. Mist Eye; 3. Sabotage; 4. Crossrocker; 5. Skullcrusher; 6. Let It Grow; 7. Rock Band Blues; 8. Pavement Artist; 9. Strait Jacket; 10. Gonna Be Free; 11. Loving You; 12. Lightning; 13. All I Really Need; 14. Knock 'Em Dead; 15. Winter; 16. Devils

Skład: Jimmy Ronnie - gitara (1-16); Alex Wilson - bass (1-16); Ian McDougall - perkusja (1-14); Mike Waller - wokal (1-5); Wullie Davidson - wokal (6-16), harmonijka (9), flet (11,15); Donald McLaughlin - gitara (6); Billy Lyall - melotron (8,9,13), saksofon (11,14), pianino (13,14); Neil Cockayene - perkusja (15,16)
Producent: Iron Claw


Brak komentarzy

Prześlij komentarz