10 kwietnia 2013

[Recenzja] Black Country Communion - "Black Country" (2010)



Był sobie kiedyś taki zespół, Black Country Communion. Pojawił się nagle, praktycznie znikąd, w krótkim czasie wydał trzy albumy, po czym niespodziewanie zakończył działalność. Do powstania grupy - a właściwie supergrupy - doszło w 2009 roku, kiedy Glenn Hughes (wokalista i basista, znany m.in. z współpracy z Deep Purple i Black Sabbath) wystąpił gościnnie na koncercie młodego gitarzysty bluesrockowego, Joe'a Bonamassy. Po występie obaj muzycy spotkali za kulisami producenta Kevina Shirleya (odpowiedzialnego m.in. za cztery najnowsze albumy Iron Maiden), który zaproponował im założenie zespołu, na co chętnie przystali. Shirley zasugerował im zaproszenie klawiszowca Dereka Sherinina (ex-Dream Theather), natomiast Hughes zdecydował ściągnąć Jasona Bonhama, syna jego nieżyjącego przyjaciela Johna, czyli słynnego perkusisty Led Zeppelin.

Debiutancki album grupy nazwanej Black Country Communion (początkowo miało być po prostu Black Country, ale nazwa okazała się zajęta) rozpoczyna się od dynamicznego utworu "Black Country". Wymęczony wokal Hughesa nie zachęca do dalszego słuchania płyty, a sam kawałek też nie jest niczym rewelacyjnym - może z wyjątkiem fajnie pulsującego basu. Poziom jednak wzrasta przy "One Last Soul" - kawałek oparty jest na nośnym riffie, we zwrotkach Glenn pokazuje się od lepszej strony, śpiewając bardziej melodyjnie, zaś chwytliwy refren momentalnie zapada w pamięć. Dobre wrażenie robią też długie solówki o bluesowym odcieniu. W wolniejszym "The Great Divide" znowu wokal wydaje się trochę wymuszony, ale ogólnie kawałek się broni, chociaż głównie za sprawą już czysto bluesowej solówki. "Down Again" opiera się na chwytliwym riffie, nieco sabbathowym, ale bez ciężaru charakterystycznego dla tej grupy - brzmieniowo zdecydowanie bliżej do Led Zeppelin. W końcu też wyraźniej słychać Sherinina, zapewniającego organowe tło w instrumentalnej końcówce, z nieco orientalizującymi partiami gitar.

Po niewyróżniającym się niczym, czadowym "Beggarman", następuje jeden z najważniejszych momentów albumu - bluesowa ballada "Song of Yesterday", w której główny wokal przejmuje Bonamassa. Podniosły nastrój zapewniają gitarowe solówki grane na tle klawiszowo-symfonicznego tła, ale nie brak tu też ostrzejszych fragmentów, z hardrockowym riffowaniem. To właśnie ten utwór pozwala mi zrozumieć wszechobecne zachwyty nad talentem Joego. W kolejnym czadowym kawałku, "No Time", pojawia się pierwsza na longplayu solówka Sherinina (przywołująca skojarzenia z zeppelinowym "Kashmir"). "Medusa" to oczywiście nowa wersja utworu z repertuaru grupy Trapeze, w której Hughes debiutował. W porównaniu z oryginałem brzmi bardziej bluesowo w spokojnej części, a także zdecydowanie ciężej w mocniejszym fragmencie. Trochę lepiej wypada też warstwa wokalna. W "The Revolution in Me" mikrofon znowu przejmuje Bonamassa, ale tym razem przypadł mu kawałek czadowy - choć z ciekawą, spokojniejszą częścią instrumentalną w środku.

Riffowy, orientalizujący "Stand (At the Burning Tree)" to kolejny z najciekawszych fragmentów albumu, wyróżniający się długimi partiami solowymi (w tym nieco purplową solówką Sherinina). "Sista Jane" pokazuje bardziej przebojowe oblicze Black Country Communion, ale utwór nie zbliża się do rewelacyjnego "One Last Soul". Na finał albumu grupa zaproponowała 12-minutowy, psychodeliczny "Too Late for the Sun", o bardziej jamowej strukturze, zwłaszcza we fragmentach bez śpiewu. Bardzo dobre zakończenie czadowego albumu. A cały longplay też pozostawia po sobie bardzo dobre wrażenie - Hughes, Bonamassa, Bonham i Sherinin idealnie wypełnili lukę, która powstała po zakończeniu lub ograniczeniu działalności większości hardrockowych gigantów.

Ocena: 7/10



Black Country Communion - "Black Country" (2010)

1. Black Country; 2. One Last Soul; 3. The Great Divide; 4. Down Again; 5. Beggarman; 6. Song of Yesterday; 7. No Time; 8. Medusa; 9. The Revolution in Me; 10. Stand (At the Burning Tree); 11. Sista Jane; 12. Too Late for the Sun

Skład: Glenn Hughes - wokal i bass; Joe Bonamassa - gitara, wokal (6,9); Jason Bonham - perkusja; Derek Sherinian - instr. klawiszowe
Producent: Kevin Shirley


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.