7 kwietnia 2013

[Artykuł] Black Sabbath: W oczekiwaniu na nowy album

Grupa Black Sabbath w końcu zdecydowała opublikować się nie tylko okładkę nadchodzącego albumu "13", którego premiera została wyznaczona na 11 czerwca br., ale także jego pierwszy muzyczny zwiastun. W ostatni czwartek, 4 kwietnia, do sieci trafił niespełna półminutowy fragment jednej z nowych kompozycji (do przesłuchania pod tym adresem), której tytułu jednak nie ujawniono. Te 27 sekund może nie brzmi rewelacyjnie (gitarowy riff jest niczym wyjęty z "Hole in the Sky", jednak wokal Ozzy'ego Osbourne'a przypomina, że od nagrania tamtego utworu upłynęło niemal 40 lat), ale i tak wzbudza wielkie emocje. Dlaczego zbliżająca się premiera nowego albumu Black Sabbath jest takim wydarzeniem? Odpowiedź na to pytanie znajdziesz w poniższym tekście.

Black Sabbath 11.11.2011: Bill Ward, Ozzy Osbourne, Geezer Butler i Tony Iommi.

Przede wszystkim dlatego, że będzie to pierwszy od 35 lat pełnowymiarowy album Black Sabbath z Ozzym Osbournem jako wokalistą. Ostatnim studyjnym albumem grupy nagranym w oryginalnym składzie (czyli przez gitarzystę Franka "Tony'ego" Iommi, basistę Terence'a "Geezera" Butlera, perkusistę Billa Warda oraz wspomnianego Johna "Ozzy'ego" Osbourne'a) był "Never Say Die!", wydany w 1978 roku. Niedługo potem z grupy wyleciał nadużywający alkoholu i narkotyków Ozzy. W ciągu kolejnych dwudziestu lat członkowie zespołu zmieniali się bardzo często, jedynie Tony Iommi nigdy nie zrezygnował. Przez ten czas doszło tylko do dwóch, jednorazowych powrotów najsłynniejszego składu Black Sabbath: w 1985 roku z okazji słynnego koncertu Live Aid i w 1992, w ramach festiwalu Ozzfest (grupa zagrała na nim dwa razy, z Robem Halfordem w roli wokalisty, ale podczas drugiego koncertu dołączył do nich Osbourne, by wspólnie wykonać cztery utwory). W 1996 roku Iommi postanowił zakończyć działalność zespołu, ale już rok później nastąpił wielki powrót - tym razem Iommi wraz z Osbournem i Butlerem odbyli nie jeden koncert, a całą ich serię. Dwa koncerty, które odbyły się pod koniec 1997 roku w rodzimym Birmingham - w których wziął udział także Ward - zostały zarejestrowane i wkrótce wydane na albumie "Reunion".

Okładka albumu "13".
Wyglądało to bardzo obiecująco. Album "Reunion" został wzbogacony o dwa nowe, studyjne utwory ("Psycho Man" i "Selling My Soul"), natomiast podczas kolejnej trasy, w 2001 roku, zespół - w pełnym oryginalnym składzie - wykonywał kolejną nową kompozycję, "Scary Dreams". W tamtym czasie grupa przystąpiła nawet do nagrania albumu, pod okiem producenta Ricka Rubina, ale rezultaty sesji okazały się dla nich niezadowalające. W dodatku Ozzy był bardziej zainteresowany promocją własnego "Down to Earth". Black Sabbath zagrał jeszcze trasę w 2005 roku, ale okazała się ona ostatnią na wiele lat. W 2006 roku Osbourne wytoczył Tony'emu proces o prawa do nazwy Black Sabbath, chociaż gitarzysta legalnie odkupił je od pozostałych muzyków w połowie lat 80. W tym samym czasie nastąpił niespodziewany powrót składu zespołu z albumów "Mob Rules" (1981) i "Dehumanizer" (1992), a więc: Tony Iommi, Geezer Butler, wokalista Ronnie James Dio i perkusista Vinny Appice. Pod szyldem Heaven & Hell wyruszyli w trasę, a nawet nagrali album ("The Devil You Know", 2009). Dalszą działalność przerwała śmierć Ronniego Dio, 16 maja 2010 roku.

Pogłoski o możliwości powrotu pierwszego składu znowu rozgorzały. Zwłaszcza w lipcu 2010, kiedy pomyślnie rozstrzygnięty został proces pomiędzy Osbournem i Tonym Iommi. Obaj zapewniali, że sprawa nigdy nie była osobista, a wyłącznie biznesowa, oraz, że zawarte porozumienie pozwoli na dalszą współpracę w przyszłości. Geezer Butler pozwolił sobie wówczas nawet na stwierdzenie, że byłoby wspaniale zagrać jeszcze jedną, pożegnalną trasę. Lat nam nie ubywa, czasu coraz mniej. Wielbiciele grupy długo jednak musieli czekać na potwierdzenie kolejnej reaktywacji Black Sabbath.

Dopiero na początku listopada 2011 ogłoszona została specjalna konferencja prasowa: 11.11.11 o godzinie 11:11 w klubie Whisky Go-Go w Los Angeles (Black Sabbath wystąpił tam równo 41 lat wcześniej) pojawić mieli się Iommi, Butler, Osbourne i Ward. Tak też się stało, a wypowiedzi muzyków wywołały ekscytację w świecie muzyki rockowej: muzycy zapowiedzieli nagranie nowego albumu (z Rickiem Rubinem jako producentem), a także trasę koncertową, z jednym potwierdzonym występem - na angielskim Download Festival w czerwcu 2012. Według słów Ozzy'ego, muzycy zdążyli już stworzyć siedem albo osiem nowych utworów. Basista grupy dodawał: To będzie powrót do starego stylu Sabbath. To, co gra teraz Tony jest naprawdę wspaniałe.

Wszystko układało się pomyślnie, na internetowej stronie zespołu pojawiało się coraz więcej potwierdzonych terminów koncertów. Jednak na początku stycznia ogłoszono smutną wiadomość: u gitarzysty Black Sabbath zdiagnozowano raka. Z powodu leczenia musiał zrezygnować z udziału w większości z zaplanowanych koncertów (zamiast nich odbyły się solowe występy Osbourne'a, na których gościnnie pojawiał się Butler, zresztą już wcześniej współpracujący z wokalistą poza Black Sabbath, chociażby na albumie "Ozzmosis" z 1995 roku). Niespełna miesiąc później fanów zespołu spotkał kolejny cios. Bill Ward, niezadowolony z proponowanego kontraktu, postanowił wycofać się z udziału w reaktywacji: Nie jestem w stanie kontynuować, dopóki nie dostanę odpowiedniego kontraktu do podpisania; kontraktu, który potraktuje mnie z odpowiednią godnością i szacunkiem jako oryginalnego członka zespołu.

Bill Ward.
W tym miejscu pozwolę sobie na małą dygresję. Większość wielbicieli zespołu zareagowała oburzeniem na odejście Warda, wymyślili nawet hasło: No Ward - No Sabbath. Faktem pozostaje jednak, że perkusista był najsłabszym ogniwem. Zdążył już zasłynąć jako ten, który odchodzi w najmniej odpowiednim momencie. Opuszczał grupę podczas tras promujących albumy "Heaven and Hell" (1980) i "Born Again" (1983), z powodów zdrowotnych nie mógł brać udziału w większości występów reaktywowanego zespołu, pod koniec lat 90., a w zarejestrowanych wówczas nowych utworach zastąpił go automat perkusyjny. Z historii najnowszej - nie był zainteresowany graniem na żywo w Heaven & Hell, chociaż chciał wejść z nimi do studia. Tak więc mimo wszystko lepiej się stało, że w ogóle nie weźmie udziału w obecnej reaktywacji, niż miałby znowu zrezygnować podczas trasy. Najsmutniejsze w całej tej sytuacji jest jednak, że tym razem powód jego odejścia był tak trywialny, jak kwestie finansowe. Dziwne też, że pozostali muzycy zamiast zabiegać o powrót Billa, woleli nagrać album z innym bębniarzem.

Członkowie zespołu nie poddawali się i - mimo choroby gitarzysty - kontynuowali nagrania. 19 maja wystąpili nawet na żywo, w Birmingham, z perkusistą Tommym Clufetosem (członkiem solowego zespołu Osbourne'a). W repertuarze znalazło się 19 klasycznych kompozycji, żadnych nowości. Podobnie było na festiwalach Download (10 czerwca) i Lollapalooza (3 sierpnia). Były to jedyne zeszłoroczne występy pod szyldem Black Sabbath. W czerwcu 2012 Ozzy poinformował, że zespół nagrał już 15 utworów. Zdradził też jak może brzmieć tytuł nowego albumu: W przyszłym roku mamy 2013. To całkiem niezła wskazówka jak moglibyśmy zatytułować płytę. Z kolei Geezer wyjaśnił jak wygląda praca w studiu: Rick Rubin puścił nam nasz pierwszy album mówiąc: "Posłuchajcie i wyobraźcie sobie, że jest rok 1969 i właśnie go nagraliście. Pytanie brzmi: co chcielibyście zrobić teraz?".

Black Sabbath w latach 70.:
Geezer Butler, Tony Iommi, Bill Ward, Ozzy Osbourne.
W październiku grupa potwierdziła, że stworzyła 15 utworów, z których 12 trafi na album (a wśród nich kawałek o tytule "God Is Dead"). W listopadzie członkowie grupy sugerowali, że nowy album może ukazać się już w kwietniu 2013, ale na początku br. oficjalnie ogłoszono 11 czerwca datą premiery. Podano wówczas także tytuł "13" (Chyba, że wymyślimy coś bardziej konstruktywnego - podsumował Geezer; niestety nie udało się), ujawniono nazwisko perkusisty, z którym dokonano nagrań (był nim Brad Wilk z Rage Against the Machine i Audioslave), a także ogłoszono krótką trasę koncertową po Nowej Zelandii,  Australii i Japonii, która odbędzie się między 20 kwietnia, a 12 maja. Póki co nie wiadomo kto będzie grał na perkusji podczas tych występów - na pewno nie będzie to Wilk (Brad ma obowiązki związane z grą w Rage Against the Machine - mówił Geezer); zespół rozważa kandydaturę Clufetosa.

W lutym głos w sprawie albumu zabrał Rubin: Chcę stworzyć album, który będzie porównywalny z czterema pierwszymi płytami Black Sabbath. Debiutancki krążek nie był zwyczajnym heavy metalowym graniem. Można tam usłyszeć na przykład elementy jazzowe - i taki właśnie jest cel, żeby uchwycić ich koncertową interakcję. Ozzy dodał, że materiał brzmi jak szatański blues.

Przedwczoraj, w australijskim radiu Triple M można było usłyszeć zachwyty Osbourne'a nad nowym albumem: Album rozwala umysł, jest tak dobry. Jestem bardzo zadowolony z tego, jak udała się ta płyta. Napisaliśmy 16 utworów i włożyłem je do mojego odtwarzacza CD, spodziewając się, że będę niezadowolony. Jednak na mojej twarzy pojawił się wielki uśmiech, a włosy na karku stanęły mi dęba. To było lepsze, niż w moich najdzikszych snach. Bardzo dobre. Ludzie często cytowali moje słowa o tym, że będzie to najważniejszy album w mojej karierze. Chodziło mi o to, że nie chcę, żeby to brzmiało jako kontynuacja "Never Say Die!", ponieważ to właśnie wtedy nasz zespół powoli przestawał istnieć.


Brak komentarzy

Prześlij komentarz