14 kwietnia 2013

[Recenzja] Alice in Chains - "Facelift" (1990)



Dotąd niewiele pisałem o wykonawcach zaliczanych do stylu zwanego grunge, ale w związku ze zbliżającą się premierą piątego studyjnego albumu Alice in Chains, postanowiłem przypomnieć wcześniejsze dzieła grupy. Chociaż trzeba dodać, że sam zespół nie był zachwycony uznaniem ich za przedstawiciela wspomnianego nurtu; muzycy twierdzili, że to co grają, to po prostu metal. Rzeczywiście, w ich twórczości słychać silną inspirację Black Sabbath, Led Zeppelin i innymi grupami z lat 70., ale brudne, nieczytelne brzmienie uzasadnia porównania z takimi grupami, jak Soundgarden, Pearl Jam czy The Melvins (o Nirvanie nie wspominam, bo ich twórczość była bardziej punkowo-noise'owa). Cechą charakterystyczną Alicji w Łańcuchach są uzupełniające się wokale głównego wokalisty Layne'a Staleya i gitarzysty Jerry'ego Cantrella.

Przyznam jednak, że jakoś nie mogę się przekonać do większości wydawnictw zespołu. Debiutancki "Facelift" należy jednak do tych bardziej udanych albumów Alice in Chains, jest tu całkiem sporo świetnych momentów. Czadowy "We Die Young" perfekcyjnie otwiera album, a wolniejszy "Man in the Box" wbija w ziemię ciężarem. "Sea of Sorrow" to z kolei przebojowe oblicze grupy, a jednocześnie jedyny na całym albumie przejaw bogatszej aranżacji - w tle słychać dźwięki pianina. Chwytliwy refren wyróżnia także "Bleed the Freak", chociaż utwór rozpoczyna się spokojniejszym, mrocznym wstępem. Prawdziwym opus magnum albumu jest "Love, Hate, Love", utwór o niesamowitym, niepokojącym klimacie, z nieco orientalnie brzmiącą solówką. Kontrastem dla niego są kolejne utwory, o bardziej przebojowym charakterze ("It Ain't Like That", "Sunshine"). Mroczny klimat wraca w nastrojowym "Confusion", choć rujnuje go melodyjny, czadowy refren. Mimo wszystko utwór byłby świetnym zakończeniem albumu.

Niestety, longplay na nim się nie kończy. Rozbrzmiewają po nim jeszcze dwa kawałki, w tym najsłabszy na płycie, funkowy "I Know Somethin (Bout You)". Lepsze wrażenie robi typowy dla grupy "Real Thing", chociaż niczym się nie wyróżnia. Do wypełniaczy należą także "I Can't Remember", "Sunshine" i "Put You Down". Ogólnie jednak album się broni. Nie jest to oczywiście poziom wydanych rok później "Ten" Pearl Jamu czy "Badmotorfinger" Soundgarden, ale muzycy Alice in Chains już na kolejnym albumie pokażą na co naprawdę ich stać.

Ocena: 7/10



Alice in Chains - "Facelift" (1990)

1. We Die Young; 2. Man in the Box; 3. Sea of Sorrow; 4. Bleed the Freak; 5. I Can't Remember; 6. Love, Hate, Love; 7. It Ain't Like That; 8. Sunshine; 9. Put You Down; 10. Confusion; 11. I Know Somethin (Bout You); 12. Real Thing

Skład: Layne Staley - wokal; Jerry Cantrell - gitara i wokal; Mike Starr - bass; Sean Kinney - perkusja, pianino (3)
Producent: Dave Jerden


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.