27 marca 2013

[Recenzja] Valhalla - "Valhalla" (1969)



Kolejna recenzja z serii "odgrzebywanie staroci". Tym razem na warsztat poszła amerykańska grupa heavy psychodeliczna Valhalla, istniejąca na przełomie lat 60. i 70. Takie uściślenie jest konieczne, gdyż według portalu Last.fm, istnieje lub istniało przynajmniej dwadzieścia jeden zespołów noszących taką nazwę (głównie metalowych). Żaden z nich nie zdobył popularności, zaś niniejsza Valhalla była prawdopodobnie pierwsza. Pozostawiła po sobie zaledwie jeden album, zatytułowany po prostu "Valhalla". Zawarta na nim muzyka nie jest ani specjalnie oryginalna, ani nie wykracza poza ówczesną (wysoką) średnią, ale jeżeli ktoś lubi psychodeliczne klimaty i brzmienie wczesnego hard rocka, to powinien być oczarowany tym longplayem.

Na początek dynamiczny, bardzo energetyczny "Hard Times". Ciężki gitarowy riff uzupełniany brzmieniami organów Hammonda automatycznie wywołuje skojarzenia z Deep Purple Mark I. Pojawia się tu też ciekawe perkusyjne przejście. Dalej jest jednak łagodniej. Co prawda w "Conceit" pojawia się ostrzejsze gitarowe solo, ale już w "Ladies in Waiting" to organy spełniają pierwszoplanową rolę. Mocniejszy "I'm Not Askin'", z długimi partiami solowymi, to znowu purplowanie (w końcu zespół Ritchiego Blackmore'a i Jona Lorda był w tamtym czasie niezwykle popularny w Stanach). Nieco dziwnie brzmi natomiast "Deacon" - skoczna melodia pianina i orkiestrowe tło czynią go najbardziej komercyjnym fragmentem albumu.

Początek "Heads Are Free" przypomina nieco "Little Wings" Jimiego Hendrixa, dalej jednak bliżej mu do... The Doors. Ostra solówka gitarzysty to znowu wpływ Hendrixa, a organowa - Jona Lorda. Prawdopodobnie właśnie brak własnego stylu zadecydował o niepowodzeniu albumu, a w rezultacie - rozpad zespołu. Słuchamy jednak dalej płyty. "Roof Top Man" to niemal tradycyjny blues (z wyjątkiem środkowej części instrumentalnej). Przy okazji znalazł się tu jeden z najbardziej chwytliwych refrenów zespołu. Dalej pojawia się kolejny łagodniejszy fragment - chyba najlepszy z nich - "JBT". W ostatnich dwóch utworach znowu słychać orkiestracje. O ile jednak "Conversation" ma bardziej komercyjny charakter, to "Overseas Symphony" jest bardziej złożony, progresywny. Sprawia jednak wrażenie trochę chaotycznego - są tu i fragmenty niemal metalowe, jak i musicalowe.

W sumie jest to jednak całkiem udany longplay. Polecam go przede wszystkim wielbicielom wspomnianych w tekście wykonawców - do słuchania w czasie, kiedy tamci chwilowo się znudzą.

Ocena: 6/10



Valhalla - "Valhalla" (1969)

1. Hard Times; 2. Conceit; 3. Ladies in Waiting ; 4. I'm Not Askin'; 4. Deacon; 5. Heads Are Free; 6. Roof Top Man; 7. JBT; 8. Conversation; 9. Overseas Symphony

Skład: Bob Hulling - wokal; Don Krantz - gitara; Mark Mangold - instr. klawiszowe; Rick Ambrose - bass; Eddie Livingston - perkusja
Producent: Al Levine i Jim Foley


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.