26 marca 2013

[Recenzja] Steel Mill - "Green Eyed God" (1972)



Brytyjski Steel Mill to jeden z najbardziej tajemniczych zespołów progrockowych. Tworzący go (w latach 1969-72) muzycy pojawili się znikąd, nagrali jeden niesamowity album i słuch o nich całkiem zaginął (jedynie basista Jeff Watts przez krótki czas współpracował z równie mało znaną grupą Design). Album "Green Eyed God" to niezwykłe połączenie rocka progresywnego z jazzem, bluesem, folkiem, a także hard rockiem, czy nawet heavy metalem. Longplay nie został jednak należycie doceniony - początkowo ukazał się wyłącznie w Niemczech, natomiast brytyjski wydawca grupy zdecydował się opublikować go dopiero w 1975 roku, już po rozpadzie Steel Mill. Prawdopodobnie ze względu na słabą sprzedaż dwóch singli z 1971 roku ("Green Eyed God" / "Zangwill" i "Summer's Child" / "Get on the Line").

Okładka wydania brytyjskiego.
"Blood Runs Deep" to żywiołowe granie, z mocnym śpiewem. Ale nie jest to typowy utwór hardrockowy. Zamiast gitary solowej mamy tu wiodące partie saksofonu, a pod względem strukturalnym też się dużo dzieje - nagłe zmiany tempa, nastroju. "Summers Child" to przepiękna, delikatna ballada, wzbogacona brzmieniem fletu, które w połączeniu ze smutnymi partiami gitary daje niesamowity klimat. "Mijo And the Laying of the Witch" także rozpoczyna się jazzującymi brzmieniami saksofonu, ale w drugiej minucie wchodzi główny riff gitary, którego nie powstydziłyby się ówczesne zespoły metalowe. Utwór posiada jednak bardzo wyrazistą melodię, cały czas obecne są też świetne partie saksofonu. "Treadmill" rozpoczyna się partią wokalną a capella, ale zaraz nabiera metalowego ciężaru. To jednak najmniej interesujący fragment albumu, pozbawiony tego niesamowitego klimatu, charakteryzującego pozostałe utwory. 

Do najbardziej niezwykłych utworów należy tytułowy "Green Eyed God" - w ciągu tych 9 minut dzieje się tyle, że ciężko wszystko opisać. Mroczny klimat tworzony za pomocą fletu, ostrzejsze rozwinięcie o bluesrockowym charakterze, wycieczki w stronę jazz rocka, długie partie solowe - jest tutaj wszystko, za co można pokochać ten zespół (lub znienawidzić, choć trudno mi to sobie wyobrazić). Dla odmiany w opartym na akompaniamencie pianina "Turn the Page Over" jest bardziej pogodnie i piosenkowo, ale nie brak progresywnych partii gitar. "Black Jewel of the Forest" to znowu mroczna odmiana folku, z intensywną grą sekcji rytmicznej. Pojawia się tu też motyw (grany najpierw na basie, a potem podchwycony przez gitarzystę) podobny do "No Place to Go" bluesmana Howlin' Wolfa (wykorzystany także przez Led Zeppelin w "How Many More Times"). Album kończy urocza, 44-sekundowa miniaturka "Har Fleur".

Ocena: 8/10



Steel Mill - "Green Eyed God" (1972)

1. Blood Runs Deep; 2. Summers Child; 3. Mijo And the Laying of the Witch; 4. Treadmill; 5. Green Eyed God; 6. Turn the Page Over; 7. Black Jewel of the Forest; 8. Har Fleur

Skład: Dave Morris - wokal i instr. klawiszowe; John Challenger - saksofon - flet; Terry Williams - gitara; Jeff Watts - bass; Chris Martin - perkusja
Producent: John Schroeder


1 komentarz:

  1. Świetny album, to jedna z tych perełek z tamtych lat ,które zostały niedocenione.
    Ciekawe jak by brzmiała ich muzyka na kolejnych płytach.
    Takich „jednoalbumowych” zespołów było wiele , choćby Hannibal, Tonton Macoute, Indian Summer (potrzebowałem kilku przesłuchań , aby ta muzyka trafiła do mnie)
    Wytwórnia Rise Above Records wydała w 2010 Green Eyed God z 9 bonusami, w tym jeden utwór nagrany w 2010r

    OdpowiedzUsuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.