5 marca 2013

[Recenzja] Rush - "Snakes & Arrows" (2007)



Pod względem brzmienia na "Snakes & Arrows" jest o wiele lepiej niż na poprzednim w dyskografii "Vapor Trails", choć nie idealnie - wciąż o wiele za głośno. Jednak po względem jakości nowych utworów - wręcz nie ma porównania. Już pierwszy na płycie, mocny "Far Cry" przynosi chwytliwy refren. Jeszcze lepszy jest "Armor and Sword", łączący czadowe riffy z fragmentami akustycznymi. Podobne klimaty przynoszą kolejne na płycie utwory, średni "Workin' Them Angels" i świetny "The Larger Bowl". Cieszy, że wróciły gitarowe solówki, choć z drugiej strony, wielkich rewelacji nie przynoszą. Album zawiera aż trzy utwory instrumentalne: prawdziwie progresywny "The Main Monkey Business", delikatną akustyczną miniaturkę "Hope", oraz maksymalnie pokomplikowany "Malignant Narcissism". W tych utworach muzycy Rush najbardziej zbliżyli się do swoich dokonań z początków działalności. Zaskoczeniem może być natomiast walczykowaty "The Way the Wind Blows" - ale jest to zaskoczenie jak najbardziej pozytywne. Do lepszych fragmentów albumu zalicza się jeszcze wolny "Faithless". Reszta to wypełniacze, jednak ich obecność nie obniża w żaden sposób poziomu tego albumu - jednego z lepszych, jakie zespół nagrał w ciągu ostatnich dwóch dekad.

Ocena: 6/10



Rush - "Snakes & Arrows" (2007)

1. Far Cry; 2. Armor and Sword; 3. Workin' Them Angels; 4. The Larger Bowl; 5. Spindrift; 6. The Main Monkey Business; 7. The Way the Wind Blows; 8. Hope; 9. Faithless; 10. Bravest Face; 11. Good News First; 12. Malignant Narcissism; 13. We Hold On

Skład: Geddy Lee - wokal, bass, melotron; Alex Lifeson - gitara, mandolina; Neil Peart - perkusja
Producent: Nick Raskulinecz i Rush


2 komentarze:

  1. Zdjąłeś recenzję Vapour Trail, więc tak w telegraficznym skrócie: Co Ci się nie podobało w tym albumie? Ja akurat ostatnio mam fazę na "One Little Victory" i mam zarzut pod tytułem "loudness war", ale akurat VT wyszło też w wersji remixed, gdzie produkcja jest zdecydowanie lepsza. Co Ty mu wtedy postawiłeś? Dobrze pamiętam, że góra 4?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno nie więcej niż 4, prawdopodobnie mniej. Przez to brzmienie i mało zróżnicowane kompozycje album brzmiał dla mnie jak jakiś jednostajny łomot. Wersji zremasterowanej nie słyszałem.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.