2 marca 2013

[Recenzja] Rush - "Moving Pictures" (1981)



Rushowe opus magnum. Nie jest to album doskonały, ale zdecydowanie najlepszy, jaki nagrali. Chociaż będący kontynuacją bardziej przystępnego kierunku zapoczątkowanego na "Permanent Waves", w warstwie muzycznej wciąż bardzo skomplikowany. Album otwiera oparty głównie na brzmieniach syntezatora "Tom Sawyer", w którym nie brak jednak gitarowych popisów Lifesona i wyrazistego basu Lee. "Red Barchetta" to przedstawiciel najbardziej melodyjnych utworów grupy. Dla odmiany, instrumentalny "YYZ" to jeden z tych bardziej skomplikowanych, wyróżniający się wieloma zmianami motywów. To także najcięższy fragment albumu Ale zaraz po nim następuje łagodniejszy "Limelight" - pod względem muzycznym utwór absolutnie doskonały. Z jednej strony bardzo chwytliwy, z drugiej - ambitny pod względem struktury.

Drugą stronę albumu otwiera najdłuższy na płycie, 11-minutowy "The Camera Eye". Wydaje się jednak trochę zbyt rozwleczony, tym bardziej, że fragmenty z wokalem brzmią bardzo piosenkowo - dziwnie brzmi zestawienie ich z długimi popisami solowymi i zabawami brzmieniami syntezatora. Dalej jednak słuchamy świetnego, ponurego "Witch Hunt" - trzeciej części z serii utworów "Fear", ale pierwszej opublikowanej na longplayu. Finał albumu to dość dziwny "Vital Signs" - w zwrotkach podkład stanowi gitara przycinana w stylu reggae, zestawiona z elektroniką, natomiast refren oparty jest na hard rockowym riffie. Przy pierwszym, lub nawet drugim przesłuchaniu ciężko ogarnąć wszystko, co dzieje się w tym kawałku. Bez wątpienia jest to jednak udane zakończenie tej bardzo dobrej płyty.

Ocena: 9/10



Rush - "Moving Pictures" (1981)

1. Tom Sawyer; 2. Red Barchetta; 3. YYZ; 4. Limelight; 5. The Camera Eye; 6. Witch Hunt; 7. Vital Signs

Skład: Geddy Lee - wokal, bass, instr. klawiszowe; Alex Lifeson - gitara, instr. klawiszowe; Neil Peart - perkusja
Gościnnie: Hugh Syme - syntezator (6)
Producent: Rush i Terry Brown


2 komentarze:

  1. Może wydać się to dziwne ale dla mnie wszyskie poprzednie albumy Rush są lepsze niż ten. Sam nie wiem dlaczego ale wydaje mi się on lekko nudny. Chociaż kilka utworów to niekwestionowana klasyka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A według mnie to ich najciekawszy longplay od czasu "2112" ;)

      Usuń