2 marca 2013

[Recenzja] Rush - "Grace Under Pressure" (1984)



"Grace Under Pressure" to doskonałe rozwinięcie stylu z poprzedniego longplaya. Syntezatory idealnie stopiły się tutaj z ostrymi gitarami, mocnym basem i nieoczywistymi rytmami perkusji. Chociaż przez cały album ewidentnie słychać w jakiej dekadzie powstał, to w przeciwieństwie do większości płyt z lat 80. - do dzisiaj brzmi świeżo. Na pewno zespół nie przestał tutaj grać ambitnej muzyki. Ponadto na korzyść dzieła przemawia niższy niż dawniej wokal Geddy'ego Lee - w ogóle już nie irytujący. Poza tym, "Grace Under Pressure" to jeden z najrówniejszych albumów grupy.

Co prawda otwierający album "Distant Early Warning" nie zbliża się do poziomu "Subdivisions", ale już genialny "Afterimage" należy do ścisłej czołówki najlepszych utworów Rush. Równie wielkie emocje wywołuje podniosły "Red Sector A" - brzmiący zaskakująco potężnie, jak na tak mocno podlaną elektroniką aranżacje i czas, w jakim album powstał. Zresztą także w pozostałych utworach nowy producent, Peter Henderson, zadbał o mocne i przejrzyste brzmienie. Najbardziej słychać je na przykładzie rewelacyjnego "The Enemy Within", chronologicznie pierwszej, a trzeciej wydanej, części "Fear"). To kolejny złożony utwór: od zwrotek w rytmie reggae, z niesamowicie energetyczną grą Geddy'ego na basie, przez mocne rockowe przejście, do melodyjnego, elektronicznego refrenu. 

Kolejny na płycie "The Body Electric" nie wyróżnia się niczym szczególnym, ale już oparty na świetnym motywie "Kid Gloves" porywa od pierwszych sekund. Do "Red Lenses" trudniej się przyzwyczaić - fajnie bulgocze bass, ale brzmienie klawiszy i perkusjonalii zbliża ten utwór do ówczesnego synthpopu (który mimo wszystko był lepszy od współczesnego). Syntezatory przytłaczają we zwrotkach "Between the Wheels", ale kiedy ustępują miejsca naturalnym dźwiękom, okazuje się, że to kolejne wielkie dzieło Rush. Dużo tutaj solowych partii Lifesona, a refren zapada w pamięć, choć to najbardziej progresywny fragment albumu. Sumując wszystko powyższe, chyba nie muszę dodawać, że to jedna z najlepszych płyt Rush - choć powstała w czasach nieprzychylnych ambitnej muzyce.

Ocena: 7/10



Rush - "Grace Under Pressure" (1984)

1. Distant Early Warning; 2. Afterimage; 3. Red Sector A; 4. The Enemy Within; 5. The Body Electric; 6. Kid Gloves; 7. Red Lenses; 8. Between the Wheels

Skład: Geddy Lee - wokal, bass, syntezatory; Alex Lifeson - gitara, syntezatory; Neil Peart - perkusja
Producent: Rush i Peter Henderson


2 komentarze:

  1. Płyta świetna mimo, że sporo na niej syntezatorów. Utwory z niej nadal bronią się na koncertach. Dzięki za przypomnienie o rocznicy wydania albumu.

    OdpowiedzUsuń
  2. "The Body Electric" nie wyróżnia się? Świetny jest! Świetna melodia, a na refren się wręcz czeka:
    "1 0 0 1 0 0 1
    SOS
    1 0 0 1 0 0 1
    In distress
    1 0 0 1 0 0"

    Akurat ją przesłuchuję i powoli się przekonuję, bo kiedyś mi jakoś nie wchodziła w głowę podczas słuchania w gdzieś tam w tle.

    OdpowiedzUsuń