29 marca 2013

[Recenzja] Judas Priest - "Sad Wings of Destiny" (1976)



Debiutancki album Judas Priest, "Rocka Rolla", wykazywał pewne niedoskonałości, zarówno pod względem brzmieniowym, jak i kompozytorsko-wykonawczym. "Sad Wings of Destiny" ukazał się zaledwie dwa lata później, jednak muzycy poczynili przez ten czas ogromny postęp. Grupa wykorzystała tutaj w pełni wszystkie swoje atuty - rozpoznawalnego wokalistę, dysponującego czterooktawowym głosem, dwóch uzdolnionych gitarzystów (wzorem Wishbone Ash dzielących się solówkami), oraz sprawną sekcję rytmiczną. Od czasu debiutu muzycy rozwinęli się jako kompozytorzy. Na tyle, żeby stworzyć zróżnicowany, ale spójny album, zawierający kilka perełek, które na stałe weszły do klasyki ciężkiego grania. Styl zespołu nie uległ jednak większym zmianom od czasu debiutu - wciąż jest to hard rock z wyraźnymi wpływami rocka progresywnego.

Album rozpoczyna się od dwuminutowego wprowadzenia, "Prelude"*, w którym dominującą rolę odgrywa pianino, wsparte delikatnymi dźwiękami gitary. Pierwszy właściwy utwór to "Tyrant", napędzany bardzo fajnym riffem. Dalej pojawiają się równie fajne harmonie, zarówno wokalne, jak i gitarowe. Kolejny plus za brzmienie - mocne, ale bardzo selektywne (wyraźnie słyszalna gitara basowa). W podobnym stylu utrzymany jest "Genocide", za to "Epitaph" to zwrot o 180 stopni. Jeśli ktoś kojarzy Judas Priest tylko z albumów wydanych w latach 80., będzie w niemałym szoku po usłyszeniu tego kawałka. Żadnych gitar, perkusji czy basu. Tylko pianino i harmonie wokalne ewidentnie inspirowane twórczością Queen. Wszystko wraca do normy w "Island of Domination" - przynajmniej jeśli chodzi o brzmienie, bo struktura utworu nie jest zbyt oczywista. Bardzo dużo tutaj zmian tempa i motywów.

Wszystkie wymienione dotąd utwory bladną jednak przy "Victim of Changes". To kolejna kompozycja, którą napędza świetny riff, ale tym razem o bardziej progresywnej strukturze, z długimi solówkami i ciekawym balladowym zwolnieniem, ale także z chwytliwą melodią, nie tylko w refrenie. Nic dziwnego, że utwór do dziś jest stałym punktem koncertów grupy. Równie długo w setliście utrzymuje się kolejny utwór, "The Ripper". To chyba najbardziej heavy metalowy fragment całości - zapowiedź kierunku, w którym grupa będzie zmierzać na kolejnych albumach. "Dreamer Deceiver" to z kolei typowa ballada, z początku bardzo łagodna (trochę w klimacie sabbathowego "Planet Caravan"), ale z czasem nabierająca większej dynamiki. Pojawiają się tutaj piękne gitarowe solówki, a w końcówce znów słychać pianino. Płynną kontynuacją tego utworu jest finałowy "Deceiver", już stricte hardrockowy, choć pod koniec powraca balladowy motyw.

"Sad Wings of Destiny" to jeden z najlepszych hardrockowych albumów z drugiej połowy lat 70. i ścisła czołówka najlepszych longplayów Judas Priest. Zespół pokazał tutaj swoją wszechstronność i talent do tworzenia interesujących kompozycji.

Ocena: 8/10

* Tak przynajmniej wynika z okładki wydań winylowych, na których najpierw wymienione są utwory od "Prelude" do "Island of Domination", a następnie - od "Victim of Changes" do "Deceiver". Jednak na płycie strona  z tymi pierwszymi podpisana jest jako "B", a z drugimi - jako "A". I taką właśnie kolejność przyjęto na kompaktowych wznowieniach, rozpoczynających się od "Victim of Changes". Jednak tytuł "Prelude" ewidentnie wskazuje na to, że to on miał rozpoczynać album.



Judas Priest - "Sad Wings of Destiny" (1976)

1. Prelude; 2. Tyrant; 3. Genocide; 4. Epitaph; 5. Island of Domination; 6. Victim of Changes; 7. The Ripper; 8. Dreamer Deceiver; 9. Deceiver

Skład: Rob Halford - wokal; K.K. Downing - gitara; Glenn Tipton - gitara, instr. klawiszowe; Ian Hill - bass, gitara; Alan Moore - perkusja
Producent: Jeffery Calvert, Max West i Judas Priest


Brak komentarzy

Prześlij komentarz