29 marca 2013

[Recenzja] Judas Priest - "Rocka Rolla" (1974)



Zanim Judas Priest położył fundamenty stylu zwanego heavy metalem (takimi utworami, jak "Victim of Changes" czy "Dissident Aggressor", nagranymi jeszcze w latach 70.) i stał jednym z jego czołowych reprezentantów (to już w latach 80., za sprawą albumów "British Steel" i "Screaming for Vengeance"), był po prostu jednym z wielu niewyróżniających się zespołów, grających mało oryginalną muzykę na pograniczu hard rocka i rocka progresywnego. Taki album, jak "Rocka Rolla", mógł na początku lat 70. nagrać dowolny trzecio- lub czwartoligowy zespół rockowy. Muzycy Judas Priest nie mieli wtedy ani własnego stylu, ani brzmienia. I chyba nawet nie próbowali nagrać czegoś wyjątkowego, wyróżniającego się na tle twórczości innych wykonawców. Dużo tutaj blues rocka, nieodległego od twórczości Free ("One for the Road"), czasem pojawia się jakiś cięższy riff w stylu Black Sabbath ("Winter") lub gitarowe unisona najprawdopodobniej podpatrzone od Wishbone Ash ("Never Satisfied", "Caviar and Meths").

Okładka reedycji.
Wadą albumu na pewno jest jego cienkie brzmienie. A przecież za produkcje odpowiada Rodger Bain, który tą samą rolę pełnił na trzech pierwszych albumach Black Sabbath, które mogą służyć za wzór brzmienia z tamtych czasów. Bain nie popisał się tutaj także w innej kwestii: nie zgodził się na nagranie utworów "Whiskey Woman" (który później przerodził się w "Victim of Changes"), "The Ripper", "Tyrant" i "Epitaph". Wszystkie zostały nagrane dopiero na następny album, "Sad Wings of Destiny", a dwa pierwsze na stałe weszły do koncertowego repertuaru grupy. Tymczasem utwory, które według Baina miały większy potencjał komercyjny i trafiły na "Rocka Rolla", okazały się kompletną klapą. Z dziesięciu zawartych tutaj utworów (a właściwie ośmiu, bo "Winter", Deep Freeze" i "Winter Retreat" to tak naprawdę jedna kompozycja) tylko "Never Satisfied" i tytułowy były grane na żywo po 1976 roku i to sporadycznie.

Niestety, mimo braku faktycznych przebojów, słychać tutaj, że głównym kryterium doboru repertuaru był właśnie potencjał komercyjny. Spora część albumu to banalne piosenki, raz bliższe bluesa ("One for the Road", "Never Satisfied"), raz muzyki boogie ("Rocka Rolla", "Cheater" - oba z harmonijką). W pozostałych utworach muzycy próbowali pokazać się od bardziej ambitnej strony, ale wyszło rożnie. Weźmy suitę "Winter" - pierwsza część opiera się na ciężkim riffowaniu, w instrumentalnej "Deep Freeze" słychać tylko wycie gitary, a finałowa "Winter Retreat" to delikatna ballada z akustycznym podkładem. Nie klei się to w spójną całość i brzmi po prostu kiepsko - typowy przerost ambicji nad umiejętnościami (kompozytorskimi i wykonawczymi). Śmieszyć może także ciężka ballada "Dying to Meet You" z przesadzonym śpiewem Roba Halforda. Ale już druga (a właściwie pierwsza) ballada, bardziej rozbudowana "Run of the Mill", pokazuje, że zespół już wtedy miał spory potencjał. Jest tu i zgrabna melodia, i ciekawe budowanie napięcia, i w końcu kilka naprawdę niezłych motywów. To jeden z lepszych utworów w całej dyskografii Judas Priest, niestety bardzo niedoceniany. Bardzo dobre wrażenie sprawia także "Caviar and Meths" - bardzo ładna instrumentalna miniaturka, która nie ma absolutnie nic wspólnego z resztą twórczości zespołu, ale ciężko oprzeć się jej urokowi.

Mimo najlepszych chęci, ciężko uznać "Rocka Rolla" za udany debiut. Z perspektywy czasu jest to tylko ciekawostka dla fanów grupy, chcących wiedzieć jaką muzykę zespół wykonywał przed nagraniem swojego właściwego debiutu, za który można uznać album "Sad Wings of Destiny".

Ocena: 6/10



Judas Priest - "Rocka Rolla" (1974)

1. One for the Road; 2. Rocka Rolla; 3. Winter; 4. Deep Freeze; 5. Winter Retreat; 6. Cheater; 7. Never Satisfied; 8. Run of the Mill; 9. Dying to Meet You; 10. Caviar and Meths

Skład: Rob Halford - wokal, harmonijka (2,6); K.K. Downing - gitara; Glenn Tipton - gitara, syntezator (2,8); Ian Hill - bass; John Hinch - perkusja
Producent: Rodger Bain


Brak komentarzy

Prześlij komentarz