23 marca 2013

[Recenzja] Gillan - "Glory Road" (1980)



Pod koniec 1978 roku, Ian Gillan odmówił dołączenia do grupy Rainbow, w której grało dwóch innych byłych członków Deep Purple, Ritchie Blackmore i Roger Glover. Czas pokazał, że był to słuszny wybór. Chociaż na swój sukces musiał dłużej popracować: "Mr. Universe" na liście w Wlk. Brytanii był notowany niżej od wydanego w tym samym roku "Down to Earth" Rainbow (na którym ostatecznie zaśpiewał  Graham Bonnet), który doszedł do miejsca szóstego. Jednak już kolejna płyta grupy Gillan, "Glory Road", doszła aż do miejsca trzeciego (czyli nawet wyżej niż ostatni album Purpli z Gillanem, "Who Do We Think We Are"). Jednak to nie sukces komercyjny jest najważniejszy. "Down to Earth", a także późniejsze albumy grupy Blackmore'a, są postrzegane jako niewłaściwy krok w stronę radiowego pop rocka. Tymczasem "Glory Road" to rasowy hard rock / heavy metal, w duchu klasycznych dokonań Deep Purple. Ponadto idealnie wpasował się w popularny wówczas nurt Nowej Fali Brytyjskiego Heavy Metalu.

Tym razem zespół nie bawi się w żadne klimatyczne introdukcje - od razu rusza czadowy "Unchain Your Brain". Utwór należy do najostrzejszych, a zarazem najbardziej chwytliwych w dorobku grupy, chociaż trochę niepotrzebnie wzbogacono go klawiszami. Równie szybko, ciężko i przebojowo jest w "Are You Sure?", ale już "Time and Again" to przykład łagodniejszego oblicza Gillan. I jeden ze słabszych fragmentów "Glory Road". Drugim słabszym jest następujący tuż po nim "No Easy Way", rozpoczęty zgrzytami gitary, ale później dość banalny. Zaraz potem otrzymujemy jednak świetny "Sleeping on the Job" (w innej wersji, niż na japońskim wydaniu "Mr. Universe"). "On the Rocks" mógłby być kolejnym rewelacyjnym utworem, gdyby nie pierwszoplanowa rola klawiszy. Blues "If You Believe Me" niestety wypada słabo. Czadowy "Running, White Face, City Boy" to taki średniak. Ale album kończy genialny "Nervous", oparty na wolnym rytmie, z rewelacyjną partią wokalną Iana i udanymi popisami Tormé'a. Ogólnie jednak album sprawia nieco słabsze wrażenie od "Mr. Universe".

Pierwsze brytyjskie wydanie zawierało drugi dysk, zatytułowany "For Gillan Fans Only". I rzeczywiście większość zamieszczonej tu muzyki nadaje się tylko dla najwierniejszych fanów zespołu - chociaż i dla nich może być zbyt ciężki do wysłuchania w całości. To głównie kawałki o żartobliwym charakterze (najjaskrawszym przykładem jest śpiewany przez Colina Townsa "Egg Timer" - przeróbka utworu "Vice Versa" Samson, zagrana w klimacie staroświeckich ballad), często poprzedzone bezsensownymi zapowiedziami. Pomiędzy nimi pojawia się kilka utworów bardziej na serio, ale i one przeważnie sprawiają wrażenie odrzutów ("Higher And Higher", nowa wersja "Abbey of Thelema" z albumu "Gillan"). Jest tu jednak jeden wyjątek, prawdziwa perła wśród tandety, a mianowicie chwytliwy "Your Mother Was Right" (który w amerykańskim wydaniu zastąpił "Sleeping on the Job").

Ocena: 6/10

PS. Grupa Gillan wydała jeszcze trzy albumy. "Future Shock" (1981) był zdecydowanym zwrotem ku mniej ciekawej, a bardziej komercyjnej muzyce (mniej gitar, więcej syntezatorów). Zaowocowało to 2. miejscem w brytyjskim notowaniu. Podczas trasy promującej album, z zespołu został wyrzucony Bernie Tormé - gitarzysta odmówił udziału w występie z playbacku w programie Top of the Pops. Jego następcą został Janick Gers (znany przede wszystkim jako członek Iron Maiden, w którym gra od 1990 roku). Nagrane z nim albumy "Double Trouble" (1981) i "Magic" (1982) były kontynuacją bardziej syntetycznego brzmienia. Co prawda na drugim z nich znalazł się mój ulubiony utwór grupy, skomponowany przez Gersa "Bluesy Blue Sea" - ciężki, ze świetną partią wokalną i bez klawiszy. Pozostałe utwory z tej płyty nie nadają się jednak do słuchania, dlatego nie poświęcam jej osobnej recenzji. Grupa Gillan przestała istnieć w 1982 roku, kiedy Ian Gillan dołączył do Black Sabbath.



Gillan - "Glory Road" (1980)

1. Unchain Your Brain; 2. Are You Sure?; 3. Time And Again; 4. No Easy Way; 5. Sleeping on the Job; 6. On the Rocks; 7. If You Believe Me; 8. Running, White Face, City Boy; 9. Nervous

Skład: Ian Gillan - wokal, harmonijka; Colin Towns - instr. klawiszowe; Bernie Tormé - gitara; John McCoy - bass; Mick Underwood - perkusja
Producent: John McCoy i Paul Watkins


1 komentarz:

  1. Całkiem dobry album z kilkoma rewelacyjnymi momentami. Na pewno otwierający numer robi dobre wrażenie. Ale szczególnie interesujący jest On the Rocks. Świetne klimatyczne intro Colina Townsa wprowadza niesamowity nastrój Potem jest już najprawdziwszy hard rock z fajną melodią. Bardzo lubię grę na klawiszach Townsa i w tym utworze naprawdę pokazuje swoje możliwości. W mojej ocenie jest to bardzo niedoceniany muzyk. Potrafił do mocnego brzmienia zespołu dodać nieco jazzującego klimatu. A robił to doprawdy smakowicie. No i brawa za niespotykane brzmienie, bo w tamtych czasach niewielu tak na klawiszach grało. If You Belive Me to fajny blues ze zgrzytliwą partią gitary i jazzującym Townsem. Ogólnie lubię te płyty Gillana z tamtego okresu, szczególnie Future Shock. Świetny był też gitarzysta Bernie Torme, zdecydowanie lepiej pasował do zespołu niż Jannick Gers.

    OdpowiedzUsuń