24 marca 2013

[Recenzja] Atomic Rooster - "Death Walks Behind You" (1970)



Brytyjski Atomic Rooster został założony w 1969 przez członków The Crazy World of Arthur Brown - klawiszowca Vincenta Crane'a i perkusistę Carla Parmera. Swój debiutancki album, "Atomic Roooster" (1970), nagrali wraz z wokalistą i multiinstrumentalistą Nickiem Grahamem. Chociaż drugi album grupy został wydany jeszcze w tym samym roku, to w międzyczasie zmieniły się 2/3 składu: Graham odszedł do Skin Alley, a Palmer wraz z Keithem Emersonem i Gregiem Lakem stworzył supergrupę ELP (czyli Emerson, Lake and Palmer). Ich następcami zostali John Du Cann (znany wcześniej z zespołu Andromeda) i Paul Hammond. Skład ten zarejestrował jeden z najciekawszych albumów lat 70. - "Death Walks Behind You".

Utwór tytułowy rozpoczyna mroczny wstęp, który z powodzeniem mógłby trafić na ścieżkę dźwiękową jakiegoś horroru. Minorowa melodia grana na pianinie i pojedyncze uderzenia w struny gitary, tworzą niesamowity nastrój. Cały utwór utrzymany jest w takim ponurym klimacie, chociaż już po chwili robi się bardziej intensywny, za sprawą niemal heavy metalowych riffów Du Canna. A jednak "Death Walks Behind You" przykuwa uwagę także za sprawą wyrazistej melodii. Instrumentalny "Vug" - kojarzący się z Deep Purple za sprawą dynamicznego brzmienia organów Hammonda - to z kolei przede wszystkim popis umiejętności Crane'a, choć pozostali muzycy też mają okazję się wykazać. "Tomorrow Night", oparty na chwytliwym klawiszowym motywie, to jeden z dwóch singlowych hitów zespołu (11. miejsce w brytyjskim notowaniu). W porównaniu z pozostałymi utworami, jest nieco prostszy, ale wstydu grupie nie przynosi.

"7 Streets" rozpoczyna piękny motyw organu, do którego dołącza równie piękna gitarowa partia Du Canna. Dalej utwór nabiera mocy, znowu niemal metalowej. Wyjątkowo nieciekawie wypadła partia wokalna, ale utwór broni się za sprawą długich fragmentów instrumentalnych. Co ciekawe, kawałek (znany także pod tytułem "7 Lonely Streets") pochodzi z repertuaru Andromedy, ale nie był wcześniej wydany na żadnej płycie sygnowanej tamtą nazwą (a, przypomnę, ukazały się dwie: album długogrający i singiel). Jeszcze bardziej czadowy jest "Sleeping for Years". Tutaj wszystko jest genialne: zadziorny gitarowy riff i solówki, organowe tło, mocna partia wokalna, oraz melodyjny, spokojniejszy refren. Dziwne, że nie był to kolejny singlowy hit, choć z drugiej strony mógł być za ciężki nawet dla ówczesnych stacji radiowych.

Za to spokojniejszy, chwytliwy "I Can't Take No More" spokojne mógłby hulać po eterze. Jak się okazuje, muzycy Atomic Rooster mieli nie tylko wielkie umiejętności techniczne, ale i świetny zmysł melodii. "Nobody Else" także to potwierdza - z początku i pod koniec jest to spokojna ballada, oparta na akompaniamencie pianina, ale w środku następuje nagły zryw z ostrym gitarowym solem. Finał albumu w postaci 8-minutowego "Gershatzer", to kolejny instrumentalny popis wszystkich muzyków. Mają dużo czasu by się wykazać, gdyż jest to najdłuższy fragment płyty (chociaż utwór tytułowy jest tylko pół minuty krótszy). "Gershatzer" jest jednak dużo bardziej zakręcony, zaś mniej melodyjny, od "Vug". Pojawia się w nim nawet długie perkusyjne solo.

Ocena: 9/10



Atomic Rooster - "Death Walks Behind You" (1970)

1. Death Walks Behind You; 2. Vug; 3. Tomorrow Night; 4. 7 Streets; 5. Sleeping for Years; 6. I Can't Take No More; 7. Nobody Else; 8. Gershatzer

Skład: John Du Cann - wokal, gitara i bass; Vincent Crane - instr. klawiszowe; Paul Hammond - perkusja
Producent: Atomic Rooster


3 komentarze:

  1. Jeden z najlepszych albumów początku lat 70. Uwielbiam tą płytę i uwielbiam tą grupę. Fantastyczne brzmienie z niesamowitymi organami hammonda i ostrą gitarą. Zresztą zespół na całej płycie daje popis mistrzowskiej gry. Mnie szczególnie podoba się gitara i organy. Być może dlatego że kocham Deep Purple ta płyta i ten zespół bardzo mi odpowiada. Brzmienie może budzić skojarzenia właśnie z Purplami. Kiedy recenzja pierwdzego krążka Atomic Rooster? To również znakomita płyta.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla mnie to taki sztampowy hard-rokowy łomocik... poza absolutnie elektryzującymi pierwszymi 60 sekundami to raczej typowe granie z tamtych czasów. "I can't take no more" przypomina momentami protoplastę "Dont Bring Me Down" Electric Light Orchestry, poza tym takie rzeźbienie. I tyle. Popisy i forma przerosły treść czyli dobre melodie i zapamiętywalne kompozycje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kompletnie się z tym nie zgadzam. Dla mnie to jeden z najlepszych hardrockowych albumów. Niezapamiętywalne kompozycje i słabe melodie? Nie słuchałem tego albumu od wielu miesięcy, a doskonale pamiętam wszystkie utwory poza ostatnim i bez problemu mogę je odtworzyć w głowie ;)

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.