17 marca 2013

[Recenzja] Anthrax - "Worship Music" (2011)



Album "Worship Music" był już ukończony i gotowy do wydania już w 2009 roku. Plany te zepsuło rozstanie - w nie najlepszej atmosferze - z ówczesnym wokalistą, Danem Nelsonem. Zespół postanowił odnowić współprace z Johnem Bushem. Jednocześnie powzięto decyzję, aby wszystkie teksty i linie melodyczne zostały stworzone od nowa, żeby na płycie nie pozostało nic wymyślonego przez Nelsona. Zanim jednak praca została skończona, do składu powrócił sam Joey Belladonna. Tym samym cały materiał stworzony przez Busha poszedł do kosza, a Belladonna rozpoczął pisanie od postaw. W rezultacie album ukazał się dopiero w 2011 roku. 

Po elektronicznie brzmiącym wstępie ("Worship") rozpoczyna się czysto thrash metalowy wymiatacz "Earth on Hell", zdominowany przez szaleńczą grę Charliego Benante na perkusji. Belladonna śpiewa nieco niżej, niż w latach 80., ale wciąż dysponuje potężnym głosem, zaś w tym utworze śpiewa bardzo agresywnie. "The Devil You Know" jest równie ciężki, ale bardziej oszczędny w dźwięki, a także o wiele bardziej chwytliwy - zwłaszcza w refrenie. Oba utwory robią spory apetyt na resztę albumu. Niestety, dalej poziom jest różny. Pierwszym mniej przekonującym utworem jest "Fight 'Em 'Til You Can't". To nowocześniejsze brzmienie, partia wokalna przypominająca niegdysiejsze eksperymenty zespołu z rap metalem, a do tego okropny, komercyjny refren. 

Im dalej, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że zespół tworzył ten album raczej z chęcią zaistnienia na listach przebojów, niż podarowania fanom albumu, na jaki czekali od 21 lat - od czasu "Persistence of Time". Świadczą o tym melodyjne do bólu refreny kolejnych utworów ("I'm Alive", "In the End", "The Giant"), a "Crawl" to utwór przystępny od początku do końca. Z tym, że to akurat jeden z bardziej ciekawych fragmentów albumu, chociaż bliższy np. Soundgarden, niż Anthrax. Skoro już mowa o skojarzeniach z innymi wykonawcami, to nietrudno zgadnąć dla jakiego zespołu hołdem jest utwór "Judas Priest". Z kolei "In the End" jest dedykowany pamięci Ronniego Jamesa Dio i Dimebaga Darrella.

Całkiem nieźle wypada "The Constant" - tutaj akurat chwytliwa melodia dobrze pasuje do wolniejszej muzyki, w nieco stonerowym klimacie. Fajnym dodatkiem są brzmienia akustyczne w tle. Natomiast przebojowy refren "Revolution Screams" kompletnie rozwala ten utwór, który mógł być całkiem niezłym zakończeniem. Chociaż tak naprawdę zakończeniem albumu jest "ukryta" przeróbka "New Noise" z repertuaru Refused. Dość agresywna, stanowi równowagę dla tych zbyt komercyjnych fragmentów longplaya. Całości dopełniają jeszcze dwa niepotrzebne przerywniki - "Hymn 1" grany na wiolonczeli i perkusyjny "Hymn 2".

Długo oczekiwany powrót Joeya Belladonny do Anthrax przyniósł zatem głównie rozczarowanie. Owszem, "Worship Music" przynosi więcej udanej muzyki od albumów nagranych z Johnem Bushem, ale do klasycznych płyt grupy mu bardzo daleko.

Ocena: 5/10



Anthrax - "Worship Music" (2011)

1. Worship; 2. Earth on Hell; 3. The Devil You Know; 4. Fight 'Em 'Til You Can't; 5. I'm Alive; 6. Hymn 1; 7. In the End; 8. The Giant; 9. Hymn 2; 10. Judas Priest; 11. Crawl; 12. The Constant; 13. Revolution Screams

Skład: Joey Belladonna - wokal; Scott Ian - gitara; Rob Caggiano - gitara; Frank Bello - bass; Charlie Benante - perkusja
Gościnnie: Alison Chesley - wiolonczela (6)
Producent: Anthrax, Scrap 60 i Jay Ruston


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.