13 marca 2013

[Recenzja] Anthrax - "Spreading the Disease" (1985)



Anthrax to jedyny zespół z Wielkiej Czwórki Thrash Metalu, o którym jeszcze tutaj nie pisałem. Zresztą jego obecność w Big 4 uważam za nieco kontrowersyjną. W porównaniu z Metallicą, Slayerem i Megadeth, muzycy Anthrax traktują swoją twórczość bardziej z przymrużeniem oka (co objawia się w image'u zespołu, czasem też w samych utworach). Niewątpliwie jednak zespół nagrał kilka płyt, które wypada znać. Należy do nich "Spreading the Disease" - drugi w dyskografii, a pierwszy z wokalistą Joeyem Belladonna (w rzeczywistości jego nazwisko brzmi Joseph Bellardini).

Album rozpoczyna się od wściekłego riffowania w postaci "A.I.R.". Muzycznie jest to czysty thrash, ale pod względem wokalnym bliżej do Judas Priest. Belladonna dysponuje wysokim głosem, porównywalnym z Robem Halfordem. "Lone Justice", oparty na fajnej linii basu, bliższy jest metalowi spod znaku NWOBHM. Najważniejszym utworem jest to "Madhouse" - świetny riff i solówka, a do tego chwytliwa linia wokalna czynią go jednym z największych thrashowych przebojów. To zresztą także odróżnia Anthrax od pozostałych grup Big 4 - przynajmniej od ich twórczości z lat 80., która miała być jak najostrzejsza, jak najcięższa (pomijając ballady Metalliki).

Pierwszym przejawem humoru muzyków jest brzmiące orientalnie interludium "S.S.C.", które stanowi wstęp do "Stand of Fall", będącego połączeniem punkowego tempa z tradycyjnym heavy metalem. Miażdżący, ciężki i wolny "The Enemy" wyróżnia się bardzo melodyjnym śpiewem. Dla odmiany "Aftershock" jest przynajmniej dwukrotnie szybszy, a wokal nabiera agresji. Najbardziej zaskakującym utworem może być mocna ballada "Armed and Dangerous", jeden z nielicznych utworów Anthrax tego typu. Wypada jednak bardzo przekonująco. "Medusa" to kolejny świetny riff i wściekły śpiew w stylu Halforda. Najbardziej agresywny utwór pojawia się na koniec - "Gung-Ho" dorównuje złością Slayerowi, ale w końcówce znowu ujawnia się poczucie humoru członków grupy.

Cóż jeszcze można dodać jako podsumowanie? Jeśli jesteś wielbicielem thrashu, czy ogólnie pojętego klasycznego metalu, to z pewnością znasz już ten album na pamięć. A jeśli nie - musisz to jak najszybciej nadrobić. Natomiast jeśli nie tolerujesz takiej muzyki - nie znajdziesz tu nic dla siebie.

Ocena: 6/10



Anthrax - "Spreading the Disease" (1985)

1. A.I.R.; 2. Lone Justice; 3. Madhouse; 4. S.S.C. / Stand or Fall; 4. The Enemy; 5. Aftershock; 6. Armed and Dangerous; 7. Medusa; 8. Gung-Ho

Skład: Joey Belladonna - wokal; Dan Spitz - gitara; Scott Ian - gitara; Frank Bello - bass; Charlie Benante - perkusja
Producent: Carl Canedy i  Anthrax


2 komentarze:

  1. Trochę dziwna recenzja. Praktycznie niczego albumowi nie zarzucasz, a dajesz mu 6/10.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. 6/10, czyli "niezły" - to pozytywna ocena. Nawet jeśli nie mam czego zarzucić temu albumowi, to jeszcze nie znaczy, że mnie zachwyca. A podejrzewam, że kiedyś (recenzja ma już ponad 3 lata) ocena mogła być tu wyższa, tzn. 7/10, ale potem została uaktualniona. A opis został oryginalny.

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.