2 lutego 2013

[Recenzja] Wishbone Ash - "Wishbone Four" (1973)



Po sukcesie albumu "Argus" (3. miejsce na UK Albums Chart) oczekiwania wobec Wishbone Ash były spore. Byliśmy pod ogromną presją - przyznawał perkusista Steve Upton. Ludzie chcieli od nas kolejnego "Argusa". A my bez problemu moglibyśmy im to dać. Tylko że wtedy przestalibyśmy się rozwijać. Nie chcieliśmy robić kopii tej płyty. Nie wolno dopuścić do takiej sytuacji, że to publiczność zaczyna ci dyktować, co powinieneś grać. Jakby na przekór wszystkim, czwarty album grupy rozpoczyna się zupełnie inaczej od poprzednika. Zamiast powolnego budowania napięcia długim akustycznym początkiem, tym razem muzycy od razu uderzają z pełną mocą. "So Many Things to Say" rozpoczyna się od ostrej gitarowej solówki, zagranej techniką slide, która pełni rolę przewodniego motywu, wspartej galopującą sekcją rytmiczną, do czego po chwili dochodzi wyjątkowo krzykliwa - jak na Wishbone Ash - partia wokalna. Utwór jest jednak na swój sposób chwytliwy i ciekawie się rozwija - pojawiają się w nim akustyczne zwolnienia, a także rozbudowana cześć instrumentalna, z perkusyjno-gitarowym pojedynkiem. Świetna rzecz na otwarcie.

Jednak już w "Ballad of the Beacon" muzycy wracają do stylu zaprezentowanego na poprzednich albumach. Utwór charakteryzuje się balladowym charakterem, przepiękną melodią, uroczym akustycznym brzmieniem oraz znakiem firmowym zespołu - gitarowymi unisonami i harmoniami. Co ciekawe, w pozostałych utworach zespół raczej unika korzystania z tego patentu. Szkoda, bo akurat "Ballad of the Beacon" to prawdziwa perła tego albumu, porównywalna z takimi utworami zespołu, jak "Errors of My Way", "Valediction" czy późniejsza "Persephone". Niestety, w większości pozostałych utworów na "Wishbone Four" zespół zastępuje swoje rozpoznawalne brzmienie różnymi eksperymentami, co nie zawsze wychodzi na dobre. Co słychać już w okropnym "No Easy Road" -nowej wersji strony B singla "Blowin' Free", wzbogaconej o barowe pianino i dęciaki. Taki kawałek mógłby dla żartu nagrać jakikolwiek zespół, nie ma w nim nic oryginalnego. Jednak obawiam się, że wcale nie powstał dla żartu. Kolejny utwór też nie porywa. "Everybody Needs a Friend" to po prostu osiem minut smęcenia przy wtórze gitary akustycznej. Może przez pierwsze kilkadziesiąt sekund ma to swój urok, ale z każdą kolejną minutą monotonia tej kompozycji staje się coraz bardziej irytująca.

Do słabszych fragmentów longplaya zalicza się także banalny "Doctor", w którym również wieje nudą, mimo zdecydowanie większej dynamiki. Później na szczęście poziom wzrasta. "Sorrel" to bardzo zgrabny spokojny utwór, z cudowanie łkającymi gitarami i pięknie pulsującym basem. Znów pobrzmiewa coś z wcześniejszych dokonań grupy. "Sing Out the Song" to kolejny smęt z akustycznym akompaniamentem, ale z o wiele ładniejszą melodią, niż "Everybody Needs a Friend". I niemal o połowę krótszy, a także mniej monotonny, dzięki czemu sprawia o wiele lepsze wrażenie i nie usypia słuchacza. Finałowy "Rock 'n' Roll Widow" pod względem muzycznym nie ma absolutnie nic wspólnego z rock and rollem, jest za to całkiem przyjemnym utworem, o chwytliwej melodii i zróżnicowanej dynamice. Chociaż trochę szkoda, że nie został zagrany nieco ostrzej - jak na wydanej jeszcze w tym samym roku koncertówce "Live Dates" - gdyż na zakończenie tego albumu przydałoby się trochę więcej rockowego czadu. Bo trochę jednak rozczarowuje fakt, że po mocnym pierwszym utworze reszta albumu okazuje się bardzo stonowana. Poprzednie albumy były lepiej wyważone.

Mimo tych wszystkich wad i trzech ewidentnie nieudanych utworów, "Wishbone Four" to całkiem przyjemny longplay. Nie tak udany, jak debiut, "Argus" czy wydany rok później "There's the Rub", ale mimo wszystko należący razem z nimi do tej lepszej części dyskografii Wishbone Ash

Ocena: 7/10



Wishbone Ash - "Wishbone Four" (1973)

1. So Many Things to Say; 2. Ballad of the Beacon; 3. No Easy Road; 4. Everybody Needs a Friend; 5. Doctor; 6. Sorrel; 7. Sing Out the Song; 8. Rock 'n' Roll Widow

Skład: Martin Turner - wokal i bass; Andy Powell - gitara i wokal; Ted Turner - gitara i wokal; Steve Upton - perkusja
Gościnnie: Graham Maitland - pianino (3); Phil Kenzie, Dave Coxhill i Bud Parks - instr. dęte (3); George Nash - instr. klawiszowe (4)
Producent: Wishbone Ash


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.