1 lutego 2013

[Recenzja] Wishbone Ash - "Wishbone Ash" (1970)



Wishbone Ash zapisał się w historii rocka jako jeden z pierwszych zespołów mających w składzie dwóch gitarzystów solowych. Co prawda już wcześniej podobny patent wprowadził The Allman Brothers Band, jednak tam gitarzyści grali swoje solówki na zmianę. Natomiast gitarzyści Wishbone Ash grali harmonicznie lub unisono. Nie było to z góry zaplanowane, początkowo skład grupy miał być inny. Kiedy basista Martin Turner i perkusista Steve Upton postanowili założyć zespół, poszukiwali do niego tylko jednego gitarzysty oraz klawiszowca. Na przesłuchaniu zjawiło się jednak dwóch fenomenalnych gitarzystów - Ted Turner (zbieżność nazwisk z Martinem przypadkowa) i Andy Powell. Obaj dostali posadę, co zaowocowało stworzeniem unikalnego, wcześniej niespotykanego stylu. Zespół zwrócił na siebie uwagę występując jako support Deep Purple. A dzięki wsparciu Ritchiego Blackmore'a muzycy podpisali swój pierwszy kontrakt. We wrześniu 1970 roku zarejestrowali pierwszy album, pod okiem producenta Dereka Lawrence'a (który pełnił tę samą rolę na trzech pierwszych longplayach Deep Purple) oraz słynnego Martina Bircha, jako inżyniera dźwięku.

Na "Wishbone Ash" styl zespołu jest już w pełni dojrzały. Album rozpoczyna się od bluesrockowego "Blind Eye" i już tutaj pojawiają się firmowe gitarowe popisy duetu Turner-Powell. Dość jeszcze zachowawcze - utwór został jakby "skrojony" dla radia (rzeczywiście został wydany singlu), a więc posiada prostą strukturę, bez długich popisów instrumentalnych, oraz dość komercyjny charakter (złagodzono go knajpianym pianinem). Prawie dwukrotnie dłuższy "Lady Whiskey" to już prawdziwy popis muzyków. Jest świetna współpraca gitarzystów, mocny podkład sekcji rytmicznej, a także dłuższe fragmenty instrumentalne o charakterze zespołowej improwizacji. A ballada "Errors of My Way" to już prawdziwe mistrzostwo, czysty geniusz. Przepiękna melodia, fantastyczne harmonie wokalne, oraz natchnione partie gitarzystów wchodzące w "dialog" nie tylko ze sobą, ale także z genialnymi partiami gitary basowej, która została mocno uwypuklona w miksie. Ciężko mi opisać emocje towarzyszące słuchaniu tej kompozycji - jej piękno zawsze mnie porusza. Zespół nagrał później jeszcze wiele takich natchnionych, wręcz uduchowionych ballad - i przeważnie wychodziły rewelacyjnie - jednak żadna nie robi na mnie aż takiego wrażenia.

Wracając do albumu, pierwszą stronę winylowego wydania kończy dynamiczny, hardrockowy "Queen of Torture". Słychać tutaj, jak wielki wpływ Wishbone Ash miało na twórczość takich zespołów, jak Judas Priest, Iron Maiden i niezliczoną liczbę innych heavy metalowych wykonawców, którzy zaadoptowali patent z dwoma gitarzystami prowadzącymi. Druga strona albumu to tylko dwie kompozycje - obie jednak o czasie trwania przekraczającym dziesięć minut. W większości instrumentalny "Handy" to przede wszystkim popis Martina Turnera, który prezentuje tutaj porywającą improwizację na basie. Oczywiście towarzyszą mu równie niesamowite solówki gitarzystów, znalazło się też miejsce na krótką perkusyjną solówkę Steve'a Uptona. Szkoda tylko, że utwór nie pozostał instrumentalny do końca, bo ostatnie dwie minuty z partią wokalną wypadają dość banalnie i psują ogólne wrażenie. Przyczepić nie można się natomiast do finałowego "Phoenix" - podniosłej i majestatycznej kompozycji, z ładnymi, balladowymi fragmentami ze śpiewem, oraz porywającymi popisami solowymi w długich częściach instrumentalnych. Dlaczego ten utwór nie jest wymieniany jednym tchem z "Stairway to Heaven" i "Child in Time" pozostaje dla mnie tajemnicą.

Debiut Wishbone Ash to naprawdę fantastyczny album, zachwycający wirtuozerią muzyków i ich zmysłem kompozytorskim. Jeżeli już do czegoś trzeba się przyczepić, to będą to partie wokalne. Obowiązkami wokalnymi dzielili obaj Turnerowie i Powell, żaden z nich nie dysponował jednak szczególnie ciekawą barwą głosu ani większymi umiejętnościami. O ile rewelacyjnie wyszły im harmonie w "Errors of My Way", to w pozostałych utworach, gdzie śpiewają oddzielnie, warstwa wokalna wypada mniej przekonująco. Wynagradza to jednak doskonała muzyka.

Ocena: 9/10



Wishbone Ash - "Wishbone Ash" (1970)

1. Blind Eye; 2. Lady Whiskey; 3. Errors of My Way; 4. Queen of Torture; 5. Handy; 6. Phoenix

Skład: Martin Turner - wokal i bass; Andy Powell - gitara i wokal; Ted Turner - gitara i wokal; Steve Upton - perkusja
Producent: Derek Lawrence


1 komentarz:

  1. Podzielam zachwyty nad tą płytą! Natomiast Handy mnie aż tak nie rajcuje, trochę nudzi to solo na basie. Podziwiam kunszt gitarzystów grupy, można ich słuchać bez końca. Fantastyczne granie na najwyższym poziomie. Zawsze zastanawiałem się dlaczego Turner i Powell nigdy nie są wymieniani jako czołowi gitarzyści lat 70.

    OdpowiedzUsuń