27 lutego 2013

[Recenzja] Rush - "Fly by Night" (1975)



Przed nagraniem tego albumu nastąpiła ostatnia zmiana w składzie Rush - nowym perkusistą został Neil Peart, utalentowany muzyk, a ponadto dobry tekściarz. Muzyka zespołu nie zmieniła się przez to jakoś drastycznie, choć pewien postęp jest słyszalny. Longplay "Fly by Night" wyraźnie dzieli się na dwie części, odpowiadające stronom płyty winylowej. Strona A to przede wszystkim granie hard rockowe. Utwory "Anthem", "Best I Can" i "Beneath, Between & Behind" spokojnie mogłyby się znaleźć na debiucie grupy, pomimo że brzmią nieco dojrzalej (pojawiają się w nich różne smaczki, jak nieprzesterowana gitara w zwrotkach "Anthem"). Czwarty utwór, "By-Tor & the Snow Dog", brzmieniowo nie różni się od poprzednich. To wciąż hard rock, ale o zdecydowanie prog rockowej strukturze - jest to czteroczęściowa, ponad ośmiominutowa kompozycja z wieloma zmianami motywów, metrum i nastroju.

Skoro o nastroju mowa, druga strona longplaya jest zdecydowanie łagodniejsza. Tytułowy "Fly by Night" i "Making Memories" to po prostu melodyjne rockowe piosenki, z mniej krzykliwym śpiewem Geedy'ego Lee i lżejszym brzmieniem gitar (nie licząc solówek). Ten pierwszy ma zresztą naprawdę rewelacyjną, momentalnie zapadającą w pamięć melodię - zupełnie zasłużenie stał się pierwszym przebojem zespołu. "Rivendell" to natomiast utwór oparty wyłącznie na akompaniamencie gitary akustycznej, będący najdelikatniejszą kompozycja w całym dorobku grupy. Finałowy "In the End" to kolejny dowód, że grupa stawała się coraz bardziej prog rockowa. To ponad sześciominutowa kompozycja, zaczynająca się dość spokojnie i bardzo melodyjnie, ale z czasem nabierająca większego ciężaru, by pod koniec znów złagodnieć. Fajne podsumowanie longplaya.

"Fly by Night" (wespół z wydanym jeszcze w tym samym roku "Caress of Steel") to album przejściowy, pomiędzy hard rockowym Rush, a tym progresywnym. I chyba nie będący w stanie w pełni zadowolić ani fanów hard rocka, ani tym bardziej wielbicieli rocka progresywnego. Ale mimo to, zawierający naprawdę solidną muzykę.

Ocena: 8/10



Rush - "Fly by Night" (1975)

1. Anthem; 2. Best I Can; 3. Beneath, Between & Behind; 4. By-Tor & the Snow Dog; 5. Fly by Night; 6. Making Memories; 7. Rivendell; 8. In the End

Skład: Geddy Lee - wokal i bass; Alex Lifeson - gitara; Neil Peart - perkusja
Producent: Rush i Terry Brown


2 komentarze:

  1. Utwór tytułowy a właściwie jego refren to chyba najbardziej banalna melodia Rush. Nie wpływa to jednak na wysoką ocene tego albumu bo reszta płyty jest fantastyczna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W drugiej połowie lat 80. nagrywali znacznie bardziej banalne kawałki, z "Time Stand Still" na czele... A "Fly By Night" może i nie jest szczytem wyrafinowania, ale to jeden z moich ulubionych kawałków Rush ;)

      Usuń

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.