29 stycznia 2013

The Beatles - "Let it Be" (1970)



1. Two of Us; 2. Dig a Pony; 3. Across the Universe; 4. I Me Mine; 5. Dig It; 6. Let It Be; 7. Maggie Mae; 8. I've Got a Feeling; 9. One After 909; 10. The Long and Winding Road; 11. For You Blue; 12. Get Back

Skład: John Lennon - wokal, gitara, bass; Paul McCartney - wokal, bass, gitara, instr. klawiszowe i perkusyjne; George Harrison - wokal, gitara; Ring Starr - perkusja, instr. perkusyjne: dodatkowo: Billy Preston - instr. klawiszowe
Producent: Phil Spector, George Martin


Okładka stworzona z myślą o albumie
"Get Back", nawiązująca do "Please,
Please Me".
John Lennon postanowił opuścić zespół jeszcze przed wydaniem "Abbey Road". Pozostali muzycy zdawali sobie sprawę, że bez niego nie mogą kontynuować swojej kariery. Na pożegnanie postanowili jednak wydać jeszcze jeden album - "Let It Be", zawierający utwory zarejestrowane na niewydany album "Get Back", z poprawkami wprowadzonymi przez producenta Phila Spectora i nagranymi na nowo niektórymi partiami ("I Me Mine" został nagrany zupełnie na nowo, już bez udziału Lennona). Poza nagraniami studyjnymi wykorzystano także rejestracje słynnego koncertu na dachu Apple Studios ("I've Got a Feeling", "One After 909").

Niestety, nie jest to udany album. Część utworów psują wprowadzone przez Spectora poprawki - dodatkowe partie orkiestry i chóru (zwłaszcza w balladowych "Across the Universe" i "The Long and Winding Road"), inne same w sobie są słabe. Do tych najgorszych fragmentów należą: będący żartem "Dig It", brzmiący jak podróbka Rolling Stones "Maggie Mae", poskładany z trzech różnych kompozycji "I've Got a Feeling", rockandrollowy "One After 909" napisany jeszcze na samym początku istnienia zespołu, oraz nieciekawy blues "For You Blue". Na tym tle bronią się folkowo-rockowy "Two of Us" (nie pasujący jednak zupełnie na otwarcie płyty), bluesrockowy "Dig a Pony", walc "I Me Mine" oraz singlowy przebój "Get Back". Wszystkie one są jednak mieszczą się jednak poniżej beatlesowskiej średniej. Jest jednak na tym albumie jeden utwór naprawdę rewelacyjny - tytułowy "Let It Be", oparty głównie na brzmieniu pianina i organów Hammonda, ale również ze świetną solówką Harrisona.

W 2003 roku ukazał się album "Let It Be... Naked", na którym utwory z "Let It Be" (lub ich inne wersje) zostały zremiksowane w taki sposób, żeby były jak najbliższe wersjom oryginalnym - przede wszystkim usunięto wszystkie innowacje wprowadzone przez Spectora, co wyszło zdecydowanie na dobre (zwłaszcza w przypadku "The Long and Winding Road"). Ponadto całkiem zrezygnowano z okropnych "Dig It" i "Maggie Mae", które zastąpił świetny "Don't Let Me Down" (oryginalnie strona B singla "Get Back"); zmieniono też kolejność utworów, na zdecydowanie bardziej sensowną. Rozczarowuje jednak wykorzystanie innej, bardziej wygładzonej, solówki w "Let It Be".

Ocena: 4/10

5 komentarzy:

  1. Uwielbiam Beatlesów, ale "Let It Be" słabo znam.
    PS Bardzo podoba mi się Twój blog. Informujemy się o nowych notkach?

    OdpowiedzUsuń
  2. 4 na 10? U, no lekka przesada. Na płycie znajduje się co najmniej 5 dobrych utworów (Across..., Let It Be, Long and Winding..., Get Back, I Me...). Z reguły współczesne płyty z 5 dobrymi utworami są oceniane jako co najmniej przeciętne (czyli 5, 6 na 10). Tak ze ocena 4 jest dosyć surowa. Dig It, Maggie... i For You Blue są rzeczywiście słabe i całość w ogóle bardzo surowo zgrana, ale nie na tyle, żeby dać tylko 4. Mi wyszło 6 lub 7 (warto sobie czasami pooceniać utwór po utworze i wyciągnąć średnią, która często zaskakuje, choć nie zawsze oceną całego albumu być może). Ale ok, oceny są subiektywne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby obecnie jakiś nowy zespół wydał album na poziomie "Let It Be", to ocena faktycznie byłaby wyższa. Jednak jak na autorów tak wybitnych dzieł jak np. "Revolver" czy "Abbey Road" jest to bardzo słaby longplay. Nawet te pięć faktycznie dobrych utworów nie zbliża się do poziomu najlepszych momentów poprzednich wydawnictw... no może z wyjątkiem "Let It Be". Ocena została zaniżona także przez te dziwaczne, przesadzone aranżacje Spectora.

      Muzyka to nie matematyka, żeby dokładnie wyliczać na jaką ocenę album zasługuje na podstawie średniej ocen poszczególnych utworów. W przypadku albumów ważniejsze jest czy utwory tworzą ciekawą i przemyślaną całość, a nie jaki procent z nich jest udany.

      Ocena 4/10 oznacza, że album jest "momentami niezły", a to idealnie pasuje do "Let It Be". Dla nie Beatlesi to świętość, ale do tego albumu nigdy nie wracam. Nawet nie mam go w swojej kolekcji, wystarcza mi singiel z tytułowym utworem.

      Usuń
  3. Chciałem zgłosić, że link do Past Masters nie działa. Czy spowodowane jest to zmianą opinii na jego temat? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacząłem poprawiać tę recenzję i nie skończyłem, a potem w ogóle zapomniałem o tym.

      Usuń