23 stycznia 2013

[Recenzja] The Beatles - "Help!" (1965)



Pierwszy film z udziałem Beatlesów, "A Hard Day's Night", okazał się ogromnym sukcesem - przede wszystkim komercyjnym. Nic więc dziwnego, że niemal od razu zabrano się za kręcenie kolejnego, tym razem zatytułowanego "Help!". Podobnie jak poprzednim razem, filmowi towarzyszył tak samo zatytułowany longplay, zawierający premierowe utwory napisane specjalnie do filmu (na stronie A) oraz kilka innych, również premierowych, ale nie wykorzystanych w filmie kawałków (na stronie B). Ponieważ zespół był wówczas wciąż na absolutnym szczycie popularności, longplay okazał się kolejnym ogromnym sukcesem, dochodząc do 1. miejsca notowań po obu stronach Atlantyku. Jak jednak prezentuje się ten materiał obecnie? Czy wytrzymał próbę czasu?

Strona "filmowa" wypada naprawdę bardzo dobrze, a momentami wręcz rewelacyjnie. Znalazły się na niej m.in. kolejne dwa wielkie przeboje. Tytułowy "Help!" to porażający energią, zadziorny kawałek z niedającym się zapomnieć refrenem. Depresyjny tekst uświadamia, że bycie na szczycie ma też swoje minusy (co ciekawe, na stronie B singla umieszczono równie przygnębiający kawałek, "I'm Down", co jednak nie przeszkodziło małej płytce w odniesieniu komercyjnego sukcesu). Aż trudno uwierzyć, że ten dynamiczny utwór był początkowo balladą... Co prawda, w takiej wolnej wersji został później nagrany przez grupy Vanilla Fudge i Deep Purple, jednak w takim wykonaniu nie robił już wrażenia. Drugi przebój to już typowy dla grupy "Ticket to Ride", z kolejną rewelacyjną melodią. Pewnym zaskoczeniem jest tylko nietypowe dla tamtych czasów zakończenie, w którym zespół niespodziewanie zmienia tempo. To zresztą na tym właśnie longplayu, Beatlesi zaczęli odważniej eksperymentować, poszukiwać nowych środków wyrazu. Czego najlepszym przykładem jest także kompozycja "You've Got to Hide Your Love Away", zainspirowana twórczością Boba Dylana - oparta na brzmieniu gitary akustycznej, wzbogacona partią fletu. Taka aranżacja okazała się strzałem w dziesiątkę - utwór nic a nic się nie zestarzał, wciąż brzmi tak samo świeżo, jak pięćdziesiąt lat temu. Nie o wszystkich utworach z tego longplayu można to powiedzieć. Ale o tym za chwilę. "You've Got to Hide Your Love Away" wyróżnia się także rewelacyjną melodią i aż dziwne, że nie został wydany na singlu.

Trzy wyżej wspomniane utwory zostały tradycyjnie podpisane nazwiskami Johna Lennona i Paula McCartneya, jednak nie jest tajemnicą, że są głównie dziełem pierwszego z nich. Samodzielnie stworzył także "You're Going to Lose That Girl", który jednak nie robi już takiego wrażenia jak powyższe utwory - to typowa dla tamtych czasów melodyjna piosenka, której brzmienie brzmienie mocno się zestarzało. Podobnie sprawa ma się z oboma utworami napisanymi do filmu przez McCartneya - "The Night Before" i "Another Girl". Oba są bardzo dynamiczne i całkiem chwytliwe, jednak brzmieniowo tkwią w pierwszej połowie lat 60. - co w sumie nie powinno dziwić, biorąc pod uwagę rok powstania. Jednak tutaj dość mocno kontrastują one z tymi bardziej eksperymentalnymi fragmentami. W filmie - i na stronie A longplaya - znalazła się ponadto jedna kompozycja George'a Harrisona, "I Need You". Także brzmiąca już nieco staroświecko, jednak nie ukrywam, że to jeden z moich ulubionych fragmentów na tym wydawnictwie. Świetna melodia jest dowodem, że już w tamtym czasie George potrafił pisać utwory mogę równać się z kompozycjami spółki Lennon/McCartney. Szkoda, że jego kompozycje z wczesnego okresu działalności zespołu były - i są - tak bardzo niedoceniane.

Druga strona longplaya to przede wszystkim nieśmiertelny "Yesterday". Najczęściej coverowany utwór wszech czasów i jedna z najpiękniejszych miłosnych ballad, jakie kiedykolwiek zostały napisane. Właśnie ten utwór ugruntował pozycję Paula McCartneya jako "Beatlesa od ballad". Kompozycja zwraca uwagę nietypową dla zespołu - przynajmniej w tamtym czasie - aranżacją. Śpiewającemu i grającemu na gitarze akustycznej Paulowi towarzyszy wyłącznie kwintet smyczkowy. To zresztą prawdopodobnie pierwszy utwór w historii muzyki rockowej, który jest całkowicie wolny od wpływów muzyki afroamerykańskiej. Do dziś świetnie się go słucha, bez wrażenia, że to kawałek z innej epoki. Niestety, pozostałe utwory z tej strony nie zniosły tak dobrze próby czasu. Brzmieniowo i stylistycznie bardzo się zestarzały. W dodatku w większości są to utwory o charakterze wypełniaczy, nie mające wiele do zaoferowania. Broni się melodyjny "Tell Me What You See", fajnie wzbogacony pianinem elektrycznym. Ale są tu też takie utwory, jak "You Like Me Too Much" czy country'owy "I've Just Seen a Face", które wypadają zaskakująco banalnie. A rock and rollowy "Dizzy Miss Lizzy" (z repertuaru  Larry'ego Williamsa) to wręcz spory krok wstecz dla zespołu. Sam fakt umieszczenia tutaj dwóch coverów (ten drugi to country'owy "Act Naturally" Bucka Owensa) jest chyba najlepszym dowodem na to, że muzycy mieli problem z wypełnieniem drugiej strony tego wydawnictwa. Na szczęście, był to ostatni raz, kiedy umieścili na płycie długogrającej kompozycje cudzego autorstwa.

Odpowiadając na pytanie postawione we wstępie, muszę stwierdzić, że "Help!" tylko częściowo zniósł próbę czasu. W takich utworach, jak "You've Got to Hide Your Love Away" i "Yesterday", zespół z powodzeniem próbuje nowych rozwiązań, które do dziś brzmią świeżo. To właśnie w nich można znaleźć zalążek dojrzałych The Beatles. Jako całość jest to jednak bardzo nierówne wydawnictwo. Zarówno jeśli chodzi o poziom kompozycji (oprócz rewelacyjnych utworów, jak dwa wyżej wspomniane, czy singlowe "Help!" i "Ticket to Ride", zdarzają się też kompletne niewypały, jak np. "Dizzy Miss Lizzy"), jak i brzmienie, które w sporej części utworów jest już bardzo archaiczne.

Ocena: 7/10



The Beatles - "Help!" (1965)

1. Help!; 2. The Night Before; 3. You've Got to Hide Your Love Away; 4. I Need You; 5. Another Girl; 6. You're Going to Lose That Girl; 7. Ticket to Ride; 8. Act Naturally; 9. It's Only Love; 10. You Like Me Too Much; 11. Tell Me What You See; 12. I've Just Seen a Face; 13. Yesterday; 14. Dizzy Miss Lizzy


Skład: John Lennon - wokal, gitara, pianino; Paul McCartney - wokal, bass, gitara, instr. klawiszowe; George Harrison - gitara, wokal; Ringo Starr - perkusja, instr. perkusyjne, wokal
Gościnnie: George Martin - pianino, aranżacja instr. smyczkowych (13); John Scott - flet (3); Tony Gilbert - skrzypce (13); Sidney Sax - skrzypce (13); Kenneth Essex - altówka (13); Peter Halling - wiolonczela (13); Francisco Gabarro - wiolonczela (13)
Producent: George Martin


Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Pytania niezwiązane z powyższym tekstem proszę zadawać na stronie Q & A. Komentarze nie na temat będą kasowane.